Ujęcie wody 800 metrów od instalacji przetwarzającej tysiące ton odpadów. Lokale socjalne z dziećmi 250 metrów od przyszłej biogazowni. Trzy odrębne postępowania administracyjne w sprawie jednej, faktycznie znacznie większej inwestycji. I gmina, która – jak twierdzą mieszkańcy Kamieńca – zrobiła niemal wszystko, żeby dowiedzieli się o tym wtedy, gdy będzie już za późno na jakąkolwiek reakcję.
To nie są zarzuty rzucone od niechcenia. Magdalena Łakomy-Olczak i Piotr Olczak, mieszkańcy zaangażowani w badanie procesu inwestycyjnego, od lipca tego roku prowadzą wraz z sąsiadami własne śledztwo – analizują dokumentację, konsultują z instytucjami, przygotowują własne modele propagacji zapachów i liczą litry wody, metry sześcienne ścieków i tony odpadów, które inwestor zadeklarował w swoich wnioskach. Wnioski, do jakich doszli, są dla władz gminy i inwestora wyjątkowo niewygodne: dokumentacja ma zawierać błędy przyznane wprost przez samego inwestora, deklarowane zużycie wody odpowiada nie jednemu gospodarstwu domowemu, jak sugerowano publicznie i wskazuje inwestor, lecz ponad pięciuset, a Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska sam zażądał zbadania całej sprawy pod kątem możliwego celowego podziału inwestycji.
W rozmowie, którą publikujemy poniżej, małżeństwo Olczaków opowiada, dlaczego uważają, że gmina Kołbaskowo przez lata robiła wszystko, tylko nie to, czego wymaga od niej prawo – i dlaczego to oni wraz z sąsiadami, a nie urzędnicy opłacani z podatków mieszkańców, musieli sami wykonać pracę, która powinna należeć do administracji publicznej.
…………..
Inwestor jest pełen optymizmu i twierdzi, że w zasadzie tej inwestycji nie da się już zatrzymać. Jak to natomiast wygląda od waszej strony? Rozumiem, że dopóki proces inwestycyjny trwa, a łopata nie została jeszcze wbita, zawsze są jeszcze jakieś możliwości?
Piotr Olczak: Owszem, proces inwestycyjny trwa, ale dopóki łopata nie zostanie wbita – a nawet gdyby została – zawsze istnieją jeszcze możliwości, żeby pewne procedury podważyć. Bo w naszej ocenie nie wszystko w tej sprawie jest przejrzyste.
Dobrze, to jeśli chodzi o możliwości prawne – co konkretnie robicie?
Magdalena Łakomy-Olczak: W tej kwestii podjęliśmy działania przede wszystkim w zakresie wznowienia postępowań, które zostały już zakończone prawomocnymi decyzjami administracyjnymi. Zarówno my jak i działające w tej sprawie kancelarie złożyliśmy wnioski o wznowienie tych postępowań, po to, żeby – właściciele nieruchomości zostali uznani za strony. Wcześniej nikt z nas o tych postępowaniach nie wiedział. Nie mamy przy tym dostępu do pełnej dokumentacji, tylko do jej części, ale już ta część dokumentacji, z którą udało nam się zapoznać budzi obawy nasze i naszych sąsiadów.
Dlaczego nie macie do niej dostępu?
Piotr Olczak: Ponieważ gmina odmówiła dostępu do części dokumentów, w szczególności tych dotyczących zakończonych już postępowań. Musimy pamiętać, że mamy tak naprawdę trzy odrębne postępowania, co już samo w sobie wskazuje na możliwość niedozwolonego dzielenia inwestycji…
Nieudzielenie informacji publicznej jest przecież co do zasady przestępstwem.
Piotr Olczak: Podejmujemy dalsze kroki prawne w związku z odmową gminy. To wszystko jednak trwa, musimy pamiętać, że to postępowanie toczy się, jeśli dobrze pamiętam, od 2023 roku, a my musieliśmy nadrobić te wszystkie lata w ciągu miesiąca, półtora miesiąca. Nie jest więc tak, że działamy tu samodzielnie – zaangażowanych jest wielu sąsiadów i mieszkańców, a my po prostu zbieramy te wszystkie informacje i staramy się poskładać z nich całość. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to bardzo utrudnione, między innymi przez sposób działania organów administracji publicznej w tej sprawie.
Które organy – poza gminą – jeszcze Wam to utrudniają?
Piotr Olczak: W tym momencie mówimy głównie o pani wójt. Jeśli chodzi o postępowanie przed starostą polickim, to złożyliśmy odpowiednie wnioski. Tak jak żona już wspomniała, o wznowienie tego postępowania. Nie tylko my zresztą uważamy, że mogło dojść do naruszenia między innymi art. 33 ust. 1 ustawy Prawo budowlane. Taką możliwość dostrzega również Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska, który wprost wskazał na konieczność zbadania całej inwestycji w swoim postanowieniu z 17 sierpnia 2026 r.. To zresztą nowa okoliczność, której organy administracji – w tym, jak się wydaje, pan starosta policki – wcześniej nie znały, a która uzasadnia podjęcie działań z urzędu. Nie musimy w tym celu składać żadnego wniosku. Nasze pytanie w tym momencie jest właściwie bardziej do organów niż do inwestora: dlaczego nie wznawiacie tych postępowań z urzędu, skoro ujawniły się nowe okoliczności, które istniały wcześniej, a o których mogliście nie wiedzieć, wydając wcześniejsze decyzje?
Brakuje mi tu też konsultacji społecznych. Inwestor twierdzi, że nie było obowiązku ich przeprowadzenia, ale przecież nikt też nie zabraniał, żeby je zrobić. Czy przy tak uciążliwej inwestycji – a biogazownie bez wątpienia są uciążliwe – władze powinny były z mieszkańcami wcześniej porozmawiać.
Piotr Olczak: W tej kwestii jest kilka wątków budzących wiele pytań i wątpliwości. Przede wszystkim chodzi o to, w jaki sposób pani wójt w ogóle poinformowała nas, mieszkańców, że te postępowania się toczą. Jeśli dobrze pamiętam, 26 lipca tego roku na tablicach informacyjnych pojawiło się obwieszczenie, że toczy się postępowanie pod nazwą „budowa węzła fermentacyjnego”, przy czym na tym etapie nie przewiduje się konsultacji społecznych. W obwieszczeniu tym nie było natomiast mowy o postępowaniach już zakończonych.
Nie odnosicie wrażenia, że wszystkie te decyzje, zarówno podejmowane przez inwestora, jak i wydawane przez organy administracji, zapadały w takiej ciszy, że aż prosi się o stwierdzenie, iż zrobiono niemal wszystko, żebyście Wy, jako mieszkańcy, dowiedzieli się o nich dopiero wtedy, gdy będzie już za późno, by cokolwiek zmienić?
Piotr Olczak: Dokładnie tak. Chciałbym dodać jeszcze jedną rzecz, dlaczego ten sposób procedowania przez panią wójt jest tak istotny. Pani wójt poinformowała nas, że jeśli liczba stron postępowania przekracza dziesięć, stosuje się obwieszczenie informujące o toku sprawy. W tej sytuacji, bez powołania się na przepisy uzasadniające wydanie takiego obwieszczenia – i wskazując przy tym, że nie jesteśmy stroną – takie obwieszczenie mimo wszystko wydała. A zatem albo stron jest na tyle dużo, że obwieszczenie było konieczne, albo pani wójt jako organ administracji uznała, że sprawa jest na tyle istotna społecznie, iż należało poinformować właścicieli nieruchomości, na które to przedsięwzięcie może potencjalnie oddziaływać. I tu dochodzimy do sedna: jeśli pani wójt uznała sprawę za istotną społecznie, to ustawa o samorządzie gminnym daje jej możliwość przeprowadzenia konsultacji społecznych, nie tylko na podstawie ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, ale właśnie na podstawie ustawy o samorządzie gminnym. Żeby być precyzyjnym: podczas XXV sesji Rady Gminy, która odbyła się 25 września, pani wójt wspomniała, że jedno z postępowań zostało zakończone. Według naszej wiedzy 4 marca 2024 roku wydała warunki zabudowy nr 11/2024, a 8 grudnia 2025 roku — warunki zabudowy nr 147/2025. Obecnie toczy się postępowanie pod nazwą „budowa węzła fermentacyjnego”. Chciałbym tu zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz: podczas tej sesji kilkoro radnych – może trzy osoby, plus pani wójt i jej zastępca, czyli w sumie cztery – bardzo mocno, w naszej ocenie, naciskało, by ten temat przykryć sprawami drugorzędnymi, w rodzaju organizacji spotkań czy funkcjonowania świetlicy. To sprawy marginalne wobec skali oddziaływania społecznego tej inwestycji, zwłaszcza że kierowaliśmy do pani wójt szereg indywidualnych pism dotyczących kwestii istotnie ważnych, na które oczekiwaliśmy odpowiedzi.
Kwestia dzielenia inwestycji na etapy także jest interesująca z czysto prawnego punktu widzenia. Jeśli ktoś świadomie dzieli inwestycję na etapy tylko po to, żeby uniknąć dodatkowych badań czy ocen środowiskowych, to może to naruszać prawo, a sprawa może się skończyć nawet postępowaniem karnym.
Magdalena Łakomy-Olczak: Właśnie dlatego chcielibyśmy, żeby zbadały to odpowiednie organy. Dlatego składamy wnioski o wznowienie postępowania, chcemy, żeby administracja zbadała skumulowane oddziaływania, czyli sprawdziła, jak ta infrastruktura będzie funkcjonować jako całość, i jakie będą tego skutki dla ludzi mieszkających w okolicy, dla środowiska, dla gatunków chronionych i dla całego społeczeństwa i obszaru Natura 2000, na którym będzie się znajdowała.
Piotr Olczak: Dodam jeszcze jedno w tym kontekście., sam inwestor – a właściwie osoba go reprezentująca – podczas sesji Rady Gminy przyznała, że w dokumentacji złożonej w urzędach są błędy. Można więc uznać, że ta dokumentacja jest nierzetelna. A jeśli jest nierzetelna, to na jakiej podstawie organy w ogóle oceniły tę inwestycję? Ta kwestia, dzielenia inwestycji, powinna zostać zbadana przez uprawnione organy pod kątem ewentualnego celowego wprowadzenia administracji w błąd. Nie przesądzamy, czy tak było. Mówimy tylko, że jest tu problem i że należy go zbadać. I w tym miejscu, mówiąc szczerze, odbijamy się od ściany, bo sygnalizowaliśmy to już jakiś czas temu. Pierwsze pisma zostały złożone w okolicach 20 sierpnia tego roku. To wystarczająco długi okres, żeby organy zebrały dokumentację zdeponowaną przecież w urzędzie gminy, zweryfikowały ją i ustaliły, czy rzeczywiście – jak twierdzą Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska i my, mieszkańcy – mogło dojść do dzielenia inwestycji i wprowadzenia organów w błąd. Takiej odpowiedzi jednak do tej pory nie otrzymaliśmy.
Magdalena Łakomy-Olczak: Chciałabym dodać, że Mateusz Watral wbrew temu, co sugerowano, nie jest inwestorem.
Ale przecież tak się przedstawia.
Magdalena Łakomy-Olczak: W artykule, do którego się odnosimy, w tej rozmowie Mateusz Watral wprost wskazał, że otrzymał pozwolenie. Z posiadanych przez nas dokumentów wynika jednak, że inwestorem jest inna osoba.
Magdalena Łakomy-Olczak: Chciałabym też wrócić do pytania, które padło na początku: odnośnie dostępu do dokumentów, to gmina odmówiła nam dostępu do całej dokumentacji. Wywalczyliśmy dostęp do jej części, ale nie było to łatwe i zgoda nie została udzielona od razu. Już z tej części, którą znamy, wynika, że są w niej błędy, niejasności, niespójności, a nawet niedomówienia. Na tej podstawie jesteśmy w stanie postawić pytanie, jaki był pierwotny zamysł inwestycji – czy przypadkiem nie chodziło od razu o biogazownię o docelowej mocy 1,5 MW – i jakie mogą być tego skutki, ponieważ z naszej wiedzy wynika, że organy nie badały oddziaływań skumulowanych.
Jestem bardzo zero-jedynkowy jeśli chodzi o udzielanie informacji publicznej. Mam za sobą ponad dwadzieścia lat pracy w mediach i nauczyłem się jednej rzeczy: jeśli ktoś nie chce udzielić informacji publicznej, to znaczy, że ma coś do ukrycia. I to się zawsze sprawdza. Czy w tym przypadku też można mieć uzasadnione podejrzenia, że gmina wiedziała, iż nie wszystko w dokumentacji jest, jak to się mówi, dopięte na ostatni guzik?
Piotr Olczak: Powiem tak: w ciągu ostatniego tygodnia otrzymaliśmy z RDOŚ potwierdzenie, że poprzednie postępowania zostały zakończone w trybie tzw. milczącej zgody, co również wskazuje na możliwy cel takiego działania. Powtórzę jednak, że o tym nie przesądzamy – nie jesteśmy przecież prokuratorem ani organem ścigania. Zadajemy pytania, w tym pani wójt bo to ona powinna nam odpowiedzieć. Nie oceniamy sprawy – proszę, żeby zrobili to sami czytelnicy. Oczywiście podejmujemy działania prawne, ale z uwagi na sposób postępowania gminy wobec mieszkańców, właścicieli nieruchomości w Kamieńcu jest to mocno utrudnione.
Gdybyście mieli wskazać największe błędy, które udało się wam wychwycić w dokumentacji, jakie by były?
Piotr Olczak: Zanim odpowiem… jedno zdanie uzupełnienia do tego, co powiedziałem wcześniej. Na ostatniej sesji Rady Gminy przekazałem pani wójt ponad osiemdziesiąt sprzeciwów, część podpisanych przez dwie, trzy osoby, bo to często całe rodziny. Gdybyśmy chcieli po prostu powiedzieć „nie” – bo się nam to nie podoba – moglibyśmy sięgnąć po różne formy protestu: blokować drogi, chodzić z transparentami, jak to bywało w innych częściach kraju i było szeroko opisywane przez prasę. My jednak staramy się wyjaśnić, o co tak naprawdę chodzi, bo co innego inwestor oświadcza publicznie, a co innego składa do organów. Czemu więc mamy wierzyć: publicznym deklaracjom, czy dokumentom złożonym w urzędach? Oczywiste jest, że oceniać będziemy dokumenty, bo to z nich wynikają rzeczywiste intencje inwestora. Jeśli chodzi o największe błędy w dokumencie KIP, do którego mieliśmy dostęp, to przede wszystkim kwestia lokalizacji przedsięwzięcia. Już w punkcie dotyczącym lokalizacji jest oczywisty błąd -powołanie się na inną działkę, o innym numerze i położeniu, niż faktycznie planowana jest pod budowę biogazowni. Dodatkowo w KIP wskazano, że w okolicy znajduje się jedynie baza transportowa w odległości około 400 metrów od planowanej inwestycji, podczas gdy w odległości około 900 metrów działa firma Radex, a zaraz za nią zaczyna się Kamieniec. Dokument nie opisuje więc pełnej rzeczywistości, pominięto choćby napowierzchniowe naturalne zbiorniki wodne, a według naszej wiedzy w KIP nie uwzględniono też siedlisk kumaka nizinnego, gatunku szczególnie chronionego, zinwentaryzowanych już wcześniej przez RDOŚ, więc informacja ta powinna być w dyspozycji gminy.
Tam, gdzie pojawia się kumak nizinny, tam z reguły takich inwestycji się po prostu nie realizuje – to chyba najszybciej ginący płaz w całej Europie.
Piotr Olczak: Dlatego właśnie stawiamy tu pytania. Zapytaliśmy gminę, czy przeprowadziła analizę ryzyka pod tym kątem. Druga sprawa, także związana z lokalizacją: około 250 metrów od planowanej inwestycji znajdują się lokale socjalne. Czy gmina w ogóle wie, gdzie znajduje się jej własny Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej i gdzie mieszkają ludzie, których sama tam osiedliła?
Magdalena Łakomy-Olczak: To osoby potrzebujące pomocy, schorowane, są tam też dzieci, gdyż poza Domem Pomocy Społecznej, znajdują się tam lokale socjalne, mieszkają w nich rodziny, w tym z małymi dziećmi, a tuż obok przyszłej biogazowni gmina buduje właśnie plac zabaw.
Piotr Olczak: Tak, gmina rozpoczęła tę inwestycję, można się o tym przekonać na własne oczy. Jeśli chodzi jeszcze o lokalizację: około 800 metrów od tego zamierzenia budowlanego znajduje się ujęcie wody dla naszej miejscowości. Zasadne wydaje się więc pytanie, czy biogazownia o mocy 1,5 megawata, w razie awarii, nie wywoła oddziaływania skumulowanego właśnie z pobliskim Radexem. To nie są nasze wymysły, sprawdziliśmy, jakie tego typu awarie miały miejsce od 2022 roku w Polsce. Mogę je panu przytoczyć: doszło między innymi do wybuchu metanu, a w innym przypadku do rozlania się do gruntu około 60 tysięcy litrów niebezpiecznych substancji.
Jednym z koronnych argumentów inwestora jest to, że gdy Radex się rozbudowywał, nikt wtedy nie protestował. Jak się do tego odnosicie?
Piotr Olczak: My oceniamy działania gminy i inwestora. Radex już tu funkcjonuje i możemy ocenić, w jaki sposób działa. Jeśli dostrzeżemy negatywne skutki tego funkcjonowania w obrębie naszych nieruchomości, protest społeczny będzie zapewne na podobną skalę.
Proszę zwrócić uwagę, że to nie jest tak, że przyszła jedna rodzina i powiedziała „nie chcemy tego tutaj”. Po ogłoszeniu pani wójt pani sołtys zebrała, w takim trybie, w jakim to wówczas było możliwe, osoby zainteresowane tematem – z uwagi na krótki czas i zapisy statutu sołectwa, formalnego zebrania nie dało się szybciej zorganizować, ale ostatecznie do formalnego zebrania wiejskiego doszło. Wzięło w nim udział ponad siedemdziesiąt osób, więc to zdecydowanie nie jest sprawa jednej rodziny.
Magdalena Łakomy-Olczak: Przedmiot działalności Radexu i biogazowni jest zresztą zupełnie inny. Chciałabym też zwrócić uwagę, że jeśli chodzi o lokalizację, to w pobliżu znajduje się także stacja benzynowa sieci MOL. Naszym zdaniem nie zweryfikowano procedur bezpieczeństwa dotyczących ewentualnych zagrożeń wybuchem w tym rejonie – zwraca na to uwagę również Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Szczecinie. Podstawowe błędy dotyczą więc lokalizacji, przy czym w samym KIP inwestor podał inny numer działki, co samo w sobie jest dość znamienne.
Przypadek?
Magdalena Łakomy-Olczak: To bardzo znamienne i zastanawiające.
Piotr Olczak: Według naszej wiedzy, na wcześniejszym etapie procedowania ta biogazownia była opisywana jako „biogazownia w Karwowie” – co samo w sobie budzi pytania, bo przecież to nie ma nic wspólnego z naszą sprawą. Wracając jeszcze do początku naszej rozmowy: osoba reprezentująca inwestora cały czas posługuje się określeniem „biogazownia rolnicza”, choć to pojęcie prawne, wprowadzone specustawą, przewidziane dla biogazowni funkcjonujących przy gospodarstwach rolnych – na przykład takich o mocy pół megawata, gdy rolnik chce ogrzać oborę czy budynki gospodarcze w ramach prowadzonej działalności rolniczej. I tu dochodzimy do kolejnego absurdu: w warunkach zabudowy wydanych inwestorowi gmina wskazuje, że nie stosuje przepisów specustawy, a więc odnoszących się do biogazowni rolniczej, a jednocześnie, odpowiadając nam, powołuje się na te przepisy wprost. Nasze pytanie, i pytanie wszystkich zaangażowanych właścicieli nieruchomości brzmi więc: czy gmina w ogóle wie, na jakiej podstawie prawnej prowadzi tę sprawę? Bo my po prostu próbujemy zrozumieć, o co w niej chodzi.
Nie macie podejrzeń, że gmina celowo wprowadza Was w błąd?
Piotr Olczak: Mamy takie podejrzenie, ale nie chcemy się nim posługiwać jako argumentem, bo do badania rzeczywistych intencji są powołane odpowiednie organy. Nie jesteśmy prokuratorem.
Przewidujecie zawiadomienie do prokuratury?
Piotr Olczak: Mieszkańcy Kamieńca przewidują taką możliwość.
Jak wygląda kwestia protestów mieszkańców? Czy rzeczywiście wszyscy mieszkańcy Kamieńca są przeciwni tej inwestycji, czy raczej środowisko jest podzielone? Pojawiają się przecież głosy, że to głośny protest kilku osób, a reszcie w gruncie rzeczy to nie przeszkadza.
Magdalena Łakomy-Olczak: Zdecydowana większość mieszkańców jest przeciwna powstaniu biogazowni.
Piotr Olczak: W zebraniu wiejskim, które odbyło się 10 września, mógł uczestniczyć każdy z mieszkańców. Rozdaliśmy ulotki również w Rosówku i wśród mieszkańców lokali socjalnych, pojawił się też co najmniej jeden sołtys z sąsiedniego sołectwa. Obecny był również radny Duniec. Byłem tam ja, była moja żona i nie spotkaliśmy się z żadnym głosem popierającym inwestycję. Wszyscy mamy świadomość, że ta technologia jest w Polsce w ogóle potrzebna. Wiemy, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, wiemy też, jak wygląda sytuacja na Bliskim Wschodzie. Problemem jest jednak sposób, w jaki procedowała to gmina, zabrakło tu transparentności, a to fatalna reklama dla tego typu przedsięwzięć. Skoro mieszkańcy mają szereg wątpliwości i nie otrzymują na nie sensownych odpowiedzi od gminy, trudno tu mówić o jakiejkolwiek przejrzystości. Jest tu jeszcze jeden aspekt, technologiczny. Biogazownie można budować w różnych technologiach, a my zapytaliśmy gminę na przykład o hermetyzację całego procesu, w tym logistyki przeładunku. Gmina nie udzieliła nam odpowiedzi, ale odpowiedź tę pośrednio daje sam inwestor. W KIP wprost wskazano, że przy rozładunku substratów i załadunku pofermentu będą występowały typowe zapachy, a zakład ma pracować w trybie ciągłym. To z kolei oznacza hałas, wpływający również na ptaki chronione – mamy tu bielika, żurawie i szereg innych gatunków objętych ochroną. Proszę zwrócić uwagę: my nie mówimy „nie wolno tego budować”. Pytamy gminę i panią wójt, czy wyjaśniła nam wszystkie te kwestie, które budzą pytania. Do tej pory nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, więc sami, poświęcając prywatny czas, przygotowaliśmy modele propagacji emisji zapachowych na podstawie danych, które inwestor podał w KIP, oraz danych meteorologicznych z ostatnich dziesięciu lat. Takie narzędzia są ogólnodostępne – gmina mogła zrobić to samo, gdyby tylko chciała. Z naszych danych wynika, że przy takich parametrach pracy, jakie inwestor deklaruje w dokumentach – nie mówię teraz o tym, co przedstawiciel inwestora mówi publicznie, tylko o tym, co złożył w postępowaniach administracyjnych – zapach będzie odczuwalny zarówno w Kamieńcu, jak i najprawdopodobniej w Rosówku, a z pewnością silnie odczuwalny przy lokalach socjalnych. Dodatkowo wskazuje to na możliwe transgraniczne oddziaływanie na środowisko, którego gmina nie zbadała – bo w odpowiedzi na nasze pytania po prostu powtórzyła zdanie z KIP, że „z uwagi na charakter inwestycji nie przewiduje się takiego oddziaływania”. Jedno zdanie nie zastępuje jednak rzetelnego zbadania sprawy, przeprowadzenia analizy i zastanowienia się, czy przy takiej róży wiatrów, jaka tu występuje, przy braku zadrzewienia i istniejącym korytarzu powietrznym, rzeczywiście nie dojdzie do oddziaływania na nieruchomości w Kamieńcu.
Magdalena Łakomy-Olczak: Co do zasady zgadzamy się, że biogazownie są potrzebne, ale nie w takiej lokalizacji. Nie zgadzamy się na to, żeby powstawały tak blisko ludzi, miejsc zamieszkania, gatunków chronionych, miejsc, gdzie bawią się dzieci, w obszarze Natura 2000. Wracając jeszcze do wcześniejszego pytania: to zdecydowanie nie jest tak, że mamy do czynienia z kilkoma osobami próbującymi przekonać innych… jest wręcz odwrotnie, to wiele osób przychodzi do nas, „krzykaczy”, jak nas zdaje się nazywa inwestor , żeby prosić o wsparcie i wspólne działanie. Co do zasady mieszkańcy są więc zgodni, choć oczywiście, jak zawsze, zdarzają się wyjątki. Docierały do nas informacje, że osoby związane z inwestorem pukały nawet do domów, obiecując mieszkańcom darmowe ogrzewanie w związku z planowaną biogazownią, co miałoby wpływać na decyzje niektórych osób i spowodować poparcie inwestycji.
Muszę też zapytać o wątek polityczny, który pojawił się w rozmowie z inwestorem – twierdzi on, że cała ta „nagonka” na jego przedsięwzięcie to efekt tego, że radni opozycyjni robią zadymę.
Magdalena Łakomy-Olczak: To oczywiście nie jest wątek polityczny. Szukając pomocy w tej sprawie, pukaliśmy do wielu drzwi, nie zważając na to, z jakiego ugrupowania czy kierunku politycznego są dane osoby.
Czy ktoś z obozu rządzącego w gminie, czyli obozu pani wójt Schwarz, stanął po Waszej – mieszkańców – stronie?
Magdalena Łakomy-Olczak: Nie i jest to dla nas znamienne, a zarzucanie nam zadymy politycznej to najprostszy argument, żeby odwrócić uwagę od głównego problemu. Proszę zwrócić uwagę, że wielu mieszkańców poświęca na tę sprawę bardzo dużo czasu i to bez żadnego wynagrodzenia. Nie jest to kilka osób, tylko spora grupa. Gdyby rzeczywiście chodziło tu o jakąś rozgrywkę polityczną, nikt bez wymiernych korzyści nie poświęcałby na to tyle czasu, energii i zaangażowania.
Jak patrzycie na sytuację mieszkańców Kościna, gdzie planuje się budowę żwirowni? Są w podobnej sytuacji – dowiedzieli się właściwie po fakcie i teraz też muszą walczyć, by w końcu ktoś zaczął z nimi rozmawiać.
Piotr Olczak: Tak, ich sytuacja jest bardzo podobna do naszej. Staramy się śledzić informacje, które mieszkańcy na bieżąco udostępniają. Jeśli będzie możliwość wsparcia tej sprawy, oczywiście to zrobimy. Szkoda, że nie udało się jeszcze z nimi porozumieć, bo naszym zdaniem warto by zapytać też pana Marszałka Województwa, czy to, co dzieje się w naszych gminach, wpisuje się w politykę rozwoju województwa. Może udałoby się wypracować wspólne stanowisko, ale na razie, jak mówiłem, musieliśmy w ciągu miesiąca nadrobić kilka lat procedur administracyjnych, więc najpierw próbujemy poruszyć tę sprawę z naszej perspektywy. Wracając jeszcze do wątku politycznego… spotkałem się z opiniami, że błędem było zaproszenie na spotkanie między innymi senatora Gawłowskiego. Rozumiem, że to osoba publiczna i każdy zna historię jego działalności politycznej, natomiast istotne jest to, że senator uczestniczył wprost we wprowadzaniu przepisów ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Kogo lepszego moglibyśmy więc zaprosić, żeby przedstawił nam aspekty prawne tej sprawy? Senator nie oceniał naszej konkretnej sprawy, nie miał przecież dostępu do naszych dokumentów, tylko przedstawił, jak wyglądają przepisy, do kogo można się zwracać i co warto ocenić.
Inwestor mówi, że żadnej tajemnicy nie było, mogliście słuchać radia – kilka miesięcy temu była przecież audycja na ten temat.
Piotr Olczak: Tylko że, zdaje się, nie wystąpił we wszystkich stacjach radiowych – to po pierwsze. Po drugie, radio może być dobrym narzędziem dla inwestora, ale my oczekiwalibyśmy czegoś innego od organu gminy. Przecież to my, mieszkańcy i właściciele nieruchomości, powołaliśmy panią wójt i to nas, a nie inwestora, powinna reprezentować i chronić nasze zbiorowe interesy, w tym choćby kwestie związane z wodą czy odbiorem ścieków, o czym jeszcze nie rozmawialiśmy. Oczekiwalibyśmy jako mieszkańcy pełnej informacji. Chętnie spotkamy się i z gminą, i z inwestorem. Ale niech takie spotkanie będzie protokołowane, ale przede wszystkim niech wcześniej gmina pokaże nam wszystkie zdeponowane u niej dokumenty. Bo o czym właściwie mielibyśmy rozmawiać z inwestorem, skoro to on przygotowywał tę inwestycję i sam przyznaje, że dokumenty są nierzetelne? Skoro co innego oświadcza w mediach, a co innego przed organami administracji… jak mamy oczekiwać, że na spotkaniu powie nam prawdę?
Przy czym, po publikacjach dotyczących analiz prawnych, wskazujących na możliwe wygaśnięcie mandatu Pani Wójt Gminy Kołbaskowo wydaje się zasadne wstrzymać się z organizacją jakichkolwiek spotkań w niniejszej sprawie do czasu wyjaśnienia tej kwestii. Proszę zauważyć, iż w sytuacji, w której czy to Rada Gminy, czy Wojewoda Zachodniopomorski potwierdzi wygaśnięcie mandatu Pani Wójt, wówczas należałoby wystąpić o stwierdzenie nieważności wszystkich aktów administracyjnych wydanych przez Panią Wójt w okresie od dnia, w którym ten mandat wygasł do dnia dzisiejszego. Wówczas bowiem mielibyśmy sytuację, w której takie akty administracyjne zostałyby wydane przez osobę do tego nieuprawnioną i należałoby je wycofać z obrotu prawnego. Przypomnę tylko, że wówczas nie można też mówić o skutecznym powołaniu Zastępcy Wójta, albowiem nastąpiło to w sierpniu tego roku. W związku z powyższym zasadnym byłoby oczekiwanie na wstrzymanie przez Wójta Gminy Kołbaskowo wykonalności wszystkich decyzji wydanych we wskazanym wyżej okresie do czasu rozstrzygnięcia, czy jej mandat faktycznie wygasł. Tego właśnie należałoby oczekiwać.
Magdalena Łakomy-Olczak: Jeśli chodzi o kwestię spotkania z inwestorem, która również pojawiła się w przestrzeni publicznej, to nie było tak, że po prostu odmówiliśmy. Oczekiwaliśmy jedynie, że będzie na nim obecna pani wójt, że spotkanie będzie protokołowane i że zostaną nam udostępnione wszystkie dokumenty. Krótko przed planowanym terminem dowiedzieliśmy się, że obecność pani wójt nie będzie możliwa, więc poprosiliśmy o inny termin, taki, w którym mogłaby uczestniczyć, spotkanie mogłoby być protokołowane, a dokumenty przedstawione. Mimo że inwestor został o tym poinformowany, nie przyjął tego do wiadomości i uznał, że spotkanie się nie odbędzie.
Piotr Olczak: Jest tu jeszcze jeden wątek. Ponieważ to starosta policki wydał decyzję o pozwoleniu na budowę, poprosiliśmy również jego o osobisty udział w takim spotkaniu. Trudno więc twierdzić, że to my nie chcieliśmy się spotkać. Chcieliśmy, ale w sposób cywilizowany, taki, który rzeczywiście wyjaśniłby wątpliwości, bo po co robić spotkanie dla samego spotkania?
Przeglądając i analizując dokumenty, w zasadzie tylko udostępnioną część, wykonaliście ogrom pracy.
Piotr Olczak: Tak, i tak naprawdę wykonując pracę, którą powinni wykonywać urzędnicy – przecież za to otrzymują pensję od nas, mieszkańców. My moglibyśmy spokojnie iść do pracy i płacić podatki, a to urzędnicy mają obowiązek robić to, co jest ich powinnością. Po to ich wybieramy, po to są zatrudniani w urzędzie, po to urząd dysponuje środkami, żeby zatrudniać specjalistów i zlecać ekspertyzy – właśnie po to, żebyśmy my, mieszkańcy, nie musieli tego robić sami.
Magdalena Łakomy-Olczak: Inwestor zasłania się kwestiami finansowymi: że będzie płacił podatki w gminie, że powinniśmy się cieszyć z dostępu do tańszego ogrzewania. My tego jednak nie chcemy. Chcemy mieć pewność, że kiedy wywiesimy pranie…
… nie będzie pachniało kiszonką zamiast płynem do płukania.
Magdalena Łakomy-Olczak: Dokładnie tak. Kontaktowaliśmy się ze środowiskami ekologicznymi i wiemy od nich, że w miejscach, gdzie ludzie mieszkają blisko biogazowni, dochodzi do takich sytuacji, że dzieci w szkołach są wyśmiewane, bo ich ubrania i rzeczy śmierdzą – gdyż mokre pranie wisiało na dworze i wchłonęło zapachy z okolicy. Mamy żal, że bez jakichkolwiek konsultacji społecznych inwestor stawia nam to dosłownie pod nosem, a przecież nie potrzebujemy ani jego podatków odprowadzanych lokalnie, ani obiecywanego wsparcia w zakresie mediów czy ogrzewania. Chcemy po prostu żyć w przestrzeni wolnej od smrodu i hałasów i mieć spokój oraz nie musieć poświęcać temu całemu przedsięwzięciu naszego czasu – ani teraz, ani w przyszłości. Pomijam już fakt, że gdyby faktycznie doszło do takich uciążliwości zapachowych, to wartość naszych nieruchomości by spadła.
Piotr Olczak: Przedziwnie brzmi też deklaracja o darmowym ogrzewaniu. Zabrakło w ustach inwestora informacji o tym, jak działa rynek energetyczny. Przecież to nie jest tak, że my będziemy występować do inwestora o warunki przyłączeniowe, jeśli w ogóle powstanie ta instalacja – on po prostu sprzedaje energię do sieci, a mieszkańcy będą płacili za tę energię cenę rynkową.
No tak, bo skoro sprzeda energię operatorowi, a ten będzie się zajmował dystrybucją, to nie będzie zainteresowany nagłym obniżeniem cen tylko dlatego, że mieszkańcom Kamieńca coś obiecywano.
Piotr Olczak: Dokładnie. Musimy pamiętać, że to nie jest inwestycja celu publicznego, tylko zwykły biznes.
W kontekście biogazowni jest też dyskusja o drogach i uciążliwości ruchu, o niszczeniu dróg ciężkim transportem.
Piotr Olczak: Droga prowadząca bezpośrednio do działki 446, na której ma powstać biogazownia, jest w takim stanie, że co roku jest łatana, a mimo to wciąż zagraża bezpieczeństwu pojazdów osobowych. Rozumiem, że część transportu inwestor będzie prowadził z pola, ale substancje, które zadeklarował w KIP jako możliwe do przetwarzania, wykraczają poza to, co ogłasza publicznie. Proszę zwrócić uwagę, że wprost wskazano tam możliwość przetwarzania na przykład 90 tysięcy ton odpadów pozwierzęcych albo 90 tysięcy ton, powiedzmy, kukurydzy, jak mówił publicznie – z zastrzeżeniem, że może też te ilości miksować. Przy takim sformułowaniu w dokumentacji równie dobrze można by powiedzieć, że będzie tu ściągał choćby odpady poprodukcyjne z uboju.
Magdalena Łakomy-Olczak: Inwestor już zresztą zaznaczył, że nie zamierza w żaden sposób partycypować w kosztach budowy drogi dojazdowej, ani jej finansować. Nie mamy wątpliwości że przejazdy przez naszą miejscowość jednak będą miały miejsce, wbrew wcześniejszym zapewnieniom. Można się tylko domyślać, co się stanie z naszymi drogami lokalnymi.
Piotr Olczak: Jeśli chodzi o samą drogę, jest jeszcze poważna wątpliwość co do odrolnienia części działki, która miała pierwotnie służyć inwestorowi jako droga dojazdowa. Ten wątek wciąż wyjaśniamy, więc na razie nie będę się w niego bardziej zagłębiał, mogę tylko powiedzieć, że budzi on pytania o to, w jaki sposób zostało to zrobione.
Patrząc na całą listę podobnych spraw: gigantyczne wysypisko odpadów w Kurowie, gdzie pierwsze osoby usłyszały już zarzuty karne, trzynaście hektarów w Przecławiu, plan ogólny w gminie, o którym można by mówić bez końca i wreszcie Kamieniec, gdzie jest planowana biogazownia. Czy to nie jest moment, w którym można wprost powiedzieć, że władze Kołbaskowa po prostu nie szanują mieszkańców, nie słuchają ich i nie liczą się z nimi?
Magdalena Łakomy-Olczak: Dokładnie tak i możemy to powiedzieć wprost. Jest problem w Kamieńcu z uzyskaniem warunków zabudowy na postawienie zwykłego domu jednorodzinnego, a nie ma żadnego problemu z postawieniem biogazowni na obszarze Natura 2000. To chyba najbardziej znamienny przykład.
Piotr Olczak: Kiedy trwały prace nad utworzeniem Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry, można to było rozpatrywać jako kwestię polityczną – tematy „zielone” były wtedy podgrzewane do granic możliwości. Tymczasem tu mamy do czynienia z realnymi problemami, o których dziś rozmawiamy, a sposób działania organów gminy do złudzenia przypomina to, co robi przedstawiciel inwestora: mówimy jedno, robimy drugie. Powiem szczerze: mieszkańcy powinni wyjść ze swojej strefy komfortu, zadawać pytania, poddawać w wątpliwość obietnice wyborcze. Wiemy, że pani wójt nie będzie kandydować na kolejną kadencję, być może, gdyby kandydowała, wyglądałoby to inaczej.
Patrząc na pewien mechanizm polityczny, znany z całej Polski, odchodzący wójt, czy też burmistrz zwykle namaszcza w wyborach kogoś zaufanego, choćby po to, żeby uniknąć przypadkowych audytów i tego, by z szafy nie wypadły jakieś trupy.
Piotr Olczak: To bardzo prawdopodobne i to zjawisko obserwuje się w całym kraju. Gdyby jednak pani wójt kandydowała ponownie, myślę, że jej podejście do nas, mieszkańców, wyglądałoby zupełnie inaczej, bo liczyłaby się wtedy z naszymi głosami. Owszem, to tylko jakieś osiemdziesiąt osób, plus minus, ale jednak.
Jakie macie dziś oczekiwania, jako mieszkańcy?
Magdalena Łakomy-Olczak: Przede wszystkim wznowienia postępowań i uznania nas, właścicieli nieruchomości, za strony tych postępowań, a także umożliwienia nam zapoznania się ze wszystkimi dokumentami zgromadzonymi w tych sprawach i wypowiedzenia się i udziału w nich. W ostatecznym rozrachunku liczymy na to, że doprowadzi to do sytuacji, w której inwestor nie będzie mógł zrealizować budowy biogazowni.
Piotr Olczak: Podczas sesji Rady Gminy wnosiłem właśnie to, o czym mówiła żona: wznówcie postępowania, sprawdźcie wszystkie dowody, zweryfikujcie je. Nie mówimy, jak dokładnie mają to zrobić, po prostu niech to zrobią, a na tej podstawie ocenią całość zamierzenia budowlanego i wszystkie możliwe skutki. Przecież gmina powinna pracować na dokumentach, które zostały w niej złożone – nie powinno jej ostatecznie interesować to, co inwestor deklaruje publicznie, że czegoś nie zrealizuje. Jeśli złożył wniosek o wydanie warunków zabudowy, to znaczy, że taki zamiar rzeczywiście ma. Ja publicznie poruszyłem kwestię wniosków złożonych na ręce przewodniczącej Rady Gminy, dotyczących oceny działań organu wykonawczego pod kątem realizacji planów miejscowych, które przecież są prawem miejscowym. Jeden z radnych odpowiedział wówczas, że sprawa trafiła do komisji rewizyjnej i w zasadzie nie jest to już sprawa rady. A ja, jako mieszkaniec, pytam: co mnie to obchodzi, do której komisji to trafiło?
Obserwując Kołbaskowo od jakiegoś czasu, odnoszę wrażenie, że bez względu na to, jak absurdalną uchwałę trzeba by podjąć, część radnych podnosi ręce niemal automatycznie – bo tak trzeba, a nie dlatego, że to logiczne czy słuszne.
Piotr Olczak: Zarówno ja, jak i sąsiedzi obecni na tej sesji odnieśliśmy dokładnie takie wrażenie, że główne, realne problemy, które zidentyfikowaliśmy, próbowano przykryć sprawami drugorzędnymi. Bo jaki związek z tą sprawą ma to, kto komu wysłał SMS-a w sprawie spotkania albo kiedy zostało złożone pismo w sprawie świetlicy , skoro rozmawiamy o możliwym naruszeniu przepisów prawa? Nikt nie pytał o to najważniejsze. Pytano za to, kto i kiedy wysłał wiadomość o świetlicy. To po prostu absurd, kuriozum.
Magdalena Łakomy-Olczak: Jeszcze temat wody, który chciałabym poruszyć. Co innego jest w dokumentach, co innego ogłasza inwestor. Z KIP, dla trzeciego etapu inwestycji, wynika wprost zużycie 2505 metrów sześciennych wody miesięcznie. Jeśli przyjmiemy, że przeciętne gospodarstwo domowe zużywa około pięciu metrów sześciennych, to mówimy o zapotrzebowaniu na poziomie ponad pięciuset takich gospodarstw, a nie jak dla jednego domu rodzinnego, jak sugeruje przedstawiciel inwestora.
Piotr Olczak: Większość oświadczeń inwestora, a właściwie osoby występującej w jego imieniu, pozostają sprzeczne z tym, co zostało zawarte w dokumentach i wnioskach złożonych przez samego inwestora. Obok tego nie można przejść obojętnie.
