Home Felietony  Turystyka w parkach narodowych. Przykład Drawieńskiego Parku Narodowego
Felietony 

Turystyka w parkach narodowych. Przykład Drawieńskiego Parku Narodowego

594

Czy turystyka piesza, kajakowa w parkach narodowych powinna istnieć? Oczywiście że tak, na wyznaczonych przez dyrektora parku szlakach. Dlatego, że park narodowy jest własnością narodową, więc jest własnością każdego obywatela danego kraju, danej wspólnoty, której dany kraj jest członkiem. A zgodnie z prawem każda własność skarbu państwa, w tym wypadku również obszar parku narodowego powinien być udostępniany, udostępniony obywatelom. Dlatego uważam, że turystyka w parkach narodowych powinna istnieć, powinna być i jest dozwolona, na określonych prawnie zasadach. Pierwszą zasadą, a właściwie warunkiem istnienia parku narodowego jest ochrona szczególnych walorów przyrodniczych dla, których ta najwyższa forma ochrony przyrody została utworzona. Jeżeli dochodzi do utraty, na skutek różnych czynników, tych szczególnych walorów przyrodniczych pojawia się wtedy podstawa do zlikwidowania parku narodowego. Bo i  po co właściwie ten teren chronić? Dlatego parki narodowe zobowiązane są do stworzenia takiego systemu ochrony przyrody, który pozwoli w największym stopniu chronić przede wszystkim te szczególne walory przyrodnicze.

Koniecznie należy uwzględnić lokalną społeczność, która żyjąc w obszarze chronionym albo w jego otulinie jest zdecydowanie pozbawiona możliwości uprawiania takiej, względnie swobodnej gospodarki, jak realizowana jest poza obszarem chronionym. Stąd, społeczność ta, w wielu przypadkach osiąga słabszy rozwój w porównaniu ze społecznościami innych obszarów. Oczywiście, na stopień rozwoju ma też ogromny wpływ atrakcyjność i etykieta danego parku narodowego. Warto tutaj choćby wskazać Tatrzański Park Narodowy (TPN), który jest kołem napędowym regionu i w stu procentach doskonałym produktem marketingowym. Jednak, TPN jest jeden, z najwyższymi i wyjątkowymi górami w Polsce i czy to się komuś podoba, czy nie, jest najchętniej odwiedzaną formą ochrony przyrody w naszym kraju. O całej otoczce TPN nie warto dyskutować, bo to poglądy i gusta.

Drawieński Park Narodowy (DPN) powstał na wąskim obszarze, głównie rozciągającym się wzdłuż dwóch rzek: Drawy i Płocicznej. W związku z tym, obszar udostępniony dla turystyki, a co ważniejsze najbardziej pożądany do „zwiedzenia” przez turystów ogranicza się właściwie tylko do koryta jednej rzeki – Drawy, która na terenie DPN w okresie od 1 lipca do 31 marca kolejnego roku jest udostępniana dla spływów kajakowych. Dziennie, na Drawie turystykę kajakową może uprawiać 750 osób, co uproszczeniu daje nam 375 kajaków dwuosobowych dziennie. Czy to dużo? Dla wytrawnych kajakarzy pewnie nie. Dlaczego wytrawnych? Ponieważ mnóstwo, dosłownie niedzielnych kajakarzy „korkuje” się na trasie, sprawiając zagrożenie dla przyrody, dla innych kajakarzy i dla siebie samych. Nie uchodzi to uwadze i cierpliwości prawdziwych kajakarzy, którzy chcą sprawnie Drawę przepłynąć, a przede wszystkim w spokoju.  Jednak, oczywiście nie bywało tak, aby nagle 300, 100 czy nawet 50 kajaków zakorkowało rzekę. Nigdy do czegoś takiego nie doszło. Jeśli już to zazwyczaj rzeka zakorkowana jest przez kilka, kilkanaście kajaków kierowanych przez niedoświadczonych kajakarzy.

Co ważniejsze, pomimo długiego okresu udostępnionego do uprawiania turystyki kajakowej na Drawie, ta aktywność odbywa się właściwie tylko w lipcu i sierpniu, właściwie tylko w weekendy, a z takim samym, wysokim natężeniem do przedostatniego weekendu sierpnia. Te dni, są właściwie jedynymi, podczas których przedsiębiorcy kajakowi mogą spodziewać się zysków z rzeki Drawy na terenie DPN. W związku  tym, jest to zaledwie 21 dni w ciągu całego roku. Gdyby, obligatoryjnie skierować ruch kajakowy na inne dni tygodnia, z ograniczeniem  dziennego limitu osób, nawet do 300. Wtedy tak czy inaczej uzyskalibyśmy 2100 osób w ciągu całego tygodnia. Czy to możliwe, aby wyprosić u turysty jego spływ w dni robocze tygodnia, nie wiem, ale może gdyby nie miał innego wyjścia, musiałby z takiej możliwości skorzystać. Gdyby czekał w długiej kolejce na swój termin spływu, kilka miesięcy, czy lat, może miałby inne podejście do tego wydarzenia, które powinien potraktować jako długo wyczekiwane, wyjątkowe w swoim życiu. W końcu będzie spływał rzeką po terenie parku narodowego. Nie jestem przedsiębiorcą kajakowym, nie znam się na zarządzaniu taką firmą, może nie powinienem zabierać w tej sprawie głosu, ale obserwując spływy kajakowe w parkach narodowych Kanady, USA, Norwegii itd., to właśnie tak ten rodzaj turystyki jest zarządzany. Turysta kajakarz czeka w kolejce, płaci wyższe stawki i przede wszystkim ruch odbywa się ciągle, co daje również ciągły dochód. Może to tak powinno wyglądać również i u nas.

Powiedzmy sobie też szczerze, etykieta parku narodowego przyciąga turystów. Działa jak magnes. Pomimo podobnych walorów przyrodniczych poza granicami parku narodowego i tak większość osób chce spędzić swój wypoczynek na terenie tej formy przyrody. Tak samo jest z kajakarzami w DPN. Nasze badania ankietowe wykonane kilka lat temu wyraźnie to potwierdziły. Paradoksalnie, może uzasadnionym byłoby powiększanie powierzchni takich parków narodowych jak DPN. Większa powierzchnia, większy obszar do udostępnienia, więcej turystów. Nie wiem?

Na koniec najważniejsze. Ludzie, którzy chcąc czy nie chcąc znajdują się z powodu miejsca swojego zamieszkania w otulinie lub w obszarze parku narodowego. Wiele im obiecywano. W miejsca likwidowanych, zagrażających walorom przyrodniczym zakładów przemysłowych, miały powstać hotele i pensjonaty. Gospodarka oparta na turystyce miała hulać. Nie wszędzie taki model się przyjął. Społeczność ma prawo mieć pretensje. Akurat w kwestii rozwoju należy się im bezwzględnie fachowa pomoc ekspertów znających się na zarządzaniu turystyką w obszarach chronionych. Jest to konieczne, ponieważ ideą parku narodowego jest ochrona przyrody, nie ochrona gospodarki. Póki co, społeczność, a szczególnie przedsiębiorcy kajakowi na własną rękę, przy pomocy różnych środków próbują godzić interesy człowieka i przyrody. Budują slipy dla przenoszenia kajaków omijając cenne siedliska, umieszczają tablice informujące o ochronie napotkanych cennych walorów, edukują. Organizują konferencje z udziałem świata nauki, podczas których poszukuje się sposobów na pogodzenie ich działalności z interesami przyrody. W zasadzie, to na podstawie wypracowanego kiedyś kompromisu, firmy kajakowe i lokalna społeczność świadomie, ze względu na ochronę przyrody zrezygnowali z uprawiania turystyki na innych rzekach w granicach DPN, poza Drawą. W związku z tym, mają prawo oczekiwać respektowania tych postanowień, również przez agencje rządowe, które ostatecznie DPN powołały. Jednak dla osiągania wymiernych korzyści z turystyki w obszarach chronionych niezbędna jest analiza i pomoc w jej organizacji właśnie specjalistycznych jednostek samorządowych i rządowych.

 

Prof. dr hab. Robert Czerniawski, ekolog, hydrobiolog,
kierownik Katedry Hydrobiologii Uniwersytetu Szczecińskiego

Powiązane artykuły

Felietony 

Pożegnanie z Afryką

Ze Szczecina znika Afryka. Choć nie do końca, od razu trzeba zaznaczyć....

Felietony 

Jak wybrać, czyli casting

Tego chyba jeszcze nie było w naszym pięknym mieście. Jak wiadomo w...

Felietony PolitykaZ perspektywy

Kampania ruszyła na dobre. Formowanie szyków

Jako Szczeciner, staramy się nie ekscytować polityką zanadto. W ten sposób mamy...

Felietony 

Tłumy pójdą w miasto

„Ogary poszły w las” – pisał sławny polski pisarz Stefan Żeromski w...