Okazuje się, że ubiegłotygodniowy atak na fontannę w Podjuchach może nie być przypadkowy. Kolejny wodotrysk w regionie został potraktowany w ten sam sposób. Ta sprawa czeka na swojego porucznika Borewicza, kapitana Żbika lub lokalnego komisarza Wallandera.
Przypomnijmy – tydzień temu wszystkie lokalne media (i nie tylko) informowały o ataku na jedną z atrakcji Podjuch. Chodziło o wypełnienie pianą nieznanego pochodzenia fontanny w parku Wolności. Rada Osiedla Podjuchy uznała to za … żart, choć „czyszczenie fontanny i jej ewentualne ponowne uruchomienie to duże koszty”. Na razie jednak nic chyba nie wiadomo na temat sprawcy lub sprawców ataku na wodotrysk w Podjuchach. A tu pojawia się informacja ze Świnoujścia, gdzie dokonano podobnego czynu. „Fontanna przy ulicy Słowackiego została zanieczyszczona środkiem chemicznym, który spowodował wytworzenie gęstej piany. Instalację trzeba teraz całkowicie opróżnić i przepłukać”. Okazuje się, że świnoujska Straż Miejska zna podobne przypadki, które miały miejsce już wcześniej np. przy fontannach na ul. Chrobrego. I zaznacza, że sprawca (o ile uda się go wytropić, schwytać i zaprowadzić przed oblicze Temidy) będzie musiał odpowiedzieć za swój czyn i pokryć wydatki związane z naprawą. Co więc na to tajna agentura strażników miejskich – nikt nic nie wiedział, nikt nic nie wie? Może trzeba wyznaczyć nagrodę pieniężną, która pomoże w wykryciu sprawcy?
Ale okazuje się, że pianowe ataki na wodotryski zdarzały się również w Warszawie, Poznaniu czy Wrocławiu. Czyżbyśmy mieli więc do czynienia z nową modą, nową formą protestu społecznego, a może nowym trendem w sztuce np. pianoplastyką? Czy stoi za tym jedna osoba, czy też może to jakaś zorganizowana akcja? A może to zakrojona na całą Polskę kampania reklamowa jakiegoś nowego produktu np. przeciw wściekliźnie, albo jakiejś nowej produkcji TV lub przeboju kinowego? Wszystko jest możliwe.
W czwartek 21 sierpnia na piasku przy sopockim molo pojawił się ogromny wieloryb. Gigant wzbudził ogromne zainteresowanie plażowiczów – zaczęli robić zdjęcia telefonami, robić filmiki. A jak śpiewał przed laty Andrzej Rosiewicz, że „to nie są milicjanci, że to byli przebierańcy”. Bo okazało się, że zwierzę było jedynie bardzo realistycznym rekwizytem promującym pewien nowy polski serial w jednej ze stacji TV – „dramatu rodzinnego z kryminalną intrygą”. Jego producent ogłosił nawet konkurs na imię dla wieloryba. Skandal! Tak sobie z ludzi zakpić! Na tych filmowców to żadnej kary nie ma! Każdą świętość zbeszczeszczą! Były dwie ekranizacje „Znachora – przedwojenna i powojenna, obie dobre. To im się trzeciej zachciało! Były dwie „Lalki” – film i serial, to im się kolejnych dwóch zachciało! Ciekawe czy podniosą rękę na np. „Czterech pancernych” albo „Potop”? Bo na nowych „Krzyżaków” już się szykowali.
To może więc te ataki na wodotryski to reklama trasy koncertowej jakiegoś pianisty, pianowych pojedynków w oktagonie, kontrowersyjnego polityka uwielbiającego bić pianę, gwiazdy muzyki pop, która najlepsze lata ma już za sobą, jakiegoś nowego browaru, który chce wejść na rynek, albo producentów pianki budowlanej lub jakiegoś spożywczego wyrobu z pianką? Przed wejściem do siedziby pewnej służby wywiadowczej widnieje napis: „nic nie jest takie, jakby się mogło wydawać”. Co więc się kryje za pianowymi atakami na fontanny m.in. na Pomorzu Zachodnim? Póki co, chyba powinna powstać jakaś lokalna inicjatywa, obywatelska, oddolna, obrońców lub stróżów naszych wodotrysków. Albo „zrzutka” na jasnowidza.