Niektórzy kierowcy po zatrzymaniu przez drogówkę tłumaczą się pośpiechem. Inni winą obarczają źle ustawiony znak, słońce, wiatr albo „dosłownie sekundę nieuwagi”. Ale mieszkaniec Konina postanowił pójść o krok dalej i najwyraźniej uznał, że skoro inflacja szaleje, to może również mandat da się „uregulować inaczej”.
Problem w tym, że policyjny radiowóz to jednak nie okienko „sprawę da się załatwić”.
Do sytuacji doszło w miejscowości Witankowo na drodze krajowej nr 10. Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Wałczu zatrzymali kierowcę z Konina za przekroczenie prędkości. Standardowa kontrola drogowa, standardowy scenariusz i zapewne standardowe pytanie: „Czy wie pan, dlaczego został zatrzymany?”. Wtedy akcja weszła na zupełnie nowy poziom kreatywności.
Według ustaleń funkcjonariuszy mężczyzna podczas kontroli miał zaproponować policjantom korzyść majątkową w zamian za odstąpienie od czynności służbowych. Mówiąc mniej urzędowo — próbował przekonać mundurowych, że gotówka jest szybsza niż bloczek mandatowy. To jednak nie był film z lat 90., tylko rzeczywistość roku 2026, a policjanci nie okazali się zainteresowani alternatywną formą płatności.
Zamiast uniknąć problemów, kierowca błyskawicznie je zwielokrotnił. Został zatrzymany i trafił do jednostki policji. Sprawą zajęła się następnie Prokuratura Rejonowa w Wałczu, która zastosowała wobec podejrzanego dozór policyjny oraz zabezpieczenie majątkowe. I tu pojawia się moment, w którym cała historia przestaje być zabawną anegdotą z trasy. Bo o ile przekroczenie prędkości kończy się zwykle punktami i uszczupleniem portfela, o tyle próba wręczenia łapówki funkcjonariuszowi jest już przestępstwem korupcyjnym. A polskie prawo podchodzi do takich „negocjacji” wyjątkowo mało romantycznie.
Za usiłowanie wręczenia korzyści majątkowej funkcjonariuszowi publicznemu grozi kara od 6 miesięcy do nawet 8 lat pozbawienia wolności. Krótko mówiąc, kierowca próbował uniknąć mandatu, a może skończyć z wyrokiem.