Home Rozmowy „Nie jest tak, że wszyscy dowiedzieli się o biogazowni dopiero teraz”. Inwestor odpowiada na zarzuty mieszkańców
Rozmowy

„Nie jest tak, że wszyscy dowiedzieli się o biogazowni dopiero teraz”. Inwestor odpowiada na zarzuty mieszkańców

400
planowana-biogazownia-mapa

Budowa biogazowni rolniczej w Kamieńcu od kilku tygodni wywołuje coraz większe emocje. Mieszkańcy pytają o sposób prowadzenia procedury, lokalizację inwestycji, transport substratów, możliwe oddziaływanie na środowisko i dostęp do informacji. Inwestor przekonuje natomiast, że przedsięwzięcie nie było ukrywane, procedury trwały niemal trzy lata, a część argumentów pojawiających się w publicznej debacie nie odpowiada – jego zdaniem – rzeczywistym parametrom planowanej instalacji. Wskazuje także na rolniczy charakter przedsięwzięcia, istniejącą infrastrukturę drogową i energetyczną oraz możliwość wykorzystania produkowanego ciepła przez lokalne firmy i mieszkańców.

W rozmowie z Mateuszem Watralem, który chce wybudować biogazownię w okolicach Kamieńca, pytamy o to, dlaczego część mieszkańców twierdzi, że o inwestycji dowiedziała się zbyt późno, skąd wzięła się lokalizacja biogazowni i ile do tej pory kosztowało inwestora przygotowanie przedsięwzięcia. Rozmawiamy również o protestach, relacjach z samorządem, spotkaniach z mieszkańcami, zarzutach dotyczących politycznego tła konfliktu, planowanej ilości transportów oraz o tym, czym ma różnić się niewielka biogazownia rolnicza od dużych instalacji przemysłowych.

„To nie była żadna tajemnica. Dużo osób wiedziało o tej inwestycji”

Najważniejsza rzecz, która dzisiaj nurtuje ludzi, to pytanie, dlaczego tak późno dowiedzieli się o tej inwestycji.

–  Przygotowaliśmy przedsięwzięcie inwestycyjne biogazowni jako element rozwoju naszej aktywności rolniczej w tym regionie. To inwestycja oparta o etapową realizację. W pierwszym etapie przyjęliśmy założenie budowy biogazowni wytwarzającej energię w źródle o mocy 0,5 MW. Postępujemy zgodnie z przepisami przygotowując nasze przedsięwzięcie, a nawet więcej. Gmina zażądała od nas więcej, niż musieliśmy zrobić. Sama specustawa dotycząca biogazowni, która weszła w życie w 2023 roku, przewiduje na przykład, że strony nie muszą być informowane w taki sposób jak wcześniej. Mimo to gmina pozostała przy wcześniejszym trybie, więc w tym zakresie zrobiła więcej niż wynikało z przepisów.

Drugą kwestią było żądanie od nas KIP, czyli karty informacyjnej przedsięwzięcia, już na pierwszym etapie, dotyczącym półmegawatowej biogazowni. Mogliśmy się oczywiście odwoływać i argumentować, że specustawa nie wymaga od nas dostarczenia takiego dokumentu, ale nie chodziło nam o przerzucanie się papierami, granie na czas czy udowadnianie swoich racji. Przygotowaliśmy więc KIP dla tej półmegawatowej instalacji, której budowę właśnie rozpoczynamy.

Takie instalacje nie wymagają decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach, a więc nie wymagają sporządzenia karty informacyjnej przedsięwzięcia czy raportu z oceną oddziaływania. My nie ukrywaliśmy i nie ukrywamy planów naszej inwestycji z zachowaniem w tym zakresie ochrony konkurencyjności i obowiązujących przepisów. Faktem jest, że o naszej inwestycji wiedzieli również mieszkańcy Kamieńca, Pargowa czy Kołbaskowa. Nie będę wymieniał nazwisk z uwagi na ochronę danych osobowych. Nie jest prawdą, że sprawa inwestycji, której procesy administracyjne toczą się od trzech lat, mogła celowo zostać utrzymana w tajemnicy przed lokalną społecznością. Projekt decyzji pierwszego etapu, przed jej wydaniem, konsultowany lub uzgadniany był przez CUK, starostwo i przede wszystkim Urząd Gminy Kołbaskowo. W lutym tego roku mówiłem o tej inwestycji również w Radiu Szczecin, w audycji „Na szczecińskiej ziemi”.

Prawda jest taka, że wiele osób wiedziało o tej inwestycji. Nie mówię, że wszyscy, bo ja nie mam podstaw prawnych do takiego działania, ale wiele osób posiada wiedzę o planach budowy biogazowni. W mojej ocenie temat staje się elementem rozgrywek politycznych, ponieważ jest nośny i łatwo wykorzystać do głoszenia różnych nieprawdziwych informacji adresowanych do inwestora lub Urzędu Gminy. Tylko nie powinno to odbywać się kosztem przedsięwzięcia wpisującego się w gospodarkę obiegu zamkniętego, dającego dodatkowe lokalne miejsca pracy i podatki.

Posiadasz już pozwolenie na budowę wydaną przez starostę?

– Tak, posiadam prawomocne pozwolenie na budowę wydane przez Starostę Powiatowego. Ale bez względu na to i tak negatywne stanowiska kierowane są w inwestora lub Urząd Gminy, szczególnie przez politycznych przeciwników pani Wójt. My chcemy zająć się rozwojem naszego gospodarstwa i przedsiębiorstwa w oparciu o stworzone warunki prawne. Stawiamy na nowoczesne źródło wytwórcze, które może zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne. Mamy plany wykorzystać lokalnie generowane ciepło. Dobrze byłoby, aby nasze podejście aktywowało rozwój naszej gminy w kierunku przedsięwzięć z zapotrzebowaniem na ciepło lub stwarzaniu rozmów i warunków do budowy sieci ciepłowniczych do odbiorców końcowych. Tu są nasze oczekiwania od lokalnych polityków, aby takie inicjatywy, jak nasza wspierana była przez interesariuszy dla budowania przewag konkurencyjnych lokalnych przedsiębiorców, gmin i społeczności ziemi szczecińskiej. A powtórzę: nie jest tak, że wszyscy dowiedzieli się o inwestycji dopiero teraz. Dużo osób wiedziało o niej wcześniej, ponieważ nie była żadną tajemnicą. Także środowiska rolnicze, lokalne ODR-y czy Izba Rolnicza miały wiedzę na ten temat. W branży budowlanej już wcześniej szukałem wykonawców. Naprawdę wiele osób wiedziało o tej inwestycji, tylko nikt się nią szczególnie nie interesował do momentu, kiedy temat zaczął budzić emocje.

Muszę Ci wejść w słowo, ponieważ wspomniałeś o tym, że procedury prowadziły różne urzędy. Zarzut braku transparentności wobec Urzędu Gminy Kołbaskowo nie jest jednak nowy i nie dotyczy wyłącznie waszej inwestycji. Pojawia się również przy innych sprawach.

– Być może, ale nie chcemy zabierać stanowiska w sprawach, w których nie mamy wiedzy. W naszej sprawie prowadzimy rozwój naszej biogazowni w oparciu o obowiązujące przepisy i dobre praktyki. Oczywiście nie wyszedłem z transparentem i nie usiadłem na środku Kamieńca, mówiąc: „Tutaj będzie biogazownia”, ale przeciwnicy tej inwestycji mają środki i dostatecznie dużo czasu, aby rozpowszechniać nieprawdziwe informacje o inwestycji rozbudzając emocje i strach wśród lokalnych społeczności. Nie ukrywałem jednak inwestycji, nie próbowałem jej zatajać ani dementować informacji na jej temat. Wręcz przeciwnie: rozmawiałem ze znajomymi i ludźmi z branży rolniczej. Tak jak wspomniałem, w lutym tego roku mówiłem o niej również w Radiu Szczecin, a więc jeszcze przed uzyskaniem pozwolenia na budowę.

„Ta lokalizacja nie jest przypadkowa”

Dlaczego pod Kamieńcem? Dlaczego wybraliście właśnie tę lokalizację?

– Zadecydowały cztery bardzo istotne czynniki. Pierwszym jest możliwość produkcji substratów na miejscu i wykorzystania produktów pofermentacyjnych do nawożenia. Wokół planowanej inwestycji posiadamy i użytkujemy rolniczo ponad 200 ha gruntów, a łącznie prawie 300 hektarów pól. Te pola mogą być wykorzystywane do produkcji surowca dla biogazowni.

Drugi czynnik to linia średniego napięcia, która przebiega przez działkę inwestycyjna. To kwestia kluczowa, ponieważ wyprodukowaną energię elektryczną można wprowadzić do krajowego systemu elektroenergetycznego.

Trzecia kwestia to infrastruktura drogowa. Obwodnica Kołbaskowa i droga w kierunku Rosówka kończą się około 300 metrów od naszej inwestycji. Dzięki temu transport pozostałych surowców takich, jak wysłodki z buraków cukrowych przywożone z cukrowni w Kluczewie, nie musi przejeżdżać przez żadną miejscowość. Samochody mogą przyjechać bezpośrednio na teren inwestycji. Podobnie będzie z wywozem pofermentu. Jeżeli będziemy przekazywać go lokalnym rolnikom, czy to z gminy Kołbaskowo, Polic, czy Dobrej, również nie będzie konieczności przejazdu przez miejscowości.

Czwarta kwestia to odległość od zabudowy mieszkalnej. Mamy świadomość, że instalacja biogazowni nie jest rozpowszechniona w naszej gminie i może budzić obawy pod wieloma względami. Dostateczna odległość, chociaż nie wymagana przepisami prawa, daje większe poczucie wpisania się w krajobraz.

Będzie tam jakaś nowa droga techniczna do biogazowni?

– Mówię o obwodnicy Kołbaskowa i drodze w kierunku Rosówka. Za stacją MOL będzie ona łączyła się z drogą prowadzącą w stronę przejścia granicznego. W praktyce będzie zaczynała się przy samym przejściu granicznym. Wyjeżdżając z inwestycji, będziemy korzystać właśnie z tej infrastruktury. Każdy może to zobaczyć na mapie.

Jednym z argumentów mieszkańców jest jednak obawa, że samochody mimo wszystko będą korzystały z lokalnych dróg.

– Nie dajmy się zwariować. Każdy ma prawo korzystać z drób publicznych według przepisów odrębnych. Jako płatnicy lokalnego podatku oraz podatku przypisanego do paliwa mamy z tego tytułu obciążenia, ale i możliwości korzystania z dóbr wspólnych, do których dokładamy się.

Znam przypadku przy podobnych inwestycjach, przy których inwestorzy decydowali się budować nowe drogi, aby całkowicie wyprowadzić transport poza tereny zabudowane i prowadzić go bezkolizyjnie.

– Trzeba rozróżnić dwie rzeczy. Nie wszystkie biogazownie są takie same. Możemy mówić o biogazowniach komunalnych czy przemysłowych, będących dużymi instalacjami, które rzeczywiście mogą mieć większe oddziaływanie na lokalne otoczenie i nie tylko dlatego że kwalifikowane są co do rodzaju do przedsięwzięć zawsze znacząco oddziałujących na środowisko. W takich instalacjach cały substrat może być dowożony z zewnątrz i jego ilość jest bardzo duża.

Nasza biogazownia będzie biogazownią rolniczą. Większość substratów będziemy produkować na własnych polach. To jest również jeden z powodów, dla których wybraliśmy tę lokalizację.

Ja osobiście nie znam takiej inwestycji w Polsce. W przypadku biogazowni klasy mocy, jaką planujemy budowa obwodnicy dedykowanej transportowi spowodowałaby wzrost nakładów i brak rentowności przedsięwzięcia.

Często powołujesz się na rolnictwo i rolników. Tymczasem w projekcie planu ogólnego gminy Kołbaskowo pojawiają się obszary, które miałyby zostać przeznaczone pod zabudowę. Czy w przyszłości rolnictwo w tej części gminy nie będzie miało coraz mniej miejsca?

– Nie. W Kamieńcu i Pargowie sytuacja wygląda inaczej. Rzeczywiście gmina chciała przekształcić dość dużo terenów, ale po negatywnej opinii Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska wycofała się z części terenów przemysłowych w Kamieńcu, Pargowie i Rosówku. W Będargowie rzeczywiście jest spór i protest, natomiast w Kamieńcu gmina się z tych planów wycofała.

Można porównać projekt ze stycznia z projektem z marca. Mniej więcej w tym okresie gmina otrzymała negatywną opinię RDOŚ i między innymi zredukowała zakres planowanych zmian w tamtych okolicach.

Wspomniałeś już wcześniej w naszej rozmowie, że część protestów może być związana z politycznym wykorzystywaniem tematu. Rzeczywiście uważasz, że obawy mieszkańców nie mają związku z samą inwestycją?

– Tylko czym są spowodowane te obawy? Nie wyniknęły przecież z tego, że nagle ktoś dowiedział się o biogazowni rolniczej i uznał, że zatruje ona źródła wody głębinowej. Weźmy pod uwagę, że w ubiegłym roku procedowane były decyzje środowiskowe dotyczące innych firm działających w Kamieńcu. Są to przedsiębiorstwa z branży chemicznej, położone znacznie bliżej ujęcia wody. Wtedy nie pojawiały się zastrzeżenia związane z konieczną ochroną zasobów lokalnych wód.

Mówisz o Radexie?

– Tak. To firma produkująca środki czystości dla przemysłu spożywczego. W Kamieńcu jest również firma, która bazuje na żywicach, jest firma metalurgiczna. Nie znam dokładnie profilu wszystkich tych przedsiębiorstw, ale znajdują się one w odległości około 300–400 metrów od ujęcia wody. Ale nie kwestionuję ich działalności i chcę porównywać skali potrzeb wykorzystania wody w prowadzonej działalności, tylko wyrazić jak nieodpowiedzialnie wrzucamy do mediów społecznościowych opinie lub je rozpowszechniamy bez sprawdzenia ich wiarygodności.

Czy ktoś zainteresował się tym, że firmy działające w branży chemicznej rozbudowują się w Kamieńcu, stawiają nowe magazyny, hale przemysłowe czy produkcyjne? Nie. Kiedy jednak pojawia się biogazownia rolnicza, położona około półtora kilometra od ujęcia wody, nagle pojawiają się ogromne emocje i zarzuty. Prawo Wodne jednoznacznie stanowi w jakiej odległości od granic ujęcia wody można lokalizować dany rodzaj działalności. Przecież sygnowane jest to przez ustawodawcę na podstawie danych podanych przez specjalistów. Jeśli ktokolwiek ma dowody na niewystarczające bufory, należy inicjować zmiany prawa.

Jest jeszcze jedna rzecz. Około 800 metrów bliżej znajduje się ogromny silos na kiszonkę, z którego od wielu lat korzysta gospodarstwo archidiecezji. Szacunkowo znajduje się tam około 5 tysięcy ton kiszonki. W międzyczasie przechowywany jest tam również poferment. I nigdy nie było skarg do urzędu gminy, że ten poferment śmierdzi.

Dlatego pytam: jeżeli poferment przechowywany przy istniejącym gospodarstwie nikomu nie przeszkadza, a moja półmegawatowa instalacja, położona trzy razy dalej, nagle ma wszystkim przeszkadzać, to trudno nie zauważyć, że temat stał się elementem gry politycznej.

Żadnych skarg?

– Takie otrzymałem informacje, chcę mieć potwierdzenie tego, więc wystąpię o informację publiczną w tym zakresie do gminy.

Dlaczego zainteresowałem się tym właśnie wtedy? W momencie, kiedy pracownicy Radeksu wystosowali pismo do urzędu gminy, sprzeciwiające się naszej inwestycji, pomyślałem: dobrze, ale przecież naprzeciwko ich bramy znajduje się silos, w którym każdego roku przechowywane są tysiące ton kiszonki, a później także poferment.

Poszedłem więc do urzędu i zapytałem, czy kiedykolwiek wpływały tam uwagi dotyczące tego, co jest przechowywane w tym miejscu. Poczekano, zweryfikowano sprawę i po chwili dostałem informację, że nie. Nikt z mieszkańców Kamieńca, a nawet – jak rozumiem – pracowników Radexu, nie składał skarg dotyczących przechowywania tam pofermentu.

Liczę na refleksję lokalnych przedsiębiorców i mieszkańców w powyższym zakresie opiniowania warunków funkcjonowania biogazowni.

„Formalnie inwestycja już się rozpoczęła”

To nie jest Twoja pierwsza inwestycja, która budzi protesty mieszkańców.

– To prawda. Opór lokalnej społeczności skierowany był do planów użytkowania żwirowni dedykując materiał budulcowy do budowy obwodnicy. W efekcie zamiast wspierać lokalny biznes z generacją lokalnych podatków, budowa obwodnicy oparta jest o materiał budulcowy pozyskany z Niemiec.

W przypadku planowanej żwirowni również był spór i protestujący doprowadzili do tego, że inwestycja ostatecznie nie została zrealizowana, przynajmniej na razie. Jak oceniasz ryzyko, że z biogazownią będzie podobnie?

– Formalnie ta inwestycja została rozpoczęła. Ostateczne pozwolenie zostało już wydane i inwestycja jest zgłoszona do realizacji. Wstrzymywanie inwestycji takich jak nasza w Polsce realizowanych przez polskich przedsiębiorców spowoduje, że nasza energia w systemie będzie pochodzić z zagranicznych źródeł, która dla nas jako odbiorców końcowych będzie zawsze droższa nie tylko o marżę sprzedawców, ale koszt transportu transgranicznego do Polski. Wolałbym, aby lokalne społeczności i politycy stawiali na stwarzanie warunków do rozwoju polskiej przedsiębiorczości.

Czy obawiasz się, że mimo wszystko może zostać w jakiś sposób zatrzymana?

– Nie widzę podstaw, aby wstrzymać formalnie budowę pierwszego etapu inwestycji biogazowni o mocy pół megawata. Dla zwiększenia konkurencyjności tego projektu planujemy jego modernizację ze zwiększeniem mocy do maksymalnie 1,5 MW. W tym celu wystąpiliśmy o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach i sporządziliśmy,y kartę informacyjną przedsięwzięcia, czy tzw. KIP. To, co jest obecnie analizowane przez mieszkańców i radnych, dotyczy KIP oraz tego, co zostało w nim zapisane w kontekście ewentualnej rozbudowy instalacji. W zakresie rozbudowy uwarunkowania nie tylko formalne są w toku, ale również techniczne i biznesowe są w toku ocen i rozważań. W zakresie rozbudowy nie mamy sami pewności i przesłanek przemawiających za jej przeprowadzeniem.

Kiedy starosta wydał pozwolenie na budowę?

– W marcu tego roku.

Były konsultacje społeczne?

– Nie były wymagane przy tej instalacji, bo przedsięwzięcie to nie jest zaliczane do kategorii znacząco oddziałujących na środowisko. To mała biogazownia rolnicza. Konsultacje mogą pojawić się przy ewentualnej rozbudowie, ponieważ wtedy mówimy już o większej instalacji, przekraczającej określone ustawowo parametry kwalifikacji do decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Natomiast warto odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w ogóle rozpoczęliśmy procedowanie dotyczące ewentualnej rozbudowy, skoro nie wiemy, czy będziemy chcieli ją przeprowadzić.

Pierwsza sprawa to zabezpieczenie naszych interesów. Jak każdy przedsiębiorca, inwestor czy właściciel gruntów rolnych chcemy zabezpieczyć swoją działalność i swoje nieruchomości. Jest wiele niewiadomych związanych z ustawą, projektem i planami ogólnymi. Obawiamy się, że kiedyś możemy zostać z gruntami, których wartość rolnicza będzie ograniczona, a my jako rolnicy nie będziemy mogli rozwijać na nich działalności.

Pamiętajmy, że cały ten obszar jest rolniczy. Kołbaskowo ma bardzo dobre ziemie i jest gminą rolniczą. Jeżeli mamy takie grunty, chcemy mieć możliwość ich wykorzystania i rozwijania gospodarstwa w kierunku budowania nowoczesnego polskiego rolnictwa.

Ile czasu trwała cała procedura?

– Procedurę rozpoczęliśmy w 2023 roku. Była procedura dotycząca warunków zabudowy, procedura przyłączeniowa i uzyskanie warunków przyłączenia do sieci energetycznej. Sama procedura przyłączeniowa trwała około roku. Warunki zabudowy to kolejne miesiące, pozwolenie na budowę również trwało kilka miesięcy.

Od momentu powstania koncepcji do uzyskania pozwolenia na budowę minęły niemal trzy lata. A przecież później dochodzi jeszcze rok budowy. Łącznie od pierwszych decyzji do momentu wyprodukowania pierwszej megawatogodziny mogą minąć cztery lata dla tej inwestycji – to pokazuje, że ustawodawca nie ułatwia prowadzenie inwestycji w obszarze odnawialnych źródeł energii w Polsce.

W ciągu czterech lat bardzo wiele może się zmienić. Inwestycja może stać się mniej rentowna, mogą spaść ceny energii, może zmienić się sytuacja energetyczna kraju. Możemy mieć zupełnie inne warunki niż w momencie, kiedy zaczynaliśmy ją planować.

Ile pieniędzy już wydaliście na przygotowanie inwestycji?

– Myślę, że ponad pół miliona złotych.

„W procesie produkcyjnym praktycznie nie wykorzystujemy wody”

Ciekawi mnie jeszcze jedna kwestia. Obserwuję decyzje dotyczące warunków zabudowy w gminie Kołbaskowo. Jak to się stało, że przy inwestycji, która wymaga przecież odpowiednich warunków jeśli chodzi o wodę, udało Wam się uzyskać wszystkie wymagane zgody i pozwolenia? Tymczasem wielu inwestorów  nie może wybudować domu jednorodzinnego, bo woda jest problemem.

– W tej instalacji nie jest potrzebny duży pobór wody. Woda będzie potrzebna przede wszystkim do celów socjalnych dla jednej czy dwóch osób przebywających tam w ciągu dnia. To jest mniej więcej tyle, ile zużywa gospodarstwo domowe. Woda wykorzystana zostanie również na cele PPOŻ, przy czym w zakresie przeciwpożarowym planowana jest budowa zbiornika wody. Pierwotnie rozważaliśmy przetwarzać surowce, które wymagać będą wykorzystania wody, ale odstąpiliśmy od tego zamiaru. Być może z tego względu część lokalnych społeczności niesłusznie uważa, że mamy duże potrzeby technologiczne. Dodam, że było ono planowane na poziomie 2500 m3 rocznie. Dziś mogę zadeklarować ograniczenie wykorzystania wody do celów bytowych i przeciwpożarowych.  Z kolei ilość ścieków bytowych będzie odpowiadała ilości wody zużywanej przez pracowników, czyli będzie związana z korzystaniem z toalety, myciem rąk i podobnymi czynnościami. Nie będą generowane ścieki przemysłowe.

Natomiast odcieki z placu wracają do procesu technologicznego. Wysłodki z buraków mają około 20 procent suchej masy, a pozostała część to woda. Jeżeli pojawią się wycieki, nie będą trafiały do kanalizacji sanitarnej, tylko wrócą do procesu produkcyjnego. Nie ma więc mowy o tym, że instalacja będzie wykorzystywała jakieś niewyobrażalne ilości wody.

Jak widzisz tę sytuację dzisiaj? Są protesty, inwestycja jest już na etapie, na którym trudno ją zatrzymać. Nie wiemy, jakie jeszcze decyzje proceduralne mogą się pojawić.

– Na pewno trzeba rozmawiać. I chciałbym rozmawiać z mieszkańcami. Tylko do tanga trzeba dwojga. Bardzo dużo zarzuca się nam, że nie chcemy rozmawiać, że nie jesteśmy transparentni i unikamy spotkań. Mieliśmy umówiony termin na dyskusje na ubiegły poniedziałek, na godzinę 20:00. Specjalnie na to spotkanie poprosiłem o udział naszego technologa, który projektuje i nadzoruje biogazownie w różnych regionach kraju i posiada ponad 18 letnie doświadczenie w branży. Tymczasem w piątek, przed planowanym poniedziałkowym spotkaniem, mieszkańcy Kamieńca stwierdzili, że jednak nie chcą się z nami spotykać i odwołali spotkanie.

Może więc warto zrobić jeszcze jeden krok w stronę lokalnej społeczności?

– Jestem na to gotowy. Mam możliwość pokazania mieszkańcom zlokalizowane niedaleko funkcjonujące biogazownie, oparte o nowoczesne technologie przetwarzania, po które sięgamy. Mogę zorganizować autokar, niezależnie od tego, czy będzie chciało pojechać pięć osób, czy pięćdziesiąt. Mogą pojechać na taką wizję lokalną również przedstawiciele samorządu, gminy czy starostwa. Możemy zobaczyć taką instalację na żywo, obejrzeć ją i porozmawiać z ludźmi, którzy z niej korzystają.

Nie było jak na razie zainteresowania. Moje zaproszenie pozostaje aktualne i niezmiennie deklaruję otwartość i zainteresowanie udzieleniem informacji dot. inwestycji.

Zdarza się, że inwestorzy, robiąc krok w stronę lokalnej społeczności, proponują również dodatkowe korzyści dla mieszkańców.

– Jesteśmy w stanie zaopatrywać część miejscowości w ciepło. To jednak odległy proces i nie będę obiecywał ludziom złotych gór. Najpierw musimy rozpocząć i zrealizować budowę. Później taka instalacja sieci ciepłowniczej również wymaga procedur, nakładów, a mówimy o kilkuset tysiącach złotych dodatkowych kosztów.

Będziemy chcieli pozyskać na ten cel fundusze unijne, ponieważ są takie możliwości. Możemy również współpracować z lokalnymi firmami. Tych firm po jednej i drugiej stronie Kamieńca, w kierunku Rosówka, powstaje coraz więcej.

Rozmawiamy również z Radexem o możliwości stworzenia takiej instalacji ciepłowniczej. Jeżeli firma będzie rozbudowywała hale produkcyjne czy biurowe, będzie miała duże zapotrzebowanie na ciepło. U nas ciepło jest produktem ubocznym procesu wytwarzania energii elektrycznej. Możemy więc zaoferować je po bardzo niskiej cenie.

Jeżeli chodzi o mieszkańców, trzeba jednak pamiętać o ograniczeniach technologicznych i odległości. Najbardziej realne byłoby wykorzystanie ciepła przez pierwszą część mieszkańców Kamieńca, czyli przede wszystkim osoby mieszkające w blokach położonych najbliżej inwestycji.

Z inwestycją biogazowni wiążą się lokalne podatki, które gmina będzie mogła wykorzystać w planach wydatkowania gminy na całą naszą społeczność.

„Trzymamy się z dala od polityki”

Muszę zapytać o wątek czysto polityczny. Osoby protestujące i patrzące dziś na inwestycję mówią, że wokół niej pojawia się wielu polityków. Pojawiają się nawet sugestie dotyczące Twoich relacji z osobami, które mogą w przyszłości ubiegać się o stanowisko wójta. Pada nazwisko pani Rychel.

– Nawet nie wiedziałem, że pani Rychel ma takie plany. Każdy z czynnym prawem ma możliwość ubiegania się o stanowisko Wójta w naszej gminie.

Niektórzy twierdzą, że miałaby być wspierana przez obecną wójt i dlatego zyskała określoną pozycję w Radzie Gminy.

– To są sprawy, które nie są bezpośrednio związane z naszym przedsięwzięciem i nie chcę zajmować się oceną planów politycznych naszych lokalnych działaczy.

Patrzę na to z perspektywy czasu i na to, co pojawia się w przestrzeni politycznej. Pojawiają się głosy, że ewentualne wsparcie przyszłego kandydata na wójta mogłoby później ułatwić procedowanie rozbudowy albo innych inwestycji, na przykład powrotu do tematu żwirowni. Jak się do tego odniesiesz?

– My zawsze byliśmy z dala od polityki i chcę się tego trzymać. Takie układy mają krótkie nogi. Gdybyśmy nawet czysto teoretycznie byli z kimś umówieni, a później wygrałaby inna opcja, zrobilibyśmy krzywdę przede wszystkim sobie. Robimy swoje. Jesteśmy przedsiębiorcami mocno związanymi z regionem i z sektorem rolno-spożywczym. Mój ojciec przyjechał tutaj na początku lat 90. Przyjechał z Kaszub praktycznie bez niczego, z moją małą starszą siostrą na rękach. Wynajmował mieszkanie. Później udało mu się stworzyć hurtownię mięsa, największą w regionie oraz sieć sklepów mięsnych. Eksportujemy polską żywność do krajów Unii Europejskiej i poza nią.

Zatrudniamy w regionie prawie 150 osób. Prowadzimy duże gospodarstwo rolne i skup zbóż. Mamy laboratorium jakości zbóż. Lokalni rolnicy mogą przywozić do nas swoje zboże. Jesteśmy więc mocno związani z tym regionem i nie traktujemy go jako miejsca, w którym pojawiamy się wyłącznie na potrzeby jednej inwestycji.

Czy możesz więc jednoznacznie powiedzieć, że informacje o twoim zaangażowaniu w działalność lokalnych polityków są nieprawdziwe?

– Szczerze mówiąc, nawet nie spotkałem się wcześniej z takimi komentarzami. Pierwszy raz o tym słyszę.

Ja słyszę je od dawna.

– Jako aktywni przedsiębiorcy, wychodzimy z różnymi inicjatywami inwestycyjnymi, które wymagają kontaktów z władzami, zarówno w urzędzie gminy, jak i w starostwie. Przy tak dużych inwestycjach jest to normalne. Nie można przecież przyjść do urzędu i powiedzieć: „Szanowna pani wójt, chcę utworzyć żwirownię”, złożyć wniosek w kancelarii i oczekiwać, że ktoś po prostu go zrealizuje. To są bardzo złożone procesy, które obejmują różne instytucje – urząd marszałkowski, urząd wojewódzki, starostwo, gminę i cały proces oparty jest o szereg wyjaśnień, uzupełnień. Tak samo wygląda kwestia biogazowni.

Jesteśmy świadomi, że nie wszystkie nasze plany inwestycyjne muszą zostać zrealizowane. To jest ryzyko zawodowe. Tak było również w przypadku żwirowni, przy czym nadal uważam, że jej wykorzystanie jest to dobry pomysł dla regionu.

Ile ciężarówek będzie przyjeżdżało do biogazowni?

– To zależy od rodzaju substratu. Najczęściej przyjmuje się, że przy wykorzystaniu mieszanki różnych surowców pochodzenia rolniczego będzie to ok. 5 ciężarówki na dobę średnio. Oczywiście zależy to od temperatury i parametrów procesu. Bakterie pracują w warunkach beztlenowych i potrzebują około 40 stopni Celsjusza. Latem łatwiej jest utrzymać odpowiednią temperaturę, zimą potrzeba więcej energii. Przy tym trzeba rozróżnić nasze zapotrzebowanie na surowce dla pierwszego etapu od ilości materiału potrzebnego po ewentualnej rozbudowie.

Liczyłeś, ile transportów będzie generowała sama biogazownia?

– Oczywiście. Tylko trzeba pamiętać, że te transporty nie pojawią się nagle. Kukurydza już rośnie i będzie wykorzystywana jako substrat i to jest towar dostępny sezonowo, ale nie będzie wpływał na wzrost transportów a nawet zaryzykowałbym stwierdzeniem, że łącznie pokonywany dystans zmniejszy się w związku z lokalizacją inwestycji wśród pól uprawnych. Nie będzie musiała być wożona przez miejscowość, ponieważ z pola trafi bezpośrednio na teren biogazowni.

Podobnie z wysłodkami z buraków cukrowych, które również są pozyskiwane z buraków produkowanych w całej gminie. Rocznie jest to średnio około 10 tysięcy ton warzywa. Z tego powstaje około 2–3 tysięcy ton wysłodków, które mogą stanowić istotną część wsadu w procesie produkcji biogazu. Wysłodki, które otrzymuję z buraków cukrowych, przyjeżdżają tym samym transportem, którym wywożone są buraki. Ciężarówka przyjeżdżająca po buraki może więc wracać z wysłodkami z cukrowni i znowu ograniczyć liczbę kursów a co najważniejsze nie zwiększyć bilansowo ponad to, co obecnie ma miejsce bez biogazowni jako punkt odniesienia. Proszę zwrócić uwagę, jak wygląda nasza zaplanowana logistyka dostaw, która potwierdza dobrze zaplanowane działania operacyjne, mimo że przedsięwzięcie biogazowni pierwszego etapu nie jest elementem, dla którego należy wykonywać ocenę odziaływania na środowisko. Potwierdza to nasze podejście i dezawuuje nietrafione opinie o tej inwestycji, które pojawiają się w mediach społecznościowych.

Czyli nie będzie dodatkowych kursów tylko z tego powodu?

– W bilansie całościowym w pierwszym etapie inwestycji nawet zmniejszy się liczba transportów, nie licząc oczywiście krótkotrwałego okresu związanego z budową oraz docelowym dojazdem personelu obsługowego lub serwisowego. W tym ostatnim przypadku dotyczy pojazdów osobowych.

Pozostaje jeszcze nie poruszana w naszej rozmowie kwestia przetwarzania obornika, który również będziemy wykorzystywać. Już teraz stosujemy go na polach w tradycyjnej formie. Mogę pokazać zdjęcia geotagowane z 2022 i 2023 roku, na których widać obornik wywożony na pola.

Możemy pojechać w stronę Kamieńca czy Pargowa. W różnych miejscach leżą wysłodki buraczane i obornik. Te materiały już teraz są transportowane i wykorzystywane przez nas w procesie nawożenia.

„To będzie biogazownia typowo roślinna”

To będzie biogazownia typowo roślinna?

– Tak, nie licząc rozruchów technologicznych i wspomnianego przetwarzania obornika. Próbowano nam zarzucać, że jesteśmy związani z przemysłem mięsnym. Jesteśmy związani z branżą mięsną, ale nie z przetwórstwem mięsnym, w którym powstają odpady porzeźnicze lub masarniane. Handel i przetwórstwo to dwie różne gałęzie przemysłu. W przetwórstwie mięsnym powstają odpady pochodzenia zwierzęcego, takie jak krew czy kości. To zupełnie inny rodzaj działalności i inne wymogi środowiskowe niż handel gotowymi wyrobami. Przeciwnicy rozwoju regionu próbują porównywać naszą rolniczą biogazownię z dużymi instalacjami, w tym biometanowniami wykorzystującymi odpady pochodzenia zwierzęcego lub z zakładami o zupełnie innym profilu działalności. Swego czasu w mediach społecznościowych pojawiała się informacja o rzekomej budowie biogazowni o mocy ponad 40-krotnie większej niż zamierzona inwestycja po pełnej rozważanej rozbudowie. To tak, jakby porównać lotnisko w Goleniowie do lotniska w Heathrow w Londynie pod względem przepustowości i obsługiwanych kierunków.

Przetwórstwo mięsne jest pod nadzorem weterynarii. My jako hurtownia mięsa otrzymujemy zapakowany towar. Nie możemy go nawet rozpakować i sprzedać komuś połowy opakowania. Przyjeżdża do nas gotowy, zapakowany towar, a później wyjeżdża do odbiorców.

Nie generujemy więc odpadów związanych z przetwórstwem mięsnym, które mogłyby mieć zastosowanie w naszej lub innej biogazowni. To kolejny mit, który pojawia się w dyskusji wokół naszej inwestycji.

„Kto podgrzewa ten konflikt?”

Na samym początku naszej rozmowy powiedziałeś, że „Temat stał się elementem rozgrywek politycznych, ponieważ jest nośny i łatwo wykorzystać go do uderzenia w kogoś”. Gdybyś miał wskazać jedno środowisko albo konkretną osobę, która Twoim zdaniem najbardziej podgrzewa konflikt wokół inwestycji, byłbyś w stanie to zrobić?

– Myślę, że od samego początku temat bardzo mocno podnosi radny, który jawnie staje w opozycji działalności obecnej Wójt Gminy.

– On zdaje się, nie mieszka w samym Kamieńcu, ale w jednej z sąsiednich miejscowości?

– Tak. Życzyłbym sobie aby Radni mojej gminy reprezentowali interesy lokalnej społeczności i przedsiębiorców w oparciu o dyskusje i racjonalne argumenty.

A rozmawiałeś w ogóle z radnymi opozycji o tej inwestycji?

– Rozmawiałem na etapie inwestycji związanej z żwirownią, podczas posiedzenia rady w GOKSiR-ze. Dziwi mnie jednak sytuacja, w której ktoś ma uwagi, obiekcje i pytania, jest sprawą zainteresowany, ale nie przychodzi do źródła, żeby te pytania zadać i dyskutować, rozwiewając wątpliwości. Zamiast tego woli napisać esej na Facebooku, z którego wynika, że czeka nas katastrofa ekologiczna. Tymczasem mamy do czynienia z lokalnym odnawialnym źródłem energii opartym o gospodarce obiegu zamkniętego. Biogazownia jest elementem zrównoważonego rozwoju wpisująca się w nowoczesną energetykę i rolnictwo, które daje korzyści także lokalnym rynkom. Mamy Park Narodowy Doliny Dolnej Odry, mamy odnawialne źródła energii – te rzeczy mogą ze sobą współgrać.

Tak… o ekologii sporo się w gminie Kołbaskowo mówi. Pani wójt mocno opowiada się za ochroną środowiska i Parkiem Narodowym Doliny Dolnej Odry, a jednocześnie w gminie ujawniane są gigantyczne, nielegalne wysypiska odpadów. Nie mówię o pojedynczym worku wyrzuconym pod drzewem, tylko o miejscach liczonych w hektarach.

– Spotykam się z tym zagadnieniem średnio dwa–trzy razy w roku. Dotyczy to nas bezpośrednio jako właścicieli nieruchomości w Kołbaskowie. Jeżeli na mojej ziemi ktoś wyrzuci odpady, dostaję pismo. Straż gminna przeprowadza procedurę i próbuje ustalić, kto je wyrzucił. Jeżeli nie uda się znaleźć sprawcy, a najczęściej tak jest, problem pozostaje po stronie właściciela gruntu. W efekcie średnio dwa razy w roku sprzątam dzikie wysypiska na własny koszt. Myślę, że władze lokalne, w tym radni winni włączyć się w procesy edukacyjne i wychodzić z inicjatywami zwiększenia budżetu gminy do walki z tymi, którzy łamią przepisy, nie stosują się do zasad gospodarowania odpadami.

Półmegawatowa instalacja może zasilić około 2 tysięcy gospodarstw.

Przyjmując, że nasza biogazownia w pierwszym etapie wytworzy netto ok. 4000 MWh energii elektrycznej rocznie oraz że statystycznie gospodarstwo domowe zużywa 1,82 MWh rocznie to tak. Tylko to jest zestawienie bilansowe średnioroczne. Nasza instalacja pracować będzie w trybie ciągłym, a odbiory energii przez gospodarstwa domowe są zmienne. Powiązanie wielu źródeł o różnym charakterze pracy oraz odbiorniki zużywające energię na różnym poziomie i w różnych okresach, możliwe jest zbilansowanie energii w systemie zwiększając lokalne bezpieczeństwo energetyczne gminy Kamieniec.  Instalacja półtoramegawatowa – będzie w stanie zasilić prawie 6 tysięcy gospodarstw. Odpowiada to praktycznie potrzebom elektroenergetycznym całej gminy Kołbaskowo. Nie zapominajmy również o sytuacji za naszą wschodnią granicą i o bezpieczeństwie energetycznym, które może być wyłącznie budowane w oparciu o własne, najlepiej odnawialne zasoby.

Właśnie zaczynasz grać na emocjach…

– Zwracam uwagę, że mało kto zdaje sobie sprawę w Polsce, jakie funkcje spełnione są mając dostęp do energii elektrycznej i do żywności. Dopiero jej brak lub ograniczone możliwości importu mogą uzmysłowić jak ważne przez decydentami decyzje w sprawach budowy przewag w dostępie do zasobów. My z naszą inwestycją w biogazownię chcemy dołożyć małą cegiełkę w tym procesie. Mamy przekonanie, że generator lokalny powielony w systemie rozproszonym zwiększa bezpieczeństwo energetyczne całego kraju. Oczywiście, że odwołuję się do emocji, ale tak postrzegamy warunki zmieniającego się świata i staramy się być krok przed ewentualnymi konsekwencjami braku rozwoju w zakresie niezbędnej transformacji energetycznej. Na obronę tezy przywołam chociażby przypadki dronów nad infrastrukturą krytyczną, jakie odnotowane zostały przez służby i nagłośnione przez media. Mamy również dyskusję o zamykaniu kolejnych bloków energetycznych w Elektrowni Dolna Odra. Zostają nam policzalne źródła energii przy ciągle rosnących potrzebach. Potrafię sobie wyobrazić scenariusz, w którym dochodzi do uszkodzenia dużej elektrowni i blackout regionu murowany. Nie trzeba dla takiego scenariusza złowieszczego drona. Wystarczą określone warunki atmosferyczne albo awaria infrastruktury.

Tyle że taki dron równie dobrze może uderzyć w twoją biogazownię.

– Z globalnego punktu widzenia kraju, nie miałoby to większego znaczenia. Z mojego punktu widzenia byłaby bardzo krytyczne. Tylko pytanie, jaki miałby sens atak na instalację o mocy pół megawata, skoro istnieją znacznie większe elektrownie, których uszkodzenie przełożyłoby się na perturbacje na znacznie większą skalę? Dlatego powinniśmy dywersyfikować dostawy energii poprzez budowanie rozproszonej infrastruktury najlepiej jak najbliżej odbiorcy końcowego.

W naszej instalacji opieramy generację biogazu na lokalnych, głównie własnych zasobach odnawialnych. W wielu funkcjonujących w regionie gospodarstwach rolnych podobny proces przemiany zachodzi naturalnie w pryzmach obornika czy innych miejscach przechowywania materiału organicznego, tylko że w procesie fermentacji procesy przemiany oparte są o szczelne beztlenowe warunki. Do niedawna część osób, które dziś protestują, również przechowywała obornik na płytach czy w gnojownikach.

Planowana instalacja położona będzie około półtora kilometra dalej i mimo to budzi ogromne emocje. Uważam, że część tych emocji jest niepotrzebnie podsycana przez przeciwników inwestycji.

Mówisz o bezpieczeństwie energetycznym, ale mieszkańcy przede wszystkim pytają o swoją codzienność: zapachy, transport, środowisko i bezpieczeństwo.

– Dlatego właśnie powinniśmy rozmawiać o konkretnych parametrach instalacji, a nie o wyobrażeniach. Takich inwestycji nie buduje się z dnia na dzień. W naszym przypadku sama procedura trwała około trzech lat, a budowa potrwa kolejny rok. Mówimy więc o czterech latach od rozpoczęcia prac do uruchomienia instalacji.

W tym czasie bardzo wiele może się zmienić. Jednocześnie będzie to instalacja, która może dostarczać energię elektryczną lokalnie i wykorzystywać surowce pochodzące z naszego gospodarstwa oraz najbliższej okolicy.

Dlatego uważam, że zamiast opierać dyskusję na emocjach, trzeba usiąść przy jednym stole, przedstawić dokumenty, parametry i odpowiedzieć na wszystkie pytania mieszkańców. Jestem na taką rozmowę gotowy.

 

Powiązane artykuły

stop biogazowni - kamieniec
Rozmowy

BIOGAZOWNIA W KAMIEŃCU. Mieszkańcy rozkładają na czynniki pierwsze wniosek inwestora: „Co innego mówi, co innego składa do urzędu”

Ujęcie wody 800  metrów od instalacji przetwarzającej tysiące ton odpadów. Lokale socjalne...

dostępność warunkiem dobrze zaprojektowanego miasta? a. werner: "tak chciałabym, żebyśmy myśleli o szczecinie"
Rozmowy

Dostępność warunkiem dobrze zaprojektowanego miasta? A. Werner: „Tak chciałabym, żebyśmy myśleli o Szczecinie”

Czy Szczecin jest miastem, z którego mogą wygodnie korzystać wszyscy – niezależnie...

joanna pasternak
Rozmowy

Od Teatru Polskiego do „Szczecinian” – ceniona aktorka odkrywa folklor na nowo

Joanna Pasternak, aktorka szczecińskiego Teatru Polskiego, znana też z pracy w dubbingu...

maciej majcherek
Rozmowy

„Ofensywa gotowa, defensywa w budowie” – Maciej Majcherek przed nowym sezonem

Przed nami nowy sezon, a wraz z nim czas pierwszych podsumowań letnich...

FMT