Ta noc do innych jest niepodobna. Tak przed laty śpiewała Kora. Ale te słowa idealnie pasują do najnowszej odsłony Nocy Muzeów. Jej tegoroczny program był bardzo bogaty. Ale jak mawiał Ryszard Ochódzki w „Misiu”: „niech te plusy nie przysłonią nam minusów”. Zawsze może być jeszcze lepiej, a unikatowych miejsc do obejrzenia w Szczecinie nie brakuje.
Trawestują słowa pewnego gigantycznego, przedwojennego przeboju, można by rzec: „Nie zwiedzać w taką noc, to grzech…”. W tym roku, w trakcie Nocy Muzeów, goście mogli obejrzeć np. dawną świetlicę stoczniową, gdzie doszło do sławnego spotkania robotników z I sekretarzem PZPR Edwardem Gierkiem w 1971 roku i w której podpisano Porozumienia Sierpniowe w 1980 roku.
Kolejne atrakcje czekały w Urzędzie Miasta i Urzędzie Wojewódzkim, gdzie można było obejrzeć gabinety prezydenta Szczecina i wojewody zachodniopomorskiego. Długo wymieniać listę atrakcji. Oferta jest coraz bogatsza i coraz bardziej interesująca. Ale przecież można ją ciągle ulepszać i powiększać. Wszystko przecież zależy od jakiejś ludzkiej decyzji. Wystarczy tylko trochę dobrej woli i pomysłu. Bo jak przecież śpiewał klasyk: „jak człowiek wierzy w siebie/ to cała reszta to betka/nie ma takiej rury na świecie/której nie można odetkać”.
W przyszłych edycjach Nocy Muzeów w Szczecinie może powinno się znaleźć np. zwiedzanie Miejskiej Izby Wytrzeźwień przy ulicy Dąbrowskiego. Oczywiście bez aktualnych pensjonariuszy tego najdroższego hotelu w mieście. Iloma legendami i mitami przecież obrosło to miejsce, ileż krzywdzących opinii na jego temat powstało, jakie tajemnice miało i ma skrywać. A tak, proszę bardzo, otwarte dla zwiedzających, można organoleptycznie zweryfikować opinie na temat tego „żłobka”. Na pewno znalazłoby się wielu takich, którzy chcieliby w końcu zobaczyć co czeka na tych, którzy przesadzali z ilością wprowadzanego elementu baśniowego do rzeczywistości (jak mawiał Jan Himilsbach). Oczywiście dla chętnych można przygotować jakieś atrakcje np. zimny prysznic.
Kolejny nowy obiekt w trakcie Nocy Muzeów mógłby chyba już udostępnić Zamek Książąt Pomorskich. Głównie chodzi o pomieszczenia po legendarnej restauracji, kawiarni i winiarni „Zamkowa”. Zniknęła ona z gastronomicznej mapy Szczecina po słynnej katastrofie budowlanej, do której doszło na Zamku w 2017 roku. Minęło osiem lat i chyba czas już najwyższy, żeby to miejsce zaczęło tętnić życiem. Wielu ze szczecinian nie widziało „Zamkowej” na oczy, a był to przecież bardzo przyjemny lokal.
W Noc Muzeów można byłoby także udostępnić pomieszczenia po innej sławnej restauracji na Zamku, czyli „Na Kuncu Korytarza”. Została ona zamknięta w 2023 roku po 23 latach bardzo owocnej działalności. Jakie były kulisy tej decyzji, to osobna i dramatyczna historia. Restauracja ta słynęła nie tylko z wybornych potraw i trunków, ale także sławnych bywalców (z kraju i zagranicy), którzy odwiedziwszy ją na ścianach lokalu zostawiali swoje autografy czy krótkie wpisy m.in. Zbigniew Wodecki, czy Sinead O’Connor. Niesamowita atrakcja a zamknięta na głucho. Restauracji nie ma. Ale być może nie popełniono gigantycznego błędu i nie zamalowano tych niezwykłych ściennych pamiątek! Jeżeli tak, to niechaj tego, który podjął taką decyzję czeka biegunka oraz obfite gazy, tyle razy, ile było autografów na ścianach „Na Kuncu Korytarza”.
W każdym razie na Zamku w tej chwili nie ma gdzie czegoś zjeść ani czego się napić. Tłumy turystów z całego świata przecierają oczy ze zdumienia dowiadując się o takim stanie rzeczy, zmarnowanych szansach i niewykorzystanych możliwościach. Podobno po zakończeniu wszystkich prac remontowych gastronomia ma wrócić na Zamek. Podobno nawet w tym roku. Jak mówi Pismo: „błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli”.












