Home Felietony  Coraz mniej „Znachora” przy świątecznym stole
Felietony 

Coraz mniej „Znachora” przy świątecznym stole

171

To zatrważające wieści, które niektórym mogą popsuć tegoroczny Wielkanocny czas. Chodzi o kultowego „hiciora” wszystkich polskich świąt od wielu lat, czyli „Znachora”- ekranizację przedwojennej, bestsellerowej powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, w reżyserii Jerzego Hoffmana z Jerzym Bińczyckim w głównej roli wybitnego lekarza profesora Rafała Wilczura i jego skomplikowanych życiowych losów. Zdradzony przez żonę, napadnięty przez bandytów traci pamięć. Po latach wędrówek po wsiach i miastach II Rzeczpospolitej jako fizyczny pracownik najemny trafia do pewnej osady na Kresach. I tam zostaje sławnym znachorem.

Wszyscy ten film w Polsce wiedzieli przynajmniej raz. Podobno jeden z  hydrologów próbował zbadać ile łez popłynęło z polskich oczu w trakcie śledzenia historii profesora Wilczura, panny Marysi i bogatego hrabiego Czyńskiego. Nie udało się. Nie pomogły żadne symulacje komputerowe ani sztuczna inteligencja. Bo to oceany łez. Nie dziwi więc, że stacje telewizyjne przypominają ten film i katują nim boleśnie Polaków przy okazji każdych świąt. Nie dziwi więc także, że do takiej sytuacji dochodzi przy okazji Wielkiejnocy. I tak w ubiegłym roku w święta, czyli od piątku do poniedziałku film Hoffmana można było zobaczyć  11 razy (!) na kilku kanałach TV. Można więc było się spodziewać, że w tym roku zostanie osiągnięty rekord i może „Znachor” trafi także do Księgi Guinnessa pod względem ilości odtworzeni w TV. Nic bardziej mylnego. Tak, tak, wiem, że może niektórych ogarnąć zdziwienie, zdumienie a nawet zgorszenie i oburzenie. Ale w tym roku „Znachor” w TV pojawi się tylko 7 (słownie: siedem razy)! Raz w sobotę, dwa razy w niedzielę i cztery razy w poniedziałek. Oczywiście w różnych stacjach telewizyjnych. Komu na tym zależało i kto za tym stoi – pytamy! Bo już pojawiły się pierwsze teorie spiskowe. Nie będziemy ich przytaczać w całości, bo trochę szkoda miejsca i czasu. W wielkim skrócie – oczywiście to wina Unii Europejskiej, Tuska, Żydów, cyklistów,  masonów, ekologów, społeczności LGBT, szatanistów, płaskoziemców, kosmitów, antyszczepionkowców, komunistów, Palikota, rolników blokujących drogi, Kaczyńskiego, TVN-u, Putina, Trumpa, zbieraczy złomu i Eskimosów(niepotrzebne skreślić). Ktoś zapyta a dlaczego Eskimosów? Odpowiedź: a dlaczego nie? Fakt jest jednak faktem. Zmniejszono liczbę emisji „Znachora”. To niepokojący trend.

Nie wiadomo także jak wygląda sytuacja z pozostałymi dwoma obrazami, które zawsze znajdowały swoje miejsce na filmowo – świątecznym podium, czyli „Panu Wołodyjowskim” oraz „Potopie”. Oba również w reżyserii Jerzego Hoffmana. Bo być może również zmniejszono liczbę ich emisji podczas tegorocznej Wielkanocy. A jak tu się skupić podczas świątecznego śniadania, nad np. białą kiełbasą z chrzanem nie łypiąc jednym okiem na telewizyjny ekran na którym właśnie nadziewany jest na pal okrutny Azja Tuhajbejowicz z rybami siną barwą kłutą na piersiach ? Albo jak strawić  świąteczny obiad np. jakieś soczyste pieczyste, którego nie ozdobi scena przypiekania żywym ogniem boczków panu Andrzejowi Kmicicowi przez zdrajcę Kuklinowskiego? A jak nad stołem zastawionym suto mazurkami, makowcami i babami piaskowymi, które koniecznie trzeba popchnąć kilkoma kieliszeczkami dobrego wina lub nalewki nie uronić łzy na dźwięk słów Oleńki Billewiczówny: „Jędruś, ran Twych nie godnam całować”, albo kiedy Mały Rycerz prosi, aby przekazać Baśce, że jego śmierć w podziemiach kamienieckiej twierdzy, to „nic to”? Te trzy filmy to także wspaniały pretekst do świątecznych rozmów o życiu i naszych codziennych problemach np. na przykładzie prof. Wilczura można poruszyć zagadnienie stanu polskiej służby zdrowia i coraz bardziej popularnych alternatywnych metod leczenia proponowanych przez różnego rodzaju szamanów, magów, szeptuchy, czy innych uzdrowicieli, na przykładzie Kmicica i wybaczeniu jego win na pewno ciekawa będzie dysputa o systemie ułaskawiania niektórych osobników przez prezydenta RP, a patrząc na losy Pana Wołodyjowskiego można głęboko zastanowić się nad stanem polskiej armii oraz czy nie przywrócić obowiązkowego poboru do wojska, bo aktualny skład naszych sił zbrojnych, dla niektórych przypominający pospolite ruszenie sprzed wieków, może nie wystarczyć do obrony naszych granic. I tak w przyjemny i pożyteczny sposób, dzięki trzem filmowym klasykom, możemy spędzić święta. Bez awantur, odgrzebywania starych waśni i rozdrapywania rodzinnych ran prowadzących zazwyczaj do mordobicia i wyzwisk, szlajania się po knajpach, czy też uchlewania się pod pretekstem Śmigusa Dyngusa.

 

 

Powiązane artykuły

Felietony 

Wierzę w wieże

„Nie mamy gór, ale mamy fajne widoki z chmur” – takie hasło...

Felietony Kultura

Głośnia, Marcin i taadaam!

Czwartkowy wieczór, Piwnica Kany. Wchodzę w gronie znajomych. Wewnątrz kilkanaście osób krząta...

Felietony Motoryzacja

Wolno tu parkować, czy nie wolno parkować? – oto jest pytanie!

Zamieszczone powyżej zdjęcie zostało wykonane przy ul. Czarneckiego w Szczecinie. Cóż na...

Felietony 

Szczecin balonowo – mangowo – palmowy

Mieszkańcy Grodu Gryfa nie zawiedli. W kolejnej edycji Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego, obok...