Czy Szczecin jest miastem, z którego mogą wygodnie korzystać wszyscy – niezależnie od wieku, sprawności czy indywidualnych potrzeb? Dostępność coraz częściej oznacza coś więcej niż windy, podjazdy i oznaczenia. To także sposób projektowania przestrzeni, komunikacji, usług, turystyki i miejskich doświadczeń. O tym, gdzie dziś przebiega granica między miastem formalnie dostępnym a miastem rzeczywiście przyjaznym, jakie bariery wciąż pozostają niewidoczne oraz czy dostępność może stać się jednym z wyróżników Szczecina jako nowoczesnej i zrównoważonej destynacji, rozmawiamy z Aleksandrą Werner, konsultantką ds. dostępności w spółce ŻSTW.
Dostępność coraz częściej przestaje być postrzegana wyłącznie jako kwestia likwidowania barier architektonicznych, a staje się elementem projektowania miasta przyjaznego wszystkim mieszkańcom i odwiedzającym. Jak w praktyce wygląda dziś Szczecin z perspektywy osoby zajmującej się dostępnością?
Powiedziałabym, że Szczecin jest dziś w pewnym momencie przejściowym. Mamy coraz więcej dobrych rozwiązań i, co bardzo ważne, coraz częściej zaczynamy mówić o dostępności szerzej niż tylko w kontekście podjazdu, windy czy odpowiednio szerokich drzwi. Dostępność obejmuje przecież także informację, komunikację, rozwiązania cyfrowe, możliwość samodzielnego zaplanowania pobytu czy nawet to, czy turysta wcześniej wie, jakich ograniczeń może spodziewać się na miejscu.
Przystępując do projektu kluczowe było dla mnie to, żeby dostępność nie była pojedynczymi działaniami, ale element długofalowego i spójnego systemu.
Mówisz o tym, że dostępność jest procesem, który wymaga przede wszystkim słuchania osób doświadczających barier. Jak wygląda ten proces w Szczecinie? Czy osoby z niepełnosprawnościami i innymi szczególnymi potrzebami są dziś rzeczywistymi współtwórcami rozwiązań, czy nadal zdarza się, że dostępność projektuje się „dla nich”, ale bez ich udziału?
Myślę, że jesteśmy coraz bardziej świadomi, że osoby doświadczające pewnych ograniczeń nie powinny być wyłącznie odbiorcami gotowych rozwiązań, ale ich współtwórcami. I tutaj warto rozróżnić dwie rzeczy: konsultowanie gotowego rozwiązania od współprojektowania go od początku. To nie jest to samo.
Bardzo często „ekspert techniczny” może stwierdzić, że obiekt spełnia określone parametry, a osoba, która rzeczywiście z niego korzysta, wskaże barierę, której wcześniej nikt nie zauważył. Dlatego doświadczenie użytkownika jest tutaj rodzajem wiedzy eksperckiej. I właśnie tego podejścia: „projektujemy z ludźmi, a nie dla ludzi” potrzebujemy coraz więcej.
Nie powiedziałabym przy tym, że mogę ocenić wszystkie procesy prowadzone w Szczecinie, bo zajmuję się konkretnie obszarem turystyki dostępnej. Natomiast z perspektywy tego obszaru uważam, że partycypacja osób ze szczególnymi potrzebami powinna stawać się standardowym elementem projektowania.
Turystyka dostępna jest jednocześnie elementem polityki społecznej i gospodarczej miasta. Czy Szczecin ma szansę wykorzystać dostępność jako przewagę konkurencyjną na rynku turystycznym i biznesowym?
Zdecydowanie widzę tutaj potencjał, ale pod jednym warunkiem: dostępność nie może być traktowana wyłącznie jako działanie społeczne czy obowiązek do spełnienia. Musi być traktowana również jako element jakości produktu turystycznego i zarządzania destynacją.
Jeżeli Szczecin byłby w stanie powiedzieć turyście nie tylko „mamy kilka dostępnych atrakcji”, ale „możesz u nas samodzielnie zaplanować cały pobyt i dokładnie wiesz, czego spodziewać się na każdym etapie podróży”, to rzeczywiście może stać się to elementem wyróżniającym miasto.
Ciekawym rozwiązaniem jest Szczecińska Karta Komunikacji, która ma ułatwiać kontakt z osobami g/Głuchymi i słabosłyszącymi. To pokazuje, że dostępność dotyczy również komunikacji i jakości obsługi, a nie tylko fizycznej przestrzeni. Jakie bariery komunikacyjne są w Szczecinie nadal niedoceniane?
Myślę, że w ogóle nadal nie doceniamy tego, jak dużą część dostępności stanowi kontakt człowiek-człowiek. Możemy mieć świetnie dostosowany architektonicznie obiekt, ale jeśli osoba nie jest w stanie uzyskać informacji, zarezerwować usługi albo zakomunikować swojej potrzeby, to z jej perspektywy ta usługa nadal nie jest w pełni dostępna.
Bariery komunikacyjne nie dotyczą jedynie g/Głuchych i słabosłyszących, dotyczą znacznie większej grupy osób: osób z afazją, trudnościami poznawczymi, osób niemówiących, neuroróżnorodnych, cudzoziemców czy części osób starszych. Właśnie dlatego Szczecińska Karta Komunikacji jest dla mnie interesującym rozwiązaniem. Co istotne, nie traktujemy jej jako rozwiązania zamkniętego i ostatecznego. Obecnie trwają prace nad jej udoskonaleniem, prowadzone na podstawie dodatkowych konsultacji z osobami, które mają z niej korzystać. Ich doświadczenia, uwagi i wskazówki pozwalają spojrzeć na kartę z perspektywy rzeczywistych potrzeb użytkowników i wprowadzić rozwiązania, które będą dla nich bardziej intuicyjne i funkcjonalne.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że samo narzędzie nigdy nie zastąpi kompetencji człowieka.
Szczecin chce być miastem bez barier. Dostępna turystyka ma ułatwić zwiedzanie każdemu
W kontekście zrównoważonego rozwoju często mówimy o ekologii, transporcie publicznym czy ograniczaniu emisji, znacznie rzadziej natomiast o społecznym wymiarze zrównoważenia. Zdecydowanie trudno mówić o zrównoważonym rozwoju, jeśli nadal część mieszkańców może napotkać na ograniczenia w dostępie do usług, rozrywki czy kultury. Jakie są dalsze plany miasta w tym kontekście?
Nie chciałabym wypowiadać się w imieniu całego miasta, ponieważ Żegluga Szczecińska odpowiada za konkretny fragment tej bardzo szerokiej problematyki – przede wszystkim za obszar związany z turystyką. W tej chwili pracujemy nad harmonogramem dalszych działań do końca 2027 roku i mogę mówić przede wszystkim o tym zakresie.
Natomiast patrząc szerzej, właśnie pewne rozproszenie odpowiedzialności za dostępność uważam za jedno z największych wyzwań. Każda jednostka miejska zajmuje się swoją częścią: ktoś transportem, ktoś kulturą, ktoś przestrzenią publiczną, ktoś turystyką. Każda z tych jednostek może realizować bardzo dobre działania, ale turysta doświadcza miasta jako całości. Dla niego nie ma znaczenia, która spółka odpowiada za chodnik, która za przystanek, a która za atrakcję turystyczną.
Dlatego uważam, że warto byłoby stworzyć silny, międzysektorowy mechanizm koordynacji dostępności – komórkę lub zespół, który nie tylko reagowałby na zgłoszenia, ale uczestniczył w procesach zanim powstanie inwestycja, usługa czy projekt. Dzięki temu dostępność byłaby sprawdzana na etapie koncepcji, a nie dopiero wtedy, kiedy trzeba kosztownie poprawiać gotowe rozwiązanie.
I mamy w Polsce przykłady, z których można czerpać. W Gdyni funkcjonuje obecnie w strukturze Urzędu Miasta odrębny Wydział Dostępności. Z kolei w Gdańsku obowiązują miejskie standardy dostępności, które mają być stosowane przez wydziały urzędu, jednostki miejskie i podmioty działające na ich zlecenie przy projektowaniu i realizowaniu inwestycji miejskich. I właśnie w tym kierunku widziałabym rozwój. Nie chodzi o to, żeby jedna komórka „robiła dostępność za wszystkich”, tylko żeby pilnowała spójności, dostarczała wiedzę ekspercką, opiniowała rozwiązania i sprawiała, że temat nie ginie pomiędzy kompetencjami różnych jednostek.
Jak powinien wyglądać Szczecin za kilka lat, abyśmy mogli powiedzieć, że dostępność stała się integralną częścią jego rozwoju, a nie pojedynczymi udogodnieniami w wybranych miejscach? Jakich zmian potrzebujemy najbardziej – w inwestycjach, edukacji, przepisach, współpracy z biznesem czy przede wszystkim w świadomości mieszkańców i osób projektujących miejską przestrzeń?
Przede wszystkim zwróciłabym uwagę na słowo „udogodnienia”. Bardzo go nie lubię w kontekście turystyki dostępnej. Zdecydowanie bliższe jest mi określenie „ułatwienia funkcjonalne” albo po prostu „rozwiązania zwiększające dostępność”. Udogodnienie sugeruje coś dodatkowego, podnoszącego komfort, ale niekoniecznie niezbędnego. Udogodnieniem może być np. minibar w pokoju, późne wymeldowanie czy dodatkowa poduszka. Tymczasem rozwiązania służące dostępności często nie zwiększają jedynie wygody, lecz warunkują możliwość samodzielnego skorzystania z usługi turystycznej.
I właśnie tak chciałabym, żebyśmy za kilka lat myśleli o Szczecinie: żeby dostępność nie była dodatkiem do dobrze zaprojektowanego miasta, ale jednym z warunków uznania, że miasto zostało dobrze zaprojektowane.