Czy sławna zaginiona Bursztynowa Komnata może znajdować się niedaleko Kołobrzegu lub Rogowa? A może jest w okolicach Szczecina? Nie mamy Złotego Pociągu, ale chyba znalazłoby się kilka skarbów do odkrycia i tajemnic do wyjaśnienia. A nawet jakby ich nie było, to czas jakieś znaleźć.
Wakacyjny tzw. sezon ogórkowy w mediach i internecie w pełni. Wróciły oczywiście „paragony grozy” z knajp nad morzem i w górach, sex nie tylko „on the beach”, pojawiła się „afera kiblowa”, czyli gigantyczne ceny za skorzystanie z niewielu przyplażowych toalet oraz powszechny płacz i zgrzytanie zębami przez właścicieli nadmorskich oraz górskich pensjonatów – na pogodę i brak turystów jakoś pomijając ceny swoich usług. Dziwne, że się dziwią. Jeden z portali informacyjnych porównał koszt spędzenia weekendu dla dwóch osób w Mielnie i Dubaju. Wyszło, że w Dubaju taniej.
Niektóre media zaczęły za to przebąkiwać o powrocie Złotego Pociągu na Dolnym Śląsku. Za chwilę mają ruszyć ponowne poszukiwania, bo pojawiła się grupa eksplorerów, którzy twierdzą, że na 100 procent wiedzą gdzie są ukryte jego wagony. Może są, a może nie ma. W każdym razie jest sensacja, są emocje, coś się dzieje i „ahoj przygodo!”.
Być może znowu lasy w okolicach Świdnika i Wałbrzycha zapełnią się poszukiwaczami i turystami żądnymi rozrywki. Lokalni handlowcy podobno zamawiają transport łopat, kilofów, alkoholu i zagrychy spodziewając się tłumów osobników żądnych czynów i skarbów. Może powinniśmy pójść tym tropem?
Co prawda na Pomorzu Zachodnim jest trudno o Tani Pociąg (biorąc pod uwagę ceny biletów ze Szczecina w inne regiony kraju), a co dopiero mówić o Złotym Pociągu. Ale może warto byłoby pomyśleć o jakiejś cennej zagadce, która przyciągnęłaby tabuny turystów, nie tylko polskich oczywiście. Czymś takim mogłaby być np. Bursztynowa Komnata. Skarb w sam raz – zaginiony, bardzo cenny i międzynarodowy. Nie ma się co krzywić ani śmiać, bo są pewne ślady Komnaty, które prowadzą na Pomorze Zachodnie. A niewielu o tym chyba wie.
Bursztynową Komnatę wywieziono z Królewca pod koniec II wojny światowej. Tyle wiadomo. Od 80 lat wielu szukano jej w różnych zakątkach globu, ale przede wszystkim na Dolnym Śląsku i w południowych Niemczech. Bo tam właśnie, jak twierdzą specjaliści, miała trafić. Ale hola, hola. Przecież droga z Królewca na Dolny Śląsk nie była taka prosta. Po drodze czyhało mnóstwo niebezpieczeństw. Wcale więc nie musiała dotrzeć na południe. Mogła się zagubić gdzieś po drodze. A dlaczego nie na Pomorzu Zachodnim?
Jeden ze śladów prowadzi do okolic Kołobrzegu – lotniska wojskowego w Bagiczu. Na początku 1945 roku miało na nim dochodzić do wielu tajemniczych lądowań i startów. Może trafiła tam Komnata w drodze z Królewca? Może jest w lotniskowych podziemiach? A może tajemnicę Komnaty skrywa dno jeziora Resko Przymorskie k. Rogowa. Znajdowało się tam wojskowe lotnisko morskie. Na jeziorze lądowały często niemieckie wodnopłaty Luftwaffe. A w czasie walk o okolicach Mrzeżyna i Rogowa doszło do pewnego ciekawego zdarzenia. Ale są jego dwie wersje. Pierwsza – na jeziorze wylądował ciężki wojskowy samolot transportowy żeby uzupełnić paliwo. Kiedy startował został ostrzelany przez radziecką artylerię. Trafiony runął do jeziora. Druga wersja – na pokładzie samolotu miał znajdować się dobrze strzeżony ładunek. Po uzupełnienie paliwa i starcie pojawiły się radzieckie samoloty. Trafiony, wypełniony ładunkiem samolot runął do jeziora i błyskawicznie zatonął. Rosjanie twierdzili, że Niemcy nie bacząc na trwający ostrzał, próbowali wyciągnąć go z jeziora. Nie udało się. W sierpniu 1946 roku Rosjanie sami próbowali wydobyć samolot z wody. Przełamał się on jednak na pół a z kabiny wypłynęło ciało w generalskim mundurze. Potem jeszcze kilkukrotnie ponawiano poszukiwania. Znaleziono m.in. srebrną zastawę, dokumenty, listy i kartki żywnościowe z Królewca (!). Ale resztę kryje głęboki muł.
A może Komnata jest gdzieś w okolicach Szczecina? A dlaczego nie? Może zamiast drogą lotniczą transportowano ją statkiem przez Bałtyk? Ten zawinął do portu w Świnoujściu, a tam skrzynie z Komnatą przeładowano na ciężarówki, które ruszyły na południe. Ale może tam nie dotarły? Może je coś zatrzymało po drodze na Pomorzu Zachodnim? Kto zagwarantuje, że tak nie mogło być? A nawet jeżeli to bujda, to co z tego? Dowodów na istnienie potwora z Loch Ness też nie ma, a od kilkudziesięciu lat wszyscy go szukają. To nie mogą teraz zacząć tropić Bursztynowej Komnaty w Zachodniopomorskiem? Free your mind! A poza tym podobno w tym wszystkim chodzi o to, żeby gonić króliczka a nie go złapać.