Home Felietony  Dyby i pręgierz
Felietony 

Dyby i pręgierz

145

W latach 80. ubiegłego wieku wielkim przebojem na świecie stała się piosenka zespołu Hot Chocolate pt. „It started with a kiss”, czyli „Zaczęło się od pocałunku”. Historia z ostatniej soboty zaczęła się równie uroczo – od krokusa, ale kto wie jak się zakończy? W ten piękny, słoneczny dzień na ulicy nagle spotkałem znajomego. Spokojny, stateczny obywatel, przykładny mąż i ojciec, dobry obywatel, patriota, sumienny pracownik, miłośnik zwierząt, przyrody i zespołu Abba. Ot, taki jakich wielu. Ale tym razem wyglądał nieco inaczej. Jak pisał poeta „wzrok jego dziki, suknia plugawa, włos rozwiany, nie przyłożysz go dziś do rany”. Gdy tylko mnie ujrzał zaczął wykrzykiwać.

– Trzeba coś z tym zrobić ! Natychmiast!

I nie czekając na moją odpowiedź, miotając szczodrze wyrazami powszechnie uznanymi za wulgarne, zaczął opisywać to, co go wyraźnie zbulwersowało. Otóż jest wielkim wielbicielem jednej z nowych wizytówek Szczecina – „kwitnących krokusowych dywanów”, które, gdy zrobi się ciepło, można podziwiać w różnych częściach miasta. Na masową skalę zaczęto sadzić te kwiaty w 2004 roku. Wtedy na Jasnych Błoniach posadzono 30 tys. cebulek krokusów. Z biegiem czasu okazało się, że największe wrażenie sprawiają te w kolorze fioletowym. Dlatego sadzi się ich najwięcej. Przybywało miejsc w mieście z krokusami m.in. na skarpach Wałów Chrobrego – trafiło tam kilkaset tysięcy cebulek, 250 tys. przy Trasie Zamkowej, kolejne w Alei Kwiatowej i wielu innych. Ale razem z krokusami pojawiła się także nowa plaga – pseudo miłośników tych kwiatów, którzy, pomimo zakazu, wchodzą w nie chcą np., zrobić atrakcyjne zdjęcia albo chcąc pokazać swoim pociechom jak wygląda krokus z bliska. Chodzą po nich, depczą, zrywają, a nawet kładą się na nich. Grozi za to 500 zł mandatu od Straży Miejskiej lub grzywna w sądzie w wysokości tysiąca złotych. Ale to nie odstrasza kolejnych „wielbicieli” krokusów”. I o nich właśnie opowiadał mi znajomy wyrzucając z siebie zdania z szybkością karabinu maszynowego marki Maksim.

– Łażą po tych krokusach jak krowy po łące! Klękają na nich, kładą się, jakieś durnowate pozy i miny przybierają szczerząc się do „komórkowych” selfie. Ale nikt nie pomyśli, że krokusy to nie „Feniks z popiołów”! Przygniecione, zgniecione, zdeptane umierają. Bo ktoś chce mieć ładną „fotkę” albo w niektórych z nich nagle obudziła się miłość do piękna i przyrody. Szkoda tylko, że kosztuje ona tak wiele. A mandaty i grzywny nic nie pomagają  – zdania pełne pasji fruwały w powietrzu. A potem, wzburzony wielce, wysyczał złowróżbnie patrząc mi prosto w oczy.

– Ale ja wiem co zrobię. Do najnowszego budżetu obywatelskiego dla miasta Szczecina zgłoszę projekt ustawienia w kilku punktach miasta pręgierzy oraz dyb!

– Nikt w to nie uwierzy – zaoponowałem nieśmiało.

– Nikt w to nie uwierzy dopóki nie trafi  pod słupy pręgierzy! Kandydatów jest wielu. Ci wszyscy niszczyciele krokusów, przemocowcy, pijani kierowcy, nastoletni bandyci, złodzieje okradający sklepy, wyłudzacze pieniędzy „na wnuczka”, „mięśniaki” którym wydaje się, że są bogami, chamscy rowerzyści i podobni im ci od hulajnog, jak ich  właściwie nazwać – hulajnodzy a może hulajnogowie? O kolejka do pręgierzy i dyb na pewno będzie długa! – krzyczał znajomy na pół ulicy z zapałem renesansowego Savonaroli. I zabrzmiało to wszystko jak hasła i program wyborczy. Znajomy jakby mi czytał w myślach.

– A jak projekt nie przejdzie, to założę ruch społeczny lub ugrupowanie polityczne „Pręgierz i Dyby”, w skrócie PiD !

Postanowiłem ostudzić nieco emocje.

–  Ale jest już pewna forma takiego piętnowania społecznego np. Facebook lub Twitter. Ludzie tam prezentują naganne zachowania a czasami nawet i sprawców.

– To za słabo, za rzadko! – ripostował znajomy.

– No dobrze. Ale PiD? Trochę to brzmi jak Brat Pitt. Niektórzy mogą pomyśleć, że to fan club aktora albo „skarbówki” – próbowałem, jak to mawiają politycy, nieco zmienić ton narracji.

– No to „Dyby i Pręgierz” w skrócie DiP. Wie Pan, taki rodzaj sosu do potraw. Ale w tym przypadku bardzo ostrego, bezkompromisowego, bezlitosnego, wypalającego piekielnym bólem każde bezeceństwo lub łamanie prawa! Mam nawet taki szybki pomysł na gadżet reklamowy – saszetki z sosem stworzonym na bazie najostrzejszych papryczek np. jalapeno lub piri piri! Szkoda, że nie wpadłem na to wcześniej. Zdążyłbym na wybory samorządowe. Najpierw Rada Miasta i sejmik a potem kto wie… – rozmarzył się znajomy.

A ja szybko się z nim pożegnałem, czując, że chyba spotkałem lokalnego dr Frankensteina, który być może stworzy kolejnego potwora na polskiej scenie politycznej. A wszystko przez deptających krokusy.

Powiązane artykuły

Felietony 

Wierzę w wieże

„Nie mamy gór, ale mamy fajne widoki z chmur” – takie hasło...

Felietony Kultura

Głośnia, Marcin i taadaam!

Czwartkowy wieczór, Piwnica Kany. Wchodzę w gronie znajomych. Wewnątrz kilkanaście osób krząta...

Felietony Motoryzacja

Wolno tu parkować, czy nie wolno parkować? – oto jest pytanie!

Zamieszczone powyżej zdjęcie zostało wykonane przy ul. Czarneckiego w Szczecinie. Cóż na...

Felietony 

Szczecin balonowo – mangowo – palmowy

Mieszkańcy Grodu Gryfa nie zawiedli. W kolejnej edycji Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego, obok...