Home Felietony  Jak jedna krowa zabiła 300 osób
Felietony 

Jak jedna krowa zabiła 300 osób

174
jak jedna krowa zabiła 300 osób
fot. PAP/ Tytus Żmijewski [zdj. ilustracyjne]

Już niedługo będziemy obchodzić kolejną rocznicę jednej z najsławniejszych bitew świata – pod Grunwaldem, która odbyła się 15 lipca 1410 roku. Ale niewielu pewnie wie, że tego samego dnia tylko, że w 1469 roku, doszło do jednej z największych bitew w historii Pomorza Zachodniego. O krowę. Może to i śmiesznie brzmi, ale w tym konflikcie zginęło prawie 300 osób. 

Krowa nie jest żadną przenośnią. Chodzi o prawdziwą, dorosłą, samicę bydła domowego. A starli się o nią mieszkańcy XV–wiecznego Świdwina i Białogardu, którzy nie lubili się, krótko mówiąc. Podłożem tego braku sympatii po obu stronach była oczywiście …polityka. 

Świdwin wchodził w skład Marchii Brandenburskiej, a Białogard Księstwa Pomorskiego. Władcy obu państw byli do siebie wrogo nastawieni. Nic więc dziwnego, że i poddani utożsamiali się z ich poglądami politycznymi. Ale co ma do tego krowa?

Cała historia rozpoczyna się zimą 1468 roku. Jeden z mieszkańców pewnej wsi z powiatu świdwińskim nie miał odpowiednich warunków do przezimowania krowy. Poprosił więc o  pomoc znajomego mieszkańca Białogardu, aby ten wyświadczył mu tę przysługę. Białogardzianin chętnie się zgodził, bo przez ten czas kiedy krowa przebywała w jego zagrodzie mógł korzystać ze świeżego mleka. Ale wiosną ani myślał ją oddać. Właściciel zwierzęcia, nieźle wnerwiony, postanowił sam odzyskać swoją własność. I tak też uczynił. Ale Białogardzianin, który przezimował krowę, poczuł się pokrzywdzony i niemniej wkurzony. I postanowił się zemścić. Ukradł krowę a przy okazji kilka innych zwierząt. I obaj mogliby, na swój sposób, zacytować klasyczny monolog Kalego o krowie z powieści „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza.

Używając języka korporacyjnego „konflikt zaczął szybko eskalować”. Sprawa trafiła do landwójta Świdwina oraz wójt Białogardu. Nic to nie pomogło, a wręcz przeciwnie – zaostrzyło sytuację. Sprawa nie dość, że nabrała charakteru politycznego, to również ambicjonalnego. Bo zaczęło chodzić o honor. W końcu, jak mawiał pewien polityk, przelała się czara z goryczą. Wściekły wójt Białogardu Karsten z Oparzna zebrał wszystkich mężczyzn zdolnych do walki i ruszył na Świdwin. Rycerze z mieczami, a mieszczanie, parobcy i chłopstwo z tym, co znaleźli pod ręką. Na wieść o tym mieszkańcy Świdwina, dowodzeni przez landwójta Krzysztofa Poleńskiego, również zwarli szeregi i ruszyli na Białogardzian. Nie wiadomo ilu zbrojnych liczyły obie armie. Wiadomo, że spotkali się 15 lipca 1469 roku albo na wrzosowiskach pomiędzy miejscowościami Ziezenow (dziś Cienieszewo) i Alt Schlage (dziś Sława) na granicy pomorsko-marchijskiej albo koło wsi Łęgi w rejonie Lasu Łęgowskiego. 

Wiadomo również, że bitwa trwała trzy godziny i że na pewno wygrali ją Świdwinianie. Białogardzianie ponieśli bardzo poważne straty – zginęło prawie 300 osób, kolejnych 100 trafiło do niewoli, a w ręce zwycięzców trafiło także kilkadziesiąt wozów z łupami. 

Na pamiątkę wojny o krowę lub jak chcą inni – bitwy o to zwierzę, w 500. rocznicę tych wydarzeń, czyli od 1969 roku burmistrzowie Świdwina i Białogardu organizują festyn sprawnościowy. Można się wypróbować m.in. w strzelaniu z łuku, rzucaniu toporem, w walce na kopie, czy ścinaniu toporem drewnianego niedźwiedzia. Wszystko kończy się ucztą, na którą władze Świdwina dostarczają piwo, a Białogardu – wołowinę. I aż się prosi o dopisanie kolejnego rozdziału tej historii – o jakimś romansie wszechczasów między np. jakąś Julią z Białogardu i Romeem (czyli Romkiem) ze Świdwina. Albo na odwrót. W każdym razie miłości zakończonej szczęśliwie, a nie znowu jakimś dramatem np. niechcianą ciążą i ucieczką sprawcy na zmywak do Wielkiej Brytanii. 

Nie ma co prawda doniesień, aby podczas owych uczt dochodziło do jakichś głośnych, indywidualnych pojedynków na np. gołe pięści, kopniaki lub ciosy „z dyńki”, czy też do zorganizowanych zajęć grupowych i popularnych, w niektórych kręgach, form spędzania wolnego czasu, czyli „ustawek” w okolicznych lasach lub parkach. Ale to chyba raczej nieuniknione. Na pocieszenie warto dodać, że z tą bitwą o krowę Zachodniopomorzanie nie są osamotnieni. 

W historii zdarzały się równie absurdalne konflikty zbrojne  okupione sporymi stratami w ludziach i sprzęcie np. bitwa pod Karánsebes (1788) w której żołnierze austriaccy wystrzelali się nawzajem, wielka wojna z emu (1932) – podczas której rząd Australii Zachodniej wysłał armię wyposażoną w karabiny maszynowe przeciwko 20 tys. emu i przegrał, bitwa o wiadro (1325) między włoskimi miastami-państwami: Modeną a Bolonią (zginęło kilka tysięcy osób), wojna o ciastka (1838) między Francją a Meksykiem, czy wojna o psa w Petryczu (1925) między Bułgarią i Grecją.

Powiązane artykuły

przypłynęła bestia. kolejny wieloryb w międzyzdrojach
Felietony 

Przypłynęła bestia. Kolejny wieloryb w Międzyzdrojach

W sobotę po południu blisko międzyzdrojskiej plaży zaobserwowano niepokojące zjawisko. Jak opowiadają...

ile jest jagód w jagodziance?
Felietony 

Ile jest jagód w jagodziance?

Czy w popularnych „jagodziankach” znajdują się …jagody? Pytanie, na pozór z gatunku...

w dyby ich! szczecińscy grafficiarze pod lupą
Felietony 

W dyby ich! Szczecińscy grafficiarze pod lupą

Najwyższy już chyba czas na wojnę z graficiarzami, których bazgroły „ozdabiają” wiele...

„kołobrzeg bude náš”, czyli inwazja trwa!
Felietony 

„Kołobrzeg bude náš”, czyli inwazja trwa!

Żegnajcie oszukane dorsze i podrabiane wędzone pstrągi, grochówko z niby wojskowego kotła...