Home Felietony  „Znachora” nam zabrali!
Felietony 

„Znachora” nam zabrali!

495
„znachora” nam zabrali!
fot. Witold Rozmysłowicz/PAP [Jerzy Bińczycki w filmie "Znachor"]

To zniewaga dla Polski, to policzek dla narodu, to zamach na tradycję. W trakcie tegorocznych świąt Wielkiej Nocy kultowy „Znachor” z 1982 roku w reżyserii Jerzego Hoffmana na ekranie naszych telewizorów pojawi się tylko dwa razy!

I to w dodatku oba seanse będą miały miejsce w Lany Poniedziałek, 21 kwietnia, czyli w drugi dzień świąt. Co za rozczarowanie i upokorzenie jednocześnie dla milionów Polek i Polaków, dla których Boże Narodzenie lub właśnie Wielkanoc nie mają smaku bez obejrzenia dramatycznej historii profesora Rafała Wilczura w znakomitym wykonaniu Jerzego Bińczyckiego. Nieważne, że widziało się ją już kilkaset razy a dialogi zna się na pamięć. „Znachor” w święta w TV to rytuał, podobnie jak „Potop” i „Pan Wołodyjowski” (oba również w reżyserii Jerzego Hoffmana). Brak tych pozycji w świątecznej ofercie stacji telewizyjnych, to zamach na nasze wartości, to skandal, to próba jątrzenia, działania określonych, wrogich sił, które jak widać mają siły i środki umożliwiające ograniczenie emisji „Znachora” w tegoroczną Wielkanoc tylko do dwóch seansów.

Jakie to siły i środki za tym stoją powinna wyjaśnić specjalna komisja śledcza, bo tej sprawy nie można zamieść pod dywan. Mało tego, energiczne śledztwo powinno doprowadzić do wykrycia sprawców i osądzenia ich bez czekania na wyrok jakiegoś sądu. Po prostu, w Warszawie na placu Piłsudskiego powinni zostać zakuci w dyby. Transmisję z tego wydarzenia muszą przeprowadzić wszystkie kanały informacyjne telewizji publicznej i prywatnej. 

Poza tym nie dość, że ograniczono liczbę emisji, to jeszcze sprytnie przygotowano je w drugi dzień świąt. Wtedy (kiedy oczywiście jest pogoda) przez kilka godzin Polacy gremialnie uczestniczą w starosłowiańskim obyczaju oczyszczania z całorocznych grzechów – grupowym szaleństwie zwanym Śmigus Dyngus, czyli po prostu kilkugodzinnym oblewaniu się hektolitrami wody. Ale, nawet jeśli aura nie pozwala na dokonanie tej publicznej lub prywatnej ablucji, Polacy w Lany Poniedziałek odwiedzają krewnych i znajomych grupowo uczestnicząc w rytualnych obrzędach spożywania kilogramów strawy i wlewania do swych organizmów gigantycznych ilości płynów z dużą zawartością alkoholu etylowego (niektórzy metylowego, przez co nie tylko nie obejrzą „Znachora”, ale również niczego innego). 

Oczywiście wskazane jest, aby temu towarzyszyła emisja tego kultowego filmu, bo dzięki temu, śledząc losy genialnego chirurga, jest szansa na uniknięcie np. kłótni, sporów i mordobić, niestrawności, przeżarcia, przepicia lub przypadkowego seksu, do czego niewątpliwie mogłoby dojść. A tak wszyscy skupieni na historii Rafała Wilczura i wgapieni w ekran telewizora mogą pięknie, spokojnie i kulturalnie przeżyć przynajmniej dwie godziny przy wielkanocnym stole. 

Niestety, w tym roku „Znachor” zostanie pierwszy raz pokazany w poniedziałek o godzinie 10.40 – wtedy kiedy wielu z Polaków dopiero dochodzi do siebie (m.in. trzeźwieje) po mniej lub bardziej udanym pierwszym dniu Wielkanocy. Kto ma więc wtedy głowę do oglądania filmu? Druga emisja jest na szczęście w porze obiadowej, czyli o godzinie 13.25. I co z tego, że „Znachor” pojawi się na różnych kanałach w najbliższą sobotę oraz niedzielę? Co z tego, że można ten film zobaczyć za darmo w internecie? Fajnie, ale to nie to samo. 

To wszystko wygląda na zorganizowana akcję. Aby nie być gołosłownym przypomnę, że np. podczas Wielkanocy w 2023 roku losy profesora Wilczura można było obejrzeć od Wielkiego Piątku do Lanego Poniedziałku aż 11 razy (!) na kilku kanałach TV. Wtedy kolejne miejsca na podium zajął oczywiście „Potop” i „Pan Wołodyjowski”. Ile razy w tym roku można było obejrzeć dramaty Kmicica i Małego Rycerza? To już zupełnie inna historia. Skupiamy się na „Znachorze”. 

Trzeba więc nam dziś prawdy o tym, kto podniósł rękę na ten kultowy obraz i pozbawił Polaków możliwości kilkukrotnego obejrzenia go w święta. Tu nie pomoże konsultacja z lekarzem lub farmaceutą, tego bólu nie zagasi lek od Goździkowej, tej rany nie zaleczy byle kto. Może tylko „Znachor”, skrucha i obietnica poprawy winnego oraz obietnica naprawienia krzywdy już za kilka miesięcy – w Boże Narodzenie.

Powiązane artykuły

w dyby ich! szczecińscy grafficiarze pod lupą
Felietony 

W dyby ich! Szczecińscy grafficiarze pod lupą

Najwyższy już chyba czas na wojnę z graficiarzami, których bazgroły „ozdabiają” wiele...

„kołobrzeg bude náš”, czyli inwazja trwa!
Felietony 

„Kołobrzeg bude náš”, czyli inwazja trwa!

Żegnajcie oszukane dorsze i podrabiane wędzone pstrągi, grochówko z niby wojskowego kotła...

jak jedna krowa zabiła 300 osób
Felietony 

Jak jedna krowa zabiła 300 osób

Już niedługo będziemy obchodzić kolejną rocznicę jednej z najsławniejszych bitew świata –...

co robić w taką pogodę?
Felietony 

Co robić w taką pogodę?

Jedni nie wychodzą z domów, inni szukają orzeźwienia gdzieś nad wodą, jeszcze...