Home Rozmowy Dariusz Staniewski: „Mamy wszystko co jest potrzebne do tworzenia filmów” [ROZMOWA]
Rozmowy

Dariusz Staniewski: „Mamy wszystko co jest potrzebne do tworzenia filmów” [ROZMOWA]

130
dariusz staniewski: "mamy wszystko co jest potrzebne do tworzenia filmów" [rozmowa]

Szczecin od lat pojawia się w filmowych opowieściach, choć znacznie rzadziej, niż pozwalałby na to jego potencjał. Miasto oferuje unikalną architekturę, różnorodne plenery i historię, która mogłaby stać się tłem dla wielu produkcji, a mimo to wciąż pozostaje niedostatecznie wykorzystane przez twórców filmowych. O tym, dlaczego tak się dzieje, co trzeba zrobić, by Szczecin częściej gościł na wielkim ekranie, oraz jak książka „Trochę tutaj nakręcili, czyli szlakiem filmowego Szczecina i Pomorza Zachodniego” stała się inspiracją do powstania pierwszej edycji festiwalu „Gryf Film – Szczecin w Kinie”, rozmawiamy z jej autorem, Dariuszem Staniewskim.

 

W swojej książce „Trochę tutaj nakręcili, czyli szlakiem filmowego Szczecina i Pomorza Zachodniego” opisuje Pan filmowe ślady miasta. Co sprawiło, że zaczął Pan patrzeć na Szczecin właśnie przez pryzmat kina?

Lubię polskie kino. Interesowałem się także tymi, które kręcono w Szczecinie. Byłem świadkiem realizacji kilku z nich m.in. „Młodych wilków” czy „Anatomii zła”, w której „zagrała” redakcja „Kuriera Szczecińskiego”, którego wtedy byłem dziennikarzem. Przez lata pojawiły się materiały poświęcone filmom zrealizowanym w Szczecinie i regionie. Ale zawsze pojawiało się w nich kilka tych samych tytułów. Postanowiłem więc sprawdzić, czy rzeczywiście tak niewiele u nas nakręcono. I okazało się, że nie jesteśmy filmową pustynią. Choć nie byliśmy jakimś zagłębiem filmowym, to jednak trochę tutaj nakręcili.

Szczecin ma wyjątkową historię, położenie i atmosferę, ale rzadziej pojawia się w polskim kinie niż inne duże miasta. Jak Pan ocenia jego obecność w filmie — czy jest miastem niedocenianym przez twórców?

Bardzo niedocenianym. I bardzo niezasłużenie. Ale to spowodowane było i czasami nadal jest, przede wszystkim, odległością od Warszawy. Bo to prawdziwe centrum filmowe kraju. Z całym szacunkiem dla Łodzi – często określanej filmową stolicą Polski, Wrocławia, czy innych od lat prężnych ośrodków twórczości filmowej. Niestety, nie czarujmy się – większość firm produkcyjnych, reżyserów, operatorów i znanych aktorów znajduje się w Warszawie. Sprowadzenie całej ekipy do Szczecina na jakiś czas, wiąże się z ogromnymi kosztami transportu, diet i noclegów. Z tego powodu Szczecin bywał np. tylko elementem, tłem, statystą, a nie głównym bohaterem filmowej opowieści. A zdarzały się też i takie sytuacje, gdy akcja działa się w stolicy Pomorza Zachodniego, ale ze względów budżetowych wiele scen realizowano np. we Wrocławiu lub Warszawie. 

Dariusz Staniewski: „Dla wielu filmowców Szczecin leżał gdzieś na końcu świata”

Czy Pana zdaniem Szczecin ma potencjał, aby w filmach stać się czymś więcej niż tylko tłem wydarzeń — ważnym elementem budującym klimat, emocje i opowieść?

Oczywiście, nie tylko Szczecin, ale i całe Pomorze Zachodnie. Mamy wszystko co jest potrzebne do tworzenia filmów i seriali nie tylko współczesnych, ale i historycznych, w praktycznie w każdym gatunku, nawet science fiction. No może z wyjątkiem westernu (śmiech). Mamy bardzo dużo do zaoferowania, wystarczy spojrzeć na mapę i nasze położenie. Aż się prosi, żeby u nas „kręcić”. Poza tym mamy pewien bardzo poważny atut, którego inne miasta lub regiony Polski nie mają – nie jesteśmy filmowo „ograni”.  

Szczecin łączy cechy miasta portowego, pogranicznego, historycznego i nowoczesnego. Które z tych elementów mogą być najbardziej interesujące dla reżyserów i scenarzystów szukających nieoczywistych lokalizacji?

Jak już wspomniałem, mamy pełen wachlarz propozycji i możliwości. Władze Szczecina i regionu są otwarte na współpracę, podobnie jak wiele samorządów w województwie. Pewną niedogodnością może być realizacja filmowa na mocno uprzemysłowionych terenach np. portowych, czy stoczniowych. Zwłaszcza w aktualnej sytuacji. Ale to problem występujący także np. na terenie Trójmiasta, czy Śląska. 

W swojej książce „Trochę tutaj nakręcili, czyli szlakiem filmowego Szczecina i Pomorza Zachodniego” opisuje Pan Szczecin z innej perspektywy — tej wykorzystywanej w filmie. Zainspirował Pan tym samym do powstania festiwalu GRYF FILM, który po raz pierwszy odbył się w tym roku w Szczecinie. Co to oznacza, tak prywatnie, dla Pana jako pisarza, dziennikarza i Szczecinianina? Jak to jest, gdy Pana dzieło staje się inspiracją dla innych?

Pełna nazwa przeglądu brzmi GRYF FILM – SZCZECIN W KINIE. Jego pierwsza edycja odbyła się na początku lipca. Rzeczywiście, książka była takim „spirytus movens” tego wydarzenia. Opracowana koncepcja oraz projekt przygotowany we współpracy z Agnieszką Ostrowską z GRYF FILM przypomnienia stolicy Pomorza Zachodniego na dużym ekranie znalazł zrozumienie i poparcie u prezydenta Szczecina, w Urzędzie Miejskim – Wydziale Kultury, Szczecińskiej Agencji Artystycznej, DK Krzemień oraz Kinie Pionier 1907. Bardzo mnie to cieszy, że udało nam się zaproponować Szczecinianom i turystom coś nowego, wydarzenie, które ma potencjał, które może się rozwijać, które może stać się kolejnym elementem promocji miasta i przedmiotem zainteresowania turystów – nie tylko tych uprawiających tzw. set jetting, czyli coraz popularniejszą formę podróżowania po świecie i kraju – śladami miejsc, w których były realizowane filmy i seriale. Mam nadzieję, że może również zwróci baczniejszą uwagę na Szczecin filmowców nie tylko z Polski, ale np. z Niemiec i Skandynawii.

Gryf Film wystartował, a dziś trwa kinowy maraton w Pionierze

Czy większa obecność Szczecina w filmach, serialach i produkcjach dokumentalnych mogłaby wpłynąć na sposób, w jaki miasto jest postrzegane w Polsce, a także na poczucie lokalnej tożsamości mieszkańców?

Najsławniejszym filmem jaki został zrealizowany w Szczecinie są bez wątpienia „Młode wilki”. W pewien sposób ukształtował jego obraz na długie lata w całym kraju. Gdziekolwiek jesteś, mówisz: „jestem ze Szczecina” i od razu słyszysz: „paprykarz i „Młode wilki”. A dziś to zupełnie inne miasto. Choć echa tamtego obrazu pobrzmiewają np. w „Odwilży”. Szczecin prezentowany jest w tym serialu jako miasto zimne, niepokojące, w takim klimacie skandynawskich kryminałów. A przecież stolica Pomorza Zachodniego ma wiele twarzy, również tę komediową, romantyczną, historyczną, romansową, melodramatyczną itd. Mało tego, przecież dwukrotnie „zagrała” Paryż a raz Berlin. 

Ostatnie dwie głośne premiery — „Heweliusz” i „Morfeusz”, ale też inne produkcje związane ze Szczecinem, pokazują, że miasto coraz częściej pojawia się w kontekście filmu i serialu. Czego Pana zdaniem nadal brakuje, aby Szczecin częściej pojawiał się w filmach, serialach lub produkcjach dokumentalnych?

 To wielowątkowy temat na długą dyskusję. Ale warto może tylko zasygnalizować choć kilka z nich. Na pewno należałoby stworzyć bogatszy system zachęt dla filmowców. Mamy taki instrument – Zachodniopomorski Fundusz Filmowy Pomerania Film i może się on pochwalić współfinansowaniem kilka naprawdę dobrych filmów jak np. „Obietnica” w reżyserii Anny Kazejak. Ale środki finansowe jakimi dysponuje, w zamian za realizację zdjęć w mieście lub regionie, są mniejsze niż w innych miastach. Większy budżet mógłby skłonić także do współpracy np. popularnych scenarzystów. Tylko akcja ich nowych scenariuszy musiałaby być osadzona w Szczecinie. Potrzebujemy także promocji wśród polskich producentów w Warszawie oraz na dużych festiwalach filmowych np. krajowych – w Gdyni, ale i międzynarodowych – w Berlinie. Jest przecież tak blisko. Obecność w stolicy Niemiec może zainteresować Szczecinem np. twórców międzynarodowych koprodukcji oraz pozwolić na dostęp do niemieckiego rynku filmowego. Może trochę się rozpędziłem (śmiech). Ale kto nie próbuje, ten nie pije szampana.

Gdyby miał Pan wskazać jedną szczecińską historię, miejsce albo postać, które zasługują na osobną filmową opowieść, co by to było i dlaczego?

Bardzo trudny wybór. I naprawdę długo można byłoby je wymieniać. Jest bardzo wiele fantastycznych szczecińskich i zachodniopomorskich historii, podobnie jak miejsc i ludzi zasługujących na zaprezentowanie. Niejeden widz siedziałby z otwartymi ustami przed ekranami telewizorów śledząc opowieści ze Szczecina i Pomorza Zachodniego. Jestem tego pewien na 100 procent. Podobnie jak i tego, że najlepsze filmowe lata w naszym mieście i regionie są ciągle przed nami.

Powiązane artykuły

come with us festival już w ten weekend! trzy dni muzyki, warsztatów i dobrej zabawy
Rozmowy

Come With Us Festival już w ten weekend! Trzy dni muzyki, warsztatów i dobrej zabawy [ROZMOWA]

Come With Us Festival ponownie zawita w szczecińskim Parku Kasprowicza. Tegoroczna, czyli...

rzucałem kamień w ciemność. artur d. liskowacki opowiada o swojej najnowszej książce [rozmowa]
Rozmowy

Rzucałem kamień w ciemność. Artur D. Liskowacki opowiada o swojej najnowszej książce [ROZMOWA]

Artur D. Liskowacki – znany, uznany i popularny szczeciński pisarz (jedna z...

ekonomia, dane i ai w jednym kierunku. zut stawia na zawód przyszłości
Rozmowy

Ekonomia, dane i AI w jednym kierunku. ZUT stawia na zawód przyszłości [ROZMOWA]

Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie uruchamia nowy, interdyscyplinarny kierunek – Analitykę Gospodarczą,...

„to spektakl o złu. o tym, że łatwo mu ulec". jerzy jan płoński o premierze „toto”
Rozmowy

„To spektakl o złu. O tym, że łatwo mu ulec”. Jerzy Jan Połoński o premierze „Toto”

„To spektakl o złu. O tym, że łatwo mu ulec, na skutek...