Dyniowe-horrorystyczne szaleństwo już nadciąga. Mało tego, rozwija się w błyskawicznym tempie. Kontrofensywa Kościoła jest grubo spóźniona i wydaje się, że już tego nie powstrzyma. Gdzie się człowiek nie obróci, tam może się potknąć o dynię, a stacje telewizyjne zaczęły „puszczać” całe bloki horrorów. Tylko po co? Jak ktoś chce przeżyć prawdziwy horror, to wystarczy pójść w niedzielę handlową do którejś z galerii handlowych, obejrzeć rachunki za gaz i prąd, obejrzeć polską komedię romantyczną lub włączyć serwisy informacyjne w tv.
Na razie tylko w warzywniakach większość miejsca zajęły dynie, we wszelkich rozmiarach i kolorach. Ale najprawdopodobniej w ciągu najbliższych godzin epidemia owa rozprzestrzeni się po sklepach i dyskontach spożywczych. Dotarła już do lokali gastronomicznych w których można zamówić m.in. przekąski, zupy z dyni w tysiącach odmian, dyniowe potrawy główne i desery. Brakuje tylko wódki – „dyniówki”, wina dyniowego, nalewek na dyni albo bimbru – „Dyniowego Ducha Puszczy” albo „Dyniowego Ducha Ogródka”. Ale być może jakieś tzw. kraftowe wyroby alkoholowe z tym warzywem w roli głównej już krążą gdzieś po knajpach. Halloween, to oczywiście także imprezy towarzyskie których głównym elementem, oprócz „spacyfikowania się” mało lub wysokoprocentowymi trunkami, jest efektowne przebranie , pasujące do konwencji tego „święta”. Kościotrup, mumia, czarownica, upiór, wampir, strzyga, wilkołak, Lord Voldemort, komornik, członkowie jednej z partii politycznych (a zwłaszcza kilku kluczowych jej przedstawicieli o których niektórzy mawiają, że zobaczysz ich raz a bezsenność oraz wizyty u psychoterapeuty masz zapewnione do końca życia), Godzilla oraz prezydent pewnego państwa są już nieco „passe”.
Za co się więc przebrać w tym roku? Oczywiście, jak zwykle, strój musi odzwierciedlać nasze strachy, fobie, lęki i obsesje. Do popularnych przebrań halloweenowych w tym sezonie, jak podpowiadają eksperci, może należeć m.in. Pingwin (ale nie ten Pik Pok z uroczej bajki, tylko ten z najnowszego serialowego przeboju jednego z serwisów filmowych), Joker (w tym przypadku strojem jest sam wyraz twarzy, wystarczy więc zjeść coś zepsutego i chwilkę poczekać na efekty a potem umiejętnie je podtrzymywać serwując kolejne dawki nieświeżego pokarmu), Ruski Agent, Sztuczna Inteligencja (w tym przypadku trzeba się popisać własną inteligencją), Galopująca Bieda (to dla lubiących jogging) oraz Szef Psychopata (w tym przypadku wystarczy przyozdobić twarz zdjęciem „fizys” Hitlera albo Stalina, czy innego znanego szaleńca a tych przecież nie brakuje i wszyscy od razu będą wiedzieć o co chodzi).
Jak zwykle w Halloween „w miasto” ruszą także dziecięce tabuny, które pod pozorem niewinnego, na pozór, zapytania” „cukierek albo psikus” spróbują po raz kolejny wymusić słodycze. Podobno wiele osób decyduje się już na szybkie pożyczki – „chwilówki” albo mikro kredyty, aby stanąć na wysokości zadania i zadowolić coraz wybredniejsze dziecięce gusta czymś odpowiednim, spełniającym ich ciągle rosnące oczekiwania (a nie jakimiś tam „krówkami” czy „zozolami”) nie chcąc narazić się na jakiś „psikus” albo choćby tylko kilka soczystych słów, które kiedyś rzadko słyszało się z ust dorosłego, a teraz są codziennością u coraz młodszych. Nie twierdzę, że wszystkie dzieci są takie. Ale czasy teraz takie, że lepiej stosować w tym przypadku zasadę ograniczonego zaufania oraz domniemania niewinności. Tym, co nie chcą ulec presji albo cukierkowemu szantażowi pozostaje tylko zamknąć szczelnie drzwi, wyłączyć światło, telewizor i inne urządzenia oraz nie kichać, nie kaszleć, zrobić „na zapas” siku i „dwójkę”, wstrzymywać oddech, nie jeść, nie pić. Po prostu zrobić wszystko, aby wyeliminować jakiekolwiek elementy mogące wskazywać, że ktoś żywy jest w domu. Czy słyszysz upiorny jęk strzygi i złowieszczy krzyk kruka? To Hallooween do naszych drzwi za chwilę zapuka!












