Home Felietony  Tajemnica, skarb i SS, czyli ratujmy zamek
Felietony 

Tajemnica, skarb i SS, czyli ratujmy zamek

2.2k
Foto: źródło fotopolska.eu

 Warto poświęcić trzy minuty na konsumpcję tego tekstu. Bo został on napisany w trosce o ocalenie pewnego elementu dobra narodowego. A poza tym autorowi wydaje się, że jest on ciekawszy niż śledzenie na jakichś portalach plotkarskich co np. zjadł na obiad jakiś warszawski pseudo lub patocelebryta.

Otóż mieszkańcy Płot chcą ocalić tamtejszy zamek z XVII wieku. Starostwo Powiatowe w Gryficach po raz kolejny stara się go sprzedać. Zamek stoi pusty i niszczeje. Ponad 400 mieszkańców Płot podpisało się pod apelem, by uratować zamek. Urzędnicy czterokrotnie próbowali sprzedać cały kompleks za dwa miliony złotych. Będzie kolejna próba znalezienia kupca. Ale koszt renowacji zamku to ok. 100 milionów złotych. A taka kwota przekracza możliwości finansowe powiatu gryfickiego. W weekend zamek udostępnił swój teren zwiedzającym. Można było organoleptycznie sprawdzić, w jakim jest stanie oraz np. spotkać Hildę von Osten Bismarck, która dawno temu była rezydentką zamku, a za którą przebrała się jedna z mieszkanek Szczecina. Każdy pomysł na ratowanie zabytku jest dobry i w cenie. Ja pozwolę sobie zaprezentować swój.

Pamiętacie taki serial z lat 70. ubiegłego wieku pt. „Samochodzik i templariusze”? Pewnie tak. I to nie tylko ze względu na to, że główną role grał w nim Stanisław Mikulski, czyli kpt. Hans Kloss a swymi wdziękami obezwładniała obłędna Ewa Szykulska. W każdym razie w 1 i  2 odcinku serialu bohaterowie przybywają do pewnego zrujnowanego zamku na Warmii. Bo w nim przewodnik turystyczny i opiekun zabytków na murze odkrył jeden z tajnych znaków Templariuszy mówiący, że został w nim ukryty skarb. W miar e rozwoju akcji okazuje się jednak, że on sam go na tym murze wykuł, aby zamek zyskał na atrakcyjności i żeby w końcu zaczęli go odwiedzać turyści. Ot, takie niewinne, małe wykreowanie rzeczywistości. Bo obiekt fantastyczny i zasługujący na atencję turystów. I tu widzę pole do popisu przed opiekunami zamku w Płotach. Ma on pewnie swoją własną fascynującą historię, która wystarczy wydobyć na powierzchnię i odpowiednio „sprzedać”. Ale można też się podeprzeć jakąś opowieścią, która wcale nie musiała mieć miejsce, ale kto z nas z pewnością stwierdzi, że do niej nie doszło ? Przecież np. nagle przy remoncie pewnego przedwojennego budynku w Płotach, na strychu lub piwnicy, odkryto zapisany gotykiem kajet – pamiętnik ówczesnego mieszkańca lub właściciela tego obiektu. A w nim odkryto ze zdumieniem nieprawdopodobny fragment dotyczący zdarzenia do którego doszło w pierwszych tygodniach 1945 roku. Otóż właściciel tych zapisków przypadkowo zauważył jak pewnej nocy na teren zamku wjechało kilka ciężarówek, które ubezpieczali uzbrojeni po zęby  SS – mani oraz więźniami. Pilnowano tego transportu całą noc i cały dzień. Został nawet specjalnie zamaskowany. Nikt nie mógł wtedy kręcić się wokół zamku. Następnej nocy ciężarówki ruszył na południe. Po kilku dniach ojciec pamiętnikarza oznajmił, że dowiedział się od pracujących w zamku, że to był transport specjalny  – kilkanaście skrzyń z przedmiotami, które do tej pory przechowywane były w …Królewcu. Kiedy kilka dni wcześniej sowiecka armia przystąpiła do ofensywy, spakowano je, bo jak twierdzili SS – mani są bardzo cenne, i drogą wodną – przez Bałtyk przetransportowano do Świnoujścia. Tam skrzynie przepakowano na ciężarówki, które ruszyły na południe kraju. Na kilkanaście godzin zatrzymały się właśnie w Płotach, bo dowodzący transportem zachorował w drodze, czy też dostał sraczki…W każdym razie potrzebowano chwilowego odpoczynku. Potem ruszono na Dolny Śląsk. Właściciel zapisków całą historię zanotował w pamiętniku, który ukrył w domu kilkanaście dni potem bo sam z rodziną musiał uciekać przed nacierającą Armią Czerwoną. Nie wiadomo co się z nim stało, ale historia przetrwała zapisana w kajecie, który właśnie został odnaleziony. Czy trzeba wiele tłumaczyć lub domyślać się co się znajdowało w skrzyniach przewożonych nocą ciężarówkami przez SS ? Chyba nie. Ani chybi Bursztynowa Komnata !

Ktoś powie: ale bajdy ! A skąd masz niedowiarku pewność i dowody, że tak nie było ?  Byłeś przy tym, widziałeś ? Przecież mogło tak być, choć oczywiście nie musiało. To taki element tzw. prawdy artystycznej. Liczy się historia, która wcale nie jest taka nieprawdopodobna. Bo przecież historycy i poszukiwacze skarbów od lat tropią losy Bursztynowej Komnaty. Wiadomo, że transportowano ją z Prus Wschodnich ciężarówkami.  Wiadomo, że ostatni raz widziano ją na Dolnym Śląsku. Musiała jakoś tam dotrzeć. Dlaczego więc nie w opisany wyżej sposób? Nikt nie zagwarantuje, że tak być nie mogło. I proszę bardzo, wymarzona atrakcja turystyczna dla zamku w Płotach!  Jest wszystko co trzeba: tajemnica, skarb, SS. Przydałby się jeszcze jakiś trup. Ktoś znowu powie: ale to oszustwo! A promocje w spożywczych dyskontach to co, może prawda? A obietnice polityków? A głupoty z tasiemcowych seriali? Mamy z tym do czynienia na co dzień i ludzie łykają to jak małpa kit. To jakaś niewinna opowieść z cyklu historical fiction naprawdę może wzbudzić oburzenie czy protesty? Bez przesady. Wszak cel jest szczytny. A Złoty Pociąg z Wałbrzycha przetarł już ten szlak. Korzystajmy więc z dobrych i sprawdzonych wzorców. Oczywiście można sięgnąć po tzw. żelazny repertuar zamków i pałaców, czyli jakąś nieszczęśliwą miłość lub zdradę, albo  duchy, czarownice, upiory, czy inne strzygi. Wszak niedaleko – w Kamieniu Pomorskim niedawno odkryto grób czarownicy, choć początkowo zakładano, że wampira. Szczecińscy naukowcy – genetycy ustalili nawet, że była to niebieskooka blondynka. Podejrzewają, że została ona oskarżona o czary. Przeprowadzony proces odbył się bardzo późno, bo był to już wtedy schyłek procesów o czary. Dlatego nie spalono jej na stosie, ale zamęczono w trakcie śledztwa. Przewiercono jej niektóre części ciała m.in. kończyny dolne. Prawdopodobnie w wyniku tych obrażeń zmarła. Następnie pochowano ją wsadzając cegłówkę w usta. Czyli miał miejsce taki element antywampirycznego procesu. Otwory, które początkowo identyfikowano jako przybicie ciała do gruntu, gleby, trumny, to był jednak wynik środków zastosowanych w trakcie bardzo brutalnego śledztwa, przewiercania kończyn. To dopiero historia! Tylko, że promująca Kamień Pomorski. Choć chyba trudno będzie zorganizować jakąś rekonstrukcję historyczną tych zdarzeń dla turystów. Nie wiadomo czy znajdzie się chętna do odegrania głównej roli. Ale wracając do Płot. Czy jakiś duch z zamku może nas jeszcze przestraszyć? Wystarczy przecież pójść w niedzielę handlową do jakiejś galerii handlowej. Zawał serca zapewniony.

Powiązane artykuły

Felietony 

Wierzę w wieże

„Nie mamy gór, ale mamy fajne widoki z chmur” – takie hasło...

Felietony Kultura

Głośnia, Marcin i taadaam!

Czwartkowy wieczór, Piwnica Kany. Wchodzę w gronie znajomych. Wewnątrz kilkanaście osób krząta...

Felietony Motoryzacja

Wolno tu parkować, czy nie wolno parkować? – oto jest pytanie!

Zamieszczone powyżej zdjęcie zostało wykonane przy ul. Czarneckiego w Szczecinie. Cóż na...

Felietony 

Szczecin balonowo – mangowo – palmowy

Mieszkańcy Grodu Gryfa nie zawiedli. W kolejnej edycji Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego, obok...