Home Rozmowy Bass Planet od 20 lat gra po swojemu: „To festiwal, który nigdy nie poszedł w mainstream”
Rozmowy

Bass Planet od 20 lat gra po swojemu: „To festiwal, który nigdy nie poszedł w mainstream”

229
krzysztof wiśniewski bass planet
Krzysztof Wiśniewski - twórca Bass Planet.

Bass Planet powraca – wydarzenie, które dla jednych jest początkiem festiwalowego sezonu, dla innych obowiązkowym spotkaniem ze sceną elektroniczną w jej najmocniejszym wydaniu. Już 14 marca Enea Arena ponownie wypełni się basem, światłem i energią kilku tysięcy uczestników. Za projektem, który wyrósł z lokalnej inicjatywy do rangi jednej z największych halowych imprez elektronicznych w Polsce, stoi DJ, promotor i organizator – Cherry aka BreakNTun, czyli Krzysztof Wiśniewski.

Zanim jednak scena rozbłyśnie, a pierwsze dropy rozniosą się po hali, warto zajrzeć za kulisy wydarzenia. Bo Bass Planet to nie tylko line-up i produkcja, to także lata decyzji, ryzyka, zmieniających się trendów i budowania własnej tożsamości imprezy w mieście, które przez lata musiało walczyć o swoją klubową pozycję na mapie Polski. Rozmawiamy z pomysłodawcą i organizatorem – Krzysztofem Wiśniewskim – o wydarzeniu.

 

Gdyby Bass Planet było dźwiękiem, który nie jest muzyką – co by nim było?

– Gdyby Bass Planet było dźwiękiem, który nie jest muzyką, byłby to dźwięk rytmicznie bijącego serca podczas tańca w tempie 128 BPM – pulsujący, hipnotyczny, napędzający ruch, gdzie ciało i energia parkietu stają się jednym.

Który moment w historii imprezy był najbliżej decyzji: „to już koniec” i czy w ogóle miałeś kiedyś w historii wydarzenia chwile zawahania?

– To był czas pandemii, kiedy na kilka tygodni przed imprezą musiałem odwołać edycję. Wiązało się to z koniecznością zwrotu biletów i ogromnymi stratami. Jednak ludzie mieli wybór: zwrot albo cierpliwe czekanie. Zwrotów było zaledwie 18, co przywróciło mi wiarę i postanowiłem działać dalej. Drugi raz, po pocovidowej edycji w Hali Odra, gdzie pojawiło się mnóstwo problemów organizacyjnych, byłem pewien, że to koniec. Wtedy odezwał się mój obecny wspólnik, namawiając mnie na edycję w Netto Arenie. To była jedna z najlepszych decyzji.

Czy Szczecin ma swój własny „sound”, który odróżnia go od innych miast z festiwalem muzyki elektronicznej?

– Już od 1995 roku muzyka elektroniczna dominowała w Szczecinie. Bliskość Berlina sprawiła, że te brzmienia dotarły tu wyjątkowo wcześnie. To właśnie breakbeat, obok techno, house i electro, który mocno się zakorzenił. Choć Bass Planet nie ogranicza się do jednego gatunku, to właśnie breakbeat – obok techno, house czy electro – najmocniej kojarzy się ze Szczecinem. To Bass Planet i Szczecin są kolebką tego brzmienia.

Jak zmieniła się publiczność Bass Planet od pierwszej edycji po dziś?

– Publiczność Bass Planet dorastała razem z festiwalem. Dziś to w większości osoby 30+, które od lat kochają tę muzykę. Oczywiście pojawia się też młodsze pokolenie, ciekawe brzmień, ale to nadal nie jest mainstream. Bass Planet to od lat święto muzyki elektronicznej w Szczecinie.

Spotkanie z którym artystą podczas Bass Planet wspominasz najlepiej?

– Przez niemal 20 lat Bass Planet przewinęło się mnóstwo wspaniałych artystów, więc trudno wybrać jednego. Oprócz Westbama, który jest moim przyjacielem i mentorem, najmocniej wspominam występ Tigi z Montrealu. Byłem jego fanem od lat, a sprowadzenie go do Szczecina było moim marzeniem. Po latach starań, w zeszłym roku, się udało. Jego set zachwycił publiczność, a dla mnie to było surrealistyczne – stał obok mnie, rozmawialiśmy sobie o muzyce i życiu, robiliśmy zdjęcia i było dużo śmiechu. Wspaniały gość.

A zdarzyło się, że artysta, którego bardzo chciałeś zaprosić, nie chciał do Szczecina przyjechać?

– Jest wielu artystów, których dotąd nie udało się przekonać do przyjazdu do Szczecina. Nie podaję nazwisk, bo tak jak z Tigą, po latach może się to zmienić. Mam nadzieję, że tych, którzy dziś odmawiają, w końcu uda się namówić, by odwiedzili nasze piękne miasto.

Co dziś jest trudniejsze: zorganizować duże wydarzenie czy utrzymać jego charakter?

– Organizacja takiego wydarzenia wiąże się z ogromnymi kosztami, a w dzisiejszych czasach trudno liczyć na sponsorów. Niestety, Szczecin, choć jest dużym miastem, nie wspiera nas finansowo. To przykre, bo inne miasta, jak Warszawa, Łódź, Gdańsk czy nawet Gorzów, wspierają takie festiwale. U nas nie dostajemy nawet symbolicznej złotówki. Mimo to, miasto potrafi przyjść na imprezę i następnego dnia z oficjalnego profilu dodać post, że świetnie, że mamy taki festiwal w Szczecinie. To trochę nie fair. Mimo wszystko, charakter wydarzenia pozostaje dla mnie najważniejszy. Od 20 lat ani na moment nie poszliśmy w stronę mainstreamu. Bass Planet to festiwal, na którym gramy muzykę, którą kochamy, a nie tę, która akurat jest popularna. To nasz charakter, który pozostaje niezmienny.

Powiązane artykuły

"te utwory są jak afirmacje". kashia vega opowiada o „kropli”, która zmienia życie kobiet
Rozmowy

„Te utwory są jak afirmacje”. Kashia Vega opowiada o „Kropli”, która zmienia życie kobiet

To nie tylko album – to intymna opowieść o kobiecej sile, przemianie...

malarka aga czyżyk artystka
Rozmowy

Agnieszka Czyżyk: „Obraz ma działać bez słów. Reszta jest dodatkiem”

Nie maluje po to, by tłumaczyć. Maluje po to, by wywołać reakcję...

30 lat budowała jeden z najlepszych tbs-ów w polsce. grażyna szotkowska żegna się ze szczecińskim tbs
Rozmowy

30 lat budowała jeden z najlepszych TBS-ów w Polsce. Grażyna Szotkowska żegna się ze Szczecińskim TBS

Po trzech dekadach pracy w Szczecińskim Towarzystwie Budownictwa Społecznego Grażyna Szotkowska kończy...

make polish hotwave great again. stany pośrednie o swojej muzycznej drodze
Rozmowy

Make Polish Hotwave Great Again. Stany Pośrednie o swojej muzycznej drodze

W maju 2025 roku szczecińska scena muzyczna poczuła powiew świeżości. Ich debiutancki...