Senator KO, Stanisław Gawłowski, ogłosił z dumą: „Z kolejowych przewozów pasażerskich w 2025 skorzystało niemal 439 mln pasażerów‼️To rekord💪. Liczba ta w następnych latach będzie rosła. Tak przewidywane są główne kierunki przejazdów osobowych w Polsce w 2050 r.” 439 milionów pasażerów. Rekord. Duma. Uniesiona brew i jeszcze wyżej uniesiona statystyka.

Gdyby tak na chwilę oderwać się od torów realizmu i spojrzeć na Europę z lotu ptaka, okazuje się, że na naszym kontynencie mieszka około 744 (zgodnie z danymi statystycznymi) milionów ludzi. Prosta matematyka podpowiada, że 439 milionów to niemal 60 procent całej populacji Europy. Czyli – idąc tropem entuzjastycznej narracji – co drugi Europejczyk wsiadł do pociągu w Polsce. A niektórzy pewnie dwa razy, bo przecież ktoś musiał wrócić.
Wyobraźmy to sobie: Portugalczyk przesiadający się w Kutnie, Grek podziwiający krajobrazy pod Iławą, Szwed z kanapką jajeczną w Regio do Hrubieszowa. Oczywiście jest pewien drobiazg. Taki malutki szczegół, jak różnica między „liczbą pasażerów” a „liczbą sprzedanych biletów”.
Bo 439 milionów pasażerów to nie 439 milionów unikalnych ludzi. To 439 milionów przejazdów. Czyli – mówiąc mniej poetycko – sprzedanych biletów albo zarejestrowanych podróży. Jedna osoba dojeżdżająca codziennie do pracy generuje rocznie kilkuset „pasażerów”. Student kursujący między domem a uczelnią – podobnie. Turysta z przesiadką? Już mamy dwa, trzy, cztery wpisy do tabelki.
Statystyka nie kłamie. Ona po prostu bardzo lubi, gdy się ją odpowiednio ustawi do zdjęcia.
W tym sensie senator niczego nie wymyślił. 439 milionów przejazdów to rzeczywiście imponująca liczba. Świadczy o tym, że kolej żyje, że ludzie jeżdżą, że tory nie rdzewieją wyłącznie od konferencji prasowych. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy liczba zaczyna żyć własnym życiem – oderwana od kontekstu, pompowana dumą, podawana tak, jakbyśmy właśnie stali się kolejowym centrum wszechświata.
Między „439 milionów przejazdów” a „439 milionów ludzi” jest dokładnie taka sama różnica, jak między „mam kartę na siłownię” a „jestem olimpijczykiem”.
Polityka ma to do siebie, że kocha wielkie liczby. Miliony brzmią lepiej niż „wzrost o 7 procent”. Rekord brzmi lepiej niż „kontynuacja trendu”. A wizja roku 2050 zawsze wygląda dobrze – zwłaszcza że niewielu wyborców sprawdzi wtedy, czy wszystko poszło zgodnie z grafiką.
Może więc zamiast przewozić pół Europy jednym wpisem, wystarczyłoby powiedzieć: „Polacy coraz częściej wybierają kolej. To dobry kierunek.” Bez wykrzykników. Bez napompowanego balonu.
A gdyby ktoś miał wrażenie, że to przypadek odosobniony, warto przypomnieć, że w statystycznym rozmachu senator nie jest samotnym maszynistą. Pisaliśmy już wcześniej o podobnej kreatywności przy okazji rowerowych sukcesów Pomorza Zachodniego. Tam również liczby robiły wrażenie – 1,8 mln „rowerzystów” – dopóki nie zajrzało się do metodologii i nie okazało, że chodzi o przejazdy, a nie unikalne osoby. Mechanizm jest ten sam: jedna osoba liczona wielokrotnie, efekt marketingowy murowany. I znów – sukces jest realny, infrastruktura istnieje, ludzie jeżdżą. Lecz gdy statystyka przestaje być informacją, a zaczyna być narracją… wygląda to bardziej zabawnie, niż wiarygodnie.
1 680 514 rowerzystów na Pomorzu Zachodnim – ściema czy rzeczywistość? Matematyka ma tu swoje zdanie












