Już wiadomo jakie pomysły złożono do Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego 2026. I trawestując słynny przebój Wojciech Gąsowskiego aż się chce zaśpiewać: „gdzie się podziały tamte projekty?”. Jakie? Te sprzed lat, które pokazywały, że fantazja w narodzie nie ginie. Jeden z nich – kolekcja butelek pt. „Szczecińskie marzenia” znalazł się wśród najnowszych pomysłów do SBO.
Oczywiście, bardzo dobrze, że mieszkańcy zgłaszają projekty poważne, odpowiedzialne, potrzebne, a nawet niezbędne, przynoszące niezaprzeczalne korzyści społeczności i poprawiając stan oraz widok grodu Gryfa. I zawsze tak było. Ale wśród nich pojawiały się też takie, które zadziwiały tematyką i pomysłowością. Co nie znaczy, że nie miały szansy na realizację. Tak było np. z pomysłem budowy pomnika Krzysztofa Jarzyny ze Szczecina – „szefa wszystkich szefów”. Jakiż to był sensacyjny i kontrowersyjny pomysł, jakie emocje wzbudził, jakie gorące dyskusje się toczyły w mediach i nie tylko (a może były i bijatyki, bo u nas przecież każdy powód jest dobry, żeby komuś dać w mordę), a potem boje o tę rzeźbę, jakie działa wytaczano „za” i „przeciw” postumentowi.
Pomnik stanął, Krzysztof Jarzyna ze Szczecina ma się dobrze na Łasztowni, turyści chętnie sobie z nim strzelają „fotki”, mamy fajną atrakcję. Były też pomysły kompletnie oderwane od rzeczywistości, o których mówiła cała Polska i nie tylko, szalone, a nawet szokujące, budzące często uśmiech politowania oraz zażenowania. Według wielu stawiały one mieszkańców Szczecina w bardzo złym świetle i narażały na drwiny oraz wyzwiska. Tak było z projektem „budowy na planie pentagramu i cyfr 666 instalacji artystycznej rogatego bóstwa Baphometa lub jak kto woli Szatana, znanego z wielu rzeźb i malowideł umieszczonych w kościołach”. Instalacja ta, według pomysłodawców, miała powstać w centrum miasta. Siły Ciemności poniosły klęskę, instalacje nie przeszła. I tu apel do ewentualnych naśladowców. Jak mawiał pewien polityczny polski klasyk: „nie idźcie tą drogą”.
Teraz opublikowano najnowsze propozycje w kolejnej edycji Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego. Jeśli przejdą pozytywnie kolejne etapy weryfikacji, będą miały szansę zostać zrealizowane dzięki środkom z budżetu miasta. Wśród 198 pomysłów znalazł się i taki o lżejszym ciężarze gatunkowym niż np. budowa dróg, parków czy parkingów, choć trzeba przyznać, że kosztowny. Chodzi o nowy element promocji Szczecina. Tym razem ma nim być unikalna kolekcja… szklanych butelek – „Szczecińskie marzenia” inspirowanych morskimi i historycznymi symbolami miasta. Według autorki „projekt ma na celu budowanie dumy mieszkańców z przynależności do Szczecina, zwiększenie rozpoznawalności miasta wśród turystów oraz promowanie zrównoważonego rozwoju poprzez wykorzystanie materiałów ekologicznych”.
Ten trwały symbol miasta miałby zaistnieć w postaci czterech wzorów butelek – dwóch po 250 ml o nazwach „Latarnia morska” i „Żaglówka” oraz dwóch po 500 ml – „Latarnia morska z fokami” oraz „Żaglowiec z napisem „Szczecin”. Butelki miałyby być dystrybuowane nieodpłatnie podczas wydarzeń miejskich, festiwali, wystaw, wizyt delegacji oraz w punktach informacji turystycznej na terenie całego Szczecina. „Kolekcja będzie dostępna dla wszystkich zainteresowanych mieszkańców – zarówno dorosłych, dzieci, seniorów, jak i osób z niepełnosprawnościami – bez żadnych ograniczeń czy opłat. Butelki będą również przekazywane instytucjom miejskim (np. szkołom, bibliotekom, domom kultury) oraz organizacjom lokalnym, co zapewni szeroki dostęp do efektów projektu w różnych częściach miasta”. Łączny koszt (projekt, forma, produkcja butelek oraz transport do Szczecina), to milion złotych!
Czy pomysł zyska uznanie w oczach weryfikatorów? Zobaczymy. Ale za to już można sobie wyobrazić falę komentarzy na ten temat, że np. dobrym uzupełnieniem tego projektu byłoby stworzenie szklanek lub kufli ze szczecińskimi elementami (do tego paprykarz oraz napoje od lokalnych producentów i mamy komplet). Niewykluczone, że jakiegoś nowego znaczenia mogłaby nabrać popularna „gra w butelkę”, magicy mogliby wzbogacić swoją ofertę o „dżina ze szczecińskiej butelki” (np. „ducha z Wałów Chrobrego”), a koneserzy o pewien szlachetny trunek, czyli „gin ze szczecińskiej butelki” (tak, tak, wiadomo, jest już szczeciński gin, ale nie ze szczecińskiej flaszki).
Takie butelki mogą być (dla żartownisiów) niezastąpionym prezentem na komunię, chrzciny, wesela, imieniny i urodziny lub jako souvenir dla nielubianych członków rodziny. Po napełnieniu ich czystą i krystaliczną wodą z Odry lub piaskiem z okolic Wałów Chrobrego mogą być czarującą pamiątką („znad morza”) dla znajomych z innych części kraju. Dzięki nim być może zyskałaby oferta Poczty Polskiej w postaci promocyjnej propozycji pt. „list w butelce”. Niewykluczone też, że znalazłoby się paru „bystrych”, którzy próbowaliby oddać je do skupu butelek, aby w ten łatwy sposób „przytulić” parę groszy, albo pokusić się o „opchnięcie” ich na giełdzie w Przecławiu.
W każdym razie jest pewien pomysł uatrakcyjnienia Szczecina. Tylko czasami jest tak, że ktoś ma dobre chęci i zamiary, a potem z powodu różnych, niekoniecznie „pięknych okoliczności przyrody”, wychodzi inaczej niż zamierzano. Trzeba więc ten projekt dokładnie rozważyć. Żebyśmy nie wylądowali z nim jak Himilsbach z angielskim, albo zostali „nabici w butelkę”.












