Jednym z dwóch posłów, którzy pod Grunwaldem wręczali polskiemu królowi dwa nagie miecze, był wysłannik księcia szczecińskiego Kazimierza V. Kto to jednak był, jak się nazywał, to książęcy giermek, czy jakiś książęcy „zaufany”, a może pełnił jakąś inną funkcję na dworze, dlaczego akurat jego wysłano z mieczem do Jagiełły, czy przeżył bitwę, zginął, a może dostał się do niewoli, jakie były jego losy?
W ostatnią sobotę na Polach Grunwaldzkich wojska polsko-litewskie (wspierane przez oddziały tatarskie, ruskie i czeskie) nie zawiodły i po raz kolejny pokonały Krzyżaków. W inscenizacji tej słynnej bitwy z 1410 roku tym razem wzięło udział 1,2 tys. rekonstruktorów. To było już 27. takie widowisko. Pogoda co prawda nie dopisała, ale i tak 40 – 50 tysięcy (!) osób obserwowało zmagania uczestników.
W tym roku obchodzimy 615. rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Ale nie ma chyba co wchodzić w jej szczegóły – każdy wie kto wygrał, a kto przegrał, jaki był przebieg tego starcia itp. Historycy co jakiś czas kłócą się tylko o pewne szczegóły np. czy Krzyżacy zdążyli przygotować sławne „wilcze doły”, czy nasi mieli artylerię, czy rzeczywiście polski rycerz Mszczuj ze Skrzynna zabił Wielkiego Księcia Ulricha von Jungingena oraz co się stało z dwoma nagimi mieczami. No właśnie, sławne miecze. Wiele osób pewnie wie, ale wiele też nie wie, że pod Grunwaldem walczyli również rycerze księcia szczecińskiego Kazimierza V, który był sojusznikiem Zakonu Krzyżackiego. On sam wziął udział w bitwie i został wzięty do niewoli przez rycerza Janusza Skarbka z Góry. Ale co to była za niewola skoro Kazimierz V został zaproszony przez króla Władysława Jagiełłę do wzięcia udziału w pobitewnej uczcie triumfalnej. Do domu wrócił dopiero w czerwcu 1411 roku za poręczeniem Bogusława VIII – księcia stargardzkiego i słupskiego.
Wszyscy znamy słynny film z 1960 roku w reżyserii Aleksandra Forda pt. “Krzyżacy”. Pamiętamy też scenę, gdy tuż przed bitwą, do króla Jagiełły przybywają dwaj heroldowie Zakonu z nagimi mieczami. Otóż jeden z nich był wysłannikiem króla węgierskiego Zygmunta Luksemburczyka, a drugi księcia szczecińskiego Kazimierza. Widać to wyraźnie, bo ten „nasz krajan” miał na piersiach symbol czerwonego Gryfa na białym polu. Ten pierwszy podobno nazywał się Ramrich. A drugi? Może to wyważanie otwartych drzwi, ale pewnie wielu chciałoby zapytać: a kim był poseł szczecińskiego księcia? Jak się nazywał? Skąd pochodził? Czym się zajmował na dworze Kazimierza V? Czym sobie zasłużył, że wyróżniono go misją z mieczem do polskiego króla? Dlaczego wybrano akurat jego? Bo chyba nie wzięto go z jakiejś „łapanki” w książęcym obozie albo dlatego, że akurat „był pod ręką”. Co się z nim później stało – czy przeżył bitwę, czy zginął, a może dostał się do niewoli? Czy zachowały się jakieś przekazy pisemne dotyczące tego człowieka? Dlaczego akurat książę Kazimierz V wysłał herolda do polskiego obozu a nie ktoś inny „ważny” spośród gości Zakonu znajdujących się pod Grunwaldem?
Pytań wiele, ale ostatecznie chodzi nie o jakieś tam pierwsze lepsze szpady czy rapiery, tylko o dwa miecze, które odgrywają ważną rolę w polskiej historii. Może więc ktoś zna odpowiedzi. Jeżeli tak, to jak one brzmią? Gdzie są dostępne? Dlaczego informacji dotyczących herolda nie upubliczniono choćby jako lokalnej ciekawostki historycznej? Może rozwiązanie jego zagadki kryje się gdzieś w źródłach niemieckich? Bo np. w dwóch polskich relacjach o bitwie – powstałej niedługo po zwycięstwie „Kronice konfliktu Władysława króla Polski z Krzyżakami” oraz „Rocznikach” Jana Długosza nie ma danych na ten temat. Ale jeżeli są one znane np. historykom, to dlaczego kiedy pojawiają się informacje dotyczące bitwy pod Grunwaldem nie wspomina się jak ów herold szczecińskiego księcia się nazywał? Czyżby wiązała się z nim jakaś ponura historia, że jego imię zostało wymazane i zapomniane? Ktoś pewnie stwierdzi: „a kogo obchodzi jakiś posłaniec i to sprzed 615 lat”. Ale warto chyba jednak wyjaśnić tajemniczy szczeciński wątek jednego z najważniejszych wydarzeń w historii Polski.