Czy sztuka może być osobistym manifestem wrażliwości? Czy w emocjach kryje się siła, która porusza innych? Dziś rozmawiamy z Ewą Kaziszko – artystką, twórczynią kolaży i współtwórczynią Galerii OFF M – o kobiecych stanach emocjonalnych, artystycznej samotności w Szczecinie i potrzebie budowania przestrzeni bez masek.
Malwina Jankowska (MJ): SENSIT(I)EVE to wystawa bardzo emocjonalna i osobista. Skąd wziął się pomysł na stworzenie właśnie takiej opowieści wizualnej?
Ewa Kaziszko (EK): Sama idea zrobienia wystawy towarzyszyła mi już od dłuższego czasu. Wiele osób namawiało mnie, żebym wyszła ze swojej „bezpiecznej” przestrzeni Instagrama i pokazała prace w formie fizycznej. Dość długo się przed tym wzbraniałam, bo to, co tworzę, jest bardzo osobiste. W każdą pracę przelewam emocje, swoją wrażliwość – i zwyczajnie chyba bałam się takiej bezpośredniej konfrontacji z rzeczywistością.
I choć to raczej naturalne, że większość twórców tworzy pod wpływem emocji, to ja wprost opowiadam o swoich – kobiecych – stanach emocjonalnych. O tym, co mi towarzyszy w danej chwili, co często jest bardzo ulotne – właśnie to staram się uchwycić. Dlatego temat wystawy był dla mnie czymś zupełnie naturalnym.
Ponieważ to moja pierwsza wystawa indywidualna, zależało mi, by była jak najbardziej osobista. Stąd tytuł SENSIT(I)EVE – gra słów, w której delikatność i wrażliwość łączą się z moim imieniem. Podczas selekcji prac, razem z Moniką Petryczko i Anetą Dolegą, moimi kuratorkami, chciałyśmy opowiedzieć możliwie spójną wizualnie historię. Mam nadzieję, że nam się to udało.
Kolaże prezentowane na wystawie balansują między delikatnością a siłą. Jakim językiem posługuje się artysta, by mówić o emocjach bez słów?
Każdy artysta posługuje się własną paletą symboli i sposobem wyrażania. W moich pracach emocje są zaszyfrowane w warstwach – to właśnie warstwowość, kontrast i symbolika tworzą język, który pozwala opowiadać o tym, co trudne do nazwania. Czasem jest to gest, czasem barwa, czasem niedopowiedziany kształt.
Kolaż już z założenia jest wielowymiarowy – pozwala łączyć elementy z różnych „światów”. Choć tworzę głównie kolaże cyfrowe, te prezentowane na wystawie nie są jedynie wydrukami. Łączę w nich elementy kolażu cyfrowego i tradycyjnego – wydruk z elementami malowanymi farbami i rysowanymi pastelami. Dzięki temu mogłam zbudować nową, bardziej intymną narrację.
Każdy fragment, każda faktura, każda ingerencja ręki niesie dodatkowe emocje – nie zawsze oczywiste, ale zawsze szczere. To sposób, by mówić o kobiecej wrażliwości i sile nie poprzez deklaracje, lecz przez subtelne znaki, które odbiorca może odczytać po swojemu – przez pryzmat własnych emocji i interpretacji.
W opisie wystawy pada hasło: „wrażliwość jako źródło siły”. Czy Twoim zdaniem dziś nadal musimy przekonywać, że emocje nie są słabością?
Niestety, tak. Choć wiele mówi się dziś o emocjach, paradoksalnie mam wrażenie, że nasze pokolenie coraz gorzej sobie z nimi radzi. Żyjemy w trudnych czasach – z jednej strony mamy ogrom możliwości i rozwój, z drugiej: zawieruchy na świecie, brak poczucia bezpieczeństwa, lęk o przyszłość, rosnące podziały społeczne, presję technologii. Jesteśmy przebodźcowani, sfrustrowani, samotni.
A przecież emocje są impulsem do działania, do tworzenia, do zmiany – potrafią przynieść wiele piękna… ale i destrukcji. Źle ukierunkowane – niszczą. Często brakuje nam wrażliwości – tej do drugiego człowieka, ale też do siebie samych.
Chcę pokazać, że wrażliwość nie wyklucza siły – przeciwnie, one się uzupełniają. Emocje, często marginalizowane lub upraszczane, są niezwykle złożone – i właśnie w tej złożoności tkwi ich moc. Tę myśl chciałam zawrzeć w pracach – nie poprzez manifest, ale przez obecność.
Twój wernisaż odbył się w szczególnej przestrzeni. Galeria OFF M to nowe miejsce na mapie sztuki współczesnej w Szczecinie. Czego najbardziej brakuje lokalnym artystom i twórcom? I czy to, czego brakuje w naszym mieście, będzie można znaleźć w OFF M?
Dość długo zastanawiałam się, gdzie mogłabym zrobić wystawę. Szukałam miejsca, które nie będzie oczywiste, ale będzie miało „duszę”. Tego właśnie brakuje w Szczecinie. Oczywiście są piękne, inspirujące przestrzenie, jak Filharmonia czy TRAFO, ale one są dość hermetyczne.
Mówiąc o „duszy”, mam na myśli ten lekki „brud za paznokciami” – coś nieidealnego, niewymuskanego, ale dającego potencjał, by każdą wystawą czy wydarzeniem tworzyć to miejsce na nowo, kształtować jak plastelinę.
W OFF M od razu zobaczyłam potencjał – piękna, otwarta przestrzeń z oszałamiającym światłem, gotowa na działania artystyczne i komercyjne. OFF M powstała właśnie z potrzeby stworzenia przestrzeni otwartej i elastycznej. Chcemy, by to była nie tylko galeria, ale też miejsce spotkań, warsztatów, różnych inicjatyw. OFF M ma ambicję być czymś więcej niż białą ścianą – ma być żywym organizmem, który rośnie razem z artystami.
Jak oceniasz możliwości rozwoju młodych artystów w naszym mieście? Czy Szczecin daje im przestrzeń do rozwoju i eksperymentu?
Oczywiście można zadać pytanie, co to znaczy „być artystą” – o tym można by napisać całą rozprawę i nadal nie wyczerpać tematu. Można tworzyć tylko dla siebie, można – jak ja, choć wolę słowo „twórca” – działać głównie w Internecie.
Szczecin ma ogromny potencjał – mamy świetnych twórców, dobrą uczelnię, ludzi zaangażowanych i wiele oddolnych inicjatyw. Ale jednocześnie – stosunkowo niewielki budżet na kulturę. Brakuje nie tylko infrastruktury, ale też edukacji – rozumianej jako świadome konsumowanie sztuki, w tym tej „młodej”. Mam jednak nadzieję, że to się zmieni.
Czy widzisz różnicę w podejściu do sztuki u twórców ze Szczecina w porównaniu z artystami z większych ośrodków, jak Warszawa czy Wrocław?
Zdecydowanie. W mniejszych ośrodkach, takich jak Szczecin, twórczość często rodzi się z potrzeby wyrażenia siebie – bez kalkulacji. To daje autentyczność, ale i większą samotność twórczą. W dużych miastach artysta jest częścią obiegu. W Szczecinie artysta musi być bardziej samowystarczalny. Ale to także jego siła – to często bardziej niezależne, osobiste głosy, które zasługują na uwagę. W OFF M chcemy im ją dawać.
W jakim kierunku chciałabyś, żeby rozwijała się Galeria OFF M? Czy planujecie działania wspierające debiutantów?
Chcemy, by OFF M była miejscem otwartym na eksperymenty i debiuty, ale również na działania komercyjne – nie chcemy być zaszufladkowani. Sztuka, design, moda – każdy jest tu mile widziany. OFF M ma być miejscem pierwszych prób, ale też powrotów – dla tych, którzy już mają dorobek, ale chcą spróbować czegoś nowego.
Chcemy tworzyć pomost między uczelnią, a realnym światem sztuki – bez presji, ale z realnym wsparciem. Promować dobry design i dobrą sztukę, a jednocześnie oddać przestrzeń wydarzeniom i inicjatywom, które szukają nieszablonowego miejsca.
Jaka jest Twoja osobista misja jako współtwórczyni tej przestrzeni?
Moim celem jest stworzenie miejsca, w którym artysta czuje się bezpieczny i wolny – w myśleniu i działaniu. Przestrzeni, w której można szukać, błądzić, zadawać pytania – bez lęku, że nie spełnia się czyichś oczekiwań.
Wierzę w sztukę jako narzędzie poznania – siebie i świata. I właśnie taką rolę chciałabym, by pełniła OFF M – nie tylko jako galeria, ale jako miejsce spotkań, refleksji i autentycznego bycia.


























