Żegnajcie oszukane dorsze i podrabiane wędzone pstrągi, grochówko z niby wojskowego kotła i odgrzewane gofry. Już niedługo nadbałtyckie, zachodniopomorskie knajpy zaczną serwować svíčková na smetaně, vepřo knedlo zelo, knedlíky, česnečkę, utopence i smažený sýr.
Informacje z tras dojazdowych do zachodniopomorskich, nadbałtyckich kurortów oraz z samych tych ośrodków nie kłamią – trwa inwazja czeskich turystów. To już kolejny rok kiedy nasi południowi sąsiedzi przypuścili frontalny atak na nasze wybrzeże Morza Bałtyckiego, a zwłaszcza na… Kołobrzeg.
Według najnowszych danych w latach 2020-2024 liczba wykupionych przez nich noclegów wzrosła o 1600 proc.! Zdaniem jednego z ogólnopolskich dzienników w tym roku Czesi upodobali sobie Kołobrzeg. I jest ich dużo więcej niż Niemców, a tych przecież były zawsze tłumy. Według danych Kołobrzeskiego Instytutu Kultury i Promocji liczba naszych zachodnich sąsiadów odwiedzających miasto spadła o połowę! Koniec świata – jakby rzekł dozorca Popiołek z serialu „Dom”. Ale zachodniopomorscy przedsiębiorcy i restauratorzy jakby czekali nie wiadomo na co.
Niektórzy co prawda szybko zareagowali na to rynkowe zjawisko i zaczęli się uczyć podstawowych zwrotów po czesku. A chyba łatwiej się porozumieć mieszaniną obu języków bez konieczności długotrwałego wymachiwania rękami. Niektórzy już drukują nawet menu po czesku. I nie ma się co dziwić. Przecież oni też lubią piwo i dobrze zjeść w podobnym stylu do naszego. Ale nie zaszkodziłoby gdyby w nadmorskich knajpach pojawiły się: svíčková na smetaně – polędwica wołowa duszona w sosie warzywno-śmietanowym, vepřo knedlo zelo – pieczona wieprzowina serwowana z duszoną, zasmażaną kapustą (zelí), knedlíky – chlebowe (houskové) lub ziemniaczane (bramborové), česnečka – zupa czosnkowa z ziemniakami, dużą ilością majeranku, grzankami i startym żółtym serem, utopence – tłuste kiełbaski marynowane w occie z cebulą i przyprawami, podawane na zimno oraz smažený sýr – gruby plaster sera (np. hermelín) obtoczony w panierce, usmażony na złoty kolor, podawany z frytkami i sosem tatarskim.
Okazuje się jednak, że Czesi w Kołobrzegu nie są przypadkowo, bo zabłądzili, albo przechodzili obok z tragarzami. Bo miasto już od jakiegoś czasu reklamuje się w czeskich mediach. Poza tym Czesi mają wybierać Polskę, bo ich dotychczasowe „miejscówy”, czyli Chorwacja i Włochy „się zepsuły”. Jest tam za drogo i za gorąco. A na zachodniopomorskim wybrzeżu Bałtyku jest w sam raz. I jeszcze do naszych kurortów prowadzą bardzo dobre i szybkie drogi.
Nie ma więc co zwlekać i szybko dostosować się do sytuacji. Przedsiębiorcy straganowi powinni natychmiast zacząć forsować pamiątki pod czeskiego turystę. Nie żadne tam gęsi Pipy, pluszowe kapibary, jakieś Labubu czy inne dziwactwa, tylko tradycyjnego Krecika, Sąsiadów – Pata i Mata, czy Wodnika Szuwarka. Zastanowić się należy nad postacią rozbójnika Rumcajsa. Bo jak pokazuje życie w ślad za zwykłymi turystami mogą się pojawić przedstawiciele zorganizowanych grup kierowanych przez tamtejszych Rumcajsów. A spotkanie z nimi nie będzie bajką.
Obawy mogą budzić także Żwirek i Muchomorek. Niektórzy np. polscy politycy mogą mieć swoje różne teorie na temat tego duetu skrzatów. W nauce języka czeskiego przydatne okazać się za to mogą pokazy światowych kinowych hitów w czeskiej wersji językowej. Tak było np. z „Terminatorem”. Od lat po Polsce krąży wersja tłumaczenia najsławniejszych dialogów z tego obrazu: „Nezabíjej mě, pane Terminatore!”, „Tak se ne da, ja sem Elektronický mordulec”, czy nieśmiertelne „Hasta la vista, baby” – „zatím ahoj, bejby” lub „uvidíme se, bejby”. I tak być może, małymi krokami, spełni się odwieczny sen Czechów o własnym dostępie do morza.
(gdyby ktoś się nie domyślił, to ten tekst ma charakter żartobliwy, doświadczenie wskazuje jednak, że wielu traktuje wszystko z cmentarną powagą oraz czyta bez zrozumienia, stąd też te słowa wyjaśnienia)