Wystarczyła wizualizacja pewnego budynku, aby wielu mieszkańców stolicy Pomorza Zachodniego rzuciło się sobie do gardeł. Na szczęście (chyba?) tylko w przenośni. Choć podobno w piątkowy i sobotni wieczór w paru lokalach gastronomicznych oraz w kilku domach przy niedzielnym obiedzie – między rosołem a schabowym doszło najpierw do gwałtownych utarczek słownych, które w efekcie przekształciły się w mordobicie.
A wszystko to przez jeden projekt. Choć bardzo ważnego obiektu dla miasta i jego mieszkańców. Dodajmy, że budynku, w którym ulokowana ma zostać instytucja w 100-procentach kulturalna i to z gatunku tej tzw. kultury wysokiej. Ale odzew jaki wzbudził ów projekt, szczególnie w komentarzach i opiniach w mediach społecznościowych, w wielu przypadkach z kulturą nie miał zbyt wiele wspólnego.
Sławny błazen króla Zygmunta Starego – Stańczyk już przed wieloma wiekami udowodnił, że w zasadzie wszyscy znamy się na medycynie. A tym, którzy jeszcze pozostawali w niewiedzy pod tym względem przyszedł z pomocą wynalazek Szatana, czyli Internet oraz wybitny specjalista wszechnauk lekarskich Dr Google. Ale wiedza Stańczyka okazuje się być nieco niepełną. Bo my znamy się przecież na wszystkim. Wystarczy wejść na Facebooka. Okazuje się, że niektórzy wiedzą wszystko, o wszystkim i o wszystkich. Nieważne czy chodzi o metody kiszenia ogórków czy fizykę molekularną. Wiedzą najlepiej i już! I co im zrobisz?
W tym tygodniu nastąpiła prawdziwa eksplozja, wysyp, Niagara, erupcja (niepotrzebne skreślić – przyp. aut.) kanapowych znawców wszystkiego. Tym razem zajęli się oni ww. projektem. Czego on dotyczy? Nowej siedziby szczecińskiego Teatru Współczesnego, która ma powstać na Łasztowni. I okazuje się, że architektów ci u nas dostatek. Oczywiście, trudno ludziom zabronić mieć własne zdanie na ten temat. Ale niektórzy swoimi wpisami, cytując słowa prezydenta Francji Jacquesa Chiraca: „zmarnowali okazję, żeby siedzieć cicho”. Ale może z drugiej strony członkowie jury wybierającego projekt mylili się? Przecież „nobodys perfect”, a „vox populi – vox Dei”. „Ot, zagrźęźli my, a czort karty rozdaje” – powiedziałby w takim przypadku Kazimierz Pawlak z „Samych swoich”.
Pewien były szczeciński polityk na Facebooku zaproponował pewne rozwiązanie tej sprawy: „Czy decydować powinni mniej lub bardziej uznani znawcy architektury, a najlepiej autorzy innych ikon architektury? Czy też, podatnik/użytkownik? A może ostateczna decyzja powinna być pochodną werdyktu fachowego sądu konkursowego, wytłumaczenia „suwerenowi” uzasadnienia tego wedyktu, a na końcu jakiejś formy konsultacji społecznych?”. Jest to jakiś pomysł. Jakaś forma zaprezentowania swojego stanowiska poprzez głosowanie. Choć pewnie zaraz pewnie pojawi się kwestia rodem prosto z „Rejsu” Marka Piwowskiego – jaką metodę wybrać?
„Stwierdzam, że głosowanie, które tu się odbywa w poważnych instytucjach, uważane byłoby za nieważne. Są trzy metody głosowania. Pierwsza przez aplauz. Znaczy, że wszyscy głosują. Druga metoda… Kulkami. Są kulki czarne i czerwone, które otrzymuje każdy głosujący… Yyyy… Przepraszam białe i czarne, które otrzymuje każdy głosujący… Czarna za – lub odwrotnie: czarna za… Yyyy… Czarna przeciw – biała za lub odwrotnie. Jest trzecia metoda przez podniesienie rąk. Ta metoda jest najdoskonalsza.
– No świetnie, ale jaką metodą wybierzemy metodę głosowania?”
I jeszcze jeden filmowy cytat, idealnie pasujący do kanapowych ekspertów różnej maści: „Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza, że właśnie moja racja jest racja najmojsza!” – „Dzień świra” reż. Marek Koterski.