Home Felietony  Wielkanocny jazz – jajko i majonez
Felietony 

Wielkanocny jazz – jajko i majonez

670
wielkanocny jazz – jajko i majonez
fot. PAP/Piotr Nowak

Dziwne jakoś wyglądają tegoroczne święta Wielkiej Nocy. W mediach, jak to zwykle bywało co roku o tej porze, nie widać natłoku materiałów poświęconych m.in. zagadnieniu, który z trzech najważniejszych majonezów w Polsce, tym razem, zajmie najwyższą pozycję na podium – ten, którego nazwa jest na W, ten na K, czy ten na H. 

Niewiele miejsca poświęcono także sensacyjnym doniesieniom ile to razy, ile stacji TV i o jakich porach zaprezentuje „Znachora” Jerzego Hoffmana  z Jerzym Bińczyckim w roli głównej, a które telewizje zechcą sprofanować święta pokazując „Znachora” z Netflixa. Za rok być może tragiczna historia profesora Rafała Wilczura i jego rodziny przyćmiona zostanie nowymi ekranizacjami „Lalki” Bolesława Prusa. Przy wielkanocnym stole Polacy będą toczyć boje (dosłownie i w przenośni) oraz zacięte spory czy lepsza była wersja filmowa z 1968 roku ze zjawiskową Beatą Tyszkiewicz w roli Izabeli Łęckiej i Mariuszem Dmochowskim jako Wokulskim, czy może ta serialowa z 1977 roku z Jerzym Kamasem i Małgorzatą Braunek, czy też najnowsze dzieła – w których Marcin Dorociński i Tomasz Schuchardt zaprezentują swoje interpretacje losów zakochanego kupca a Kamila Urzędowska i Sandra Drzymalska pokażą jak dziś interpretować zachowanie panny Łęckiej. No i na pewnie wróci także pytanie kto był najlepszym Rzeckim – Tadeusz Fijewski, Bronisław Pawlik, czy też Marek Kondrat.

To chyba lepsze tematy do dyskusji, nawet zaciętych, niż wodospady wyzwisk i rękoczyny, które często kończą w Polsce dysputy na temat polityki. Tego pewnie i tak nie unikniemy przy tegorocznym wielkanocnym stole tracąc czas i cenną energię godną zupełnie innych spraw na jałowe, kompletnie niepotrzebne i psujące świąteczną atmosferę pyskówki. Zostawmy to na przyszły rok, który będzie gorący, bo wyborczy. Łatwo więc sobie wyobrazić, co się będzie dziać w niektórych domach między żurkiem a sałatką jarzynową. 

W tym roku przy wielkanocnym stole lepiej rzucić jakimś żartem, dykteryjką (jest takie słowo!), przywołać jakąś rodzinna historię, albo porozmawiać o tematach, które łączą ludzi a nie dzielą np. cenach na wielkanocne potrawy jakie zaproponowała Magda Gessler, przegranym meczu polskiej reprezentacji ze Szwecją i dlaczego wszyscy twierdzą, że sędziowie byli po stronie naszych przeciwników, który kabab w Szczecinie jest najlepszy, o misji Artemis II i locie w kierunku Księżyca, co się dzieje z Igą Świątek, czy też dlaczego nad Polską pojawiają się zorze polarne. To chyba jednak, jak mawiają Angole, takie „wishful thinking”, czyli pobożne życzenia. 

Znając naszą nację i tak się pokłócimy, nawet o smak żurku. Bo nie na darmo przecież się mówi, że tam gdzie dwóch Polaków, tam są trzy różne zdania lub opinie. Połączyć nas może chyba tylko np. „obrobienie tyłka” jakiemuś dalszemu lub bliższemu bliźniemu albo wspólny wróg.  Szkoda, że nie ma jakichś kolęd wielkanocnych lub piosenek ściśle związanych z tymi świętami. Można byłoby coś spróbować zaśpiewać razem. Wszak podobno muzyka łagodzi obyczaje, a piosenka jest dobra na wszystko jak twierdzili Starsi Panowie Dwaj. Ale chyba nigdy nie byli na meczu piłkarskim. Jakby teraz posłuchali przyśpiewek stadionowych niosących się rześko po trybunach, to by im przeszła ochota na poezje, romantyzmy i subtelne pieśni. 

Swoją drogą Wielkanoc jest nieco pokrzywdzona pod względem piosenkarskim. W Boże Narodzenie są i kolędy i pastorałki i przeboje popowe o śniegu, zimie, choince, saniach, dzwoneczkach itp. Ktoś zna jakąś piosenkę o Wielkiejnocy, pisankach, jajkach w majonezie, żurku czy sałatce jarzynowej albo śmigusie dyngusie? Nie mówimy o „Baranku” Kazika, bo raczej trudno tę piosenkę traktować jako wielkanocną. Trochę więc to niesprawiedliwe. No chyba, że to zbyt duże wyzwanie dla autorów tekstów i kompozytorów. Czyżby ułożenie kilku piosenek było naprawdę tak wielkim problemem? Np. „sałatka utknęła w gardle dziadka”, czy „Twojego żurku spróbowałbym nawet na chińskim Wielkim Murku”, „wsadzę se pod wargę snusa, to lepsze od śmigusa dyngusa” lub „to Wielkanocny jazz – jajko i majonez” albo „uwodzę Hiszpanki na moje pisanki”. Do roboty więc tekściarze i kompozytorzy! Niech w przyszłym roku zabrzmią przeboje m.in. o Wielkiej nocy pełnej mocy, o jarzynowej sałatce na każdym melanżu i prywatce, o kochankach i pisankach, o żurze na rurze i że w śmigusa dyngusa niejeden przypomina dzikusa.

Powiązane artykuły

w dyby ich! szczecińscy grafficiarze pod lupą
Felietony 

W dyby ich! Szczecińscy grafficiarze pod lupą

Najwyższy już chyba czas na wojnę z graficiarzami, których bazgroły „ozdabiają” wiele...

„kołobrzeg bude náš”, czyli inwazja trwa!
Felietony 

„Kołobrzeg bude náš”, czyli inwazja trwa!

Żegnajcie oszukane dorsze i podrabiane wędzone pstrągi, grochówko z niby wojskowego kotła...

jak jedna krowa zabiła 300 osób
Felietony 

Jak jedna krowa zabiła 300 osób

Już niedługo będziemy obchodzić kolejną rocznicę jednej z najsławniejszych bitew świata –...

co robić w taką pogodę?
Felietony 

Co robić w taką pogodę?

Jedni nie wychodzą z domów, inni szukają orzeźwienia gdzieś nad wodą, jeszcze...