Pszczoły odpowiadają za funkcjonowanie ekosystemów, bezpieczeństwo żywnościowe i bioróżnorodność, a mimo to ich liczba na całym świecie dramatycznie spada. W Kulicach pod Szczecinem naukowcy Uniwersytetu Szczecińskiego stworzyli wyjątkową pasiekę IMMUNO i edukacyjną ścieżkę poświęconą zapylaczom, łącząc badania naukowe z ekologią i społeczną edukacją. Z okazji Światowego Dnia Pszczół rozmawiamy z dr hab. Pauliną Niedźwiedzką-Rystwej, prof. US, o tym, dlaczego przyszłość człowieka może być silniej związana z losem pszczół, niż wielu z nas przypuszcza.
Pasieka IMMUNO działa przy Centrum Immunologii i Immunobiologii Chorób Zakaźnych i Nowotworowych Uniwersytetu Szczecińskiego, co już samo w sobie brzmi bardzo nietypowo. Skąd pomysł, aby właśnie środowisko nauk immunologicznych zaangażowało się w projekt związany z pszczołami i edukacją ekologiczną? Czy między światem owadów zapylających a współczesną nauką o odporności istnieją dziś zaskakujące punkty wspólne?
Pomysł stworzenia Pasieki IMMUNO wyrósł z naturalnego dla immunologa sposobu patrzenia na świat – przez pryzmat systemów obronnych organizmów oraz ich relacji ze środowiskiem. W immunologii zajmujemy się odpornością, czyli mechanizmami, które pozwalają organizmom funkcjonować w dynamicznym i pełnym zagrożeń świecie mikroorganizmów. Pszczoły, choć kojarzą się głównie z zapylaniem i produkcją miodu, są niezwykle interesującym modelem biologicznym, jeśli chodzi o funkcjonowanie odporności w społecznościach oraz o wpływ środowiska na zdrowie organizmów.
Ponadto, w XXI wieku jesteśmy w poważnym kryzysie antybiotykoodporności, zatem wszelkimi dostępnymi metodami poszukujemy alternatyw dla skutecznej walki z drobnoustrojami. Produkty pszczele są w tej materii ważnym i ciekawym tropem, pracujemy nad tym, by można było skuteczniej, powszechniej i bezpiecznie wykorzystywać ich przeciwdrobnoustrojowe właściwości.
Można więc w pewnym sensie powiedzieć, że zarówno immunologia, jak i pszczelarstwo dotyczą zdrowia ekosystemu – tylko w różnych skalach. Immunologia bada, jak organizm radzi sobie z patogenami, natomiast pszczoły są jednym z najczulszych „wskaźników” kondycji środowiska, w którym żyjemy. Ich dobrostan odzwierciedla stan bioróżnorodności, obecność zanieczyszczeń czy zmiany klimatyczne. To bardzo inspirująca perspektywa.
Pasieka IMMUNO oraz nowa ścieżka edukacyjna w Kulicach pokazują, że współczesny uniwersytet coraz częściej wychodzi poza laboratoria i sale wykładowe. Na ile takie projekty są dziś próbą budowania nowego modelu nauki – bardziej otwartej, społecznej i zakorzenionej w edukacji ekologicznej?
Uniwersytet Szczeciński to uczelnia nowoczesna, nadążająca za trendami w nauce i kształceniu. Tutaj wiemy, że tylko otwarcie na społeczeństwo i uprawianie nauki bliskiej ludziom ma sens. Dlatego też projekty realizowane przez Centrum Immunologii Doświadczalnej oraz Immunobiologii Chorób Zakaźnych i Nowotworowych US, takie jak pasieka IMMUNO mają różne cele – z jednej strony stanowią przestrzeń edukacyjną, która pozwala pokazać studentom i mieszkańcom, jak ważne są zapylacze dla funkcjonowania ekosystemów i bezpieczeństwa żywnościowego. Z drugiej strony są symbolicznym mostem między nauką a przyrodą i pokazują, że badania nad odpornością nie kończą się w probówce – są częścią dużo większego systemu zależności biologicznych.
Coraz częściej mówi się, że kondycja pszczół staje się jednym z najważniejszych wskaźników stanu środowiska naturalnego. Czy z perspektywy naukowca ma Pani poczucie, że problem zanikania zapylaczy jest dziś nadal niedoceniany społecznie, mimo że bezpośrednio dotyczy bezpieczeństwa żywnościowego, zdrowia i funkcjonowania całych ekosystemów?
Uważam, że świadomość społeczna w ostatnich latach zdecydowanie rośnie, jednak skala problemu wciąż bywa niedoceniana. Zapylacze, w tym pszczoły, odgrywają kluczową rolę w produkcji żywności oraz w utrzymaniu równowagi ekosystemów, dlatego ich kondycja jest niezwykle ważnym wskaźnikiem stanu środowiska. Wiele osób wciąż postrzega pszczoły głównie przez pryzmat miodu, tymczasem ich znaczenie dla rolnictwa, bioróżnorodności i stabilności ekosystemów jest znacznie szersze. Dlatego tak istotne są działania edukacyjne i popularyzatorskie, które pomagają pokazać, że ochrona zapylaczy jest w rzeczywistości troską o nasze wspólne bezpieczeństwo środowiskowe i żywnościowe.
Projekt „Pszczeli Raj” ma również wymiar bardzo praktyczny i edukacyjny – skierowany do dzieci, młodzieży i odwiedzających Kulice. Czy zauważa Pani, że młode pokolenie zaczyna dziś inaczej myśleć o przyrodzie i klimacie niż jeszcze kilka lat temu? Czy edukacja o pszczołach może stać się punktem wyjścia do szerszej rozmowy o odpowiedzialności za środowisko?
Zdecydowanie można zauważyć, że młode pokolenie coraz częściej patrzy na kwestie środowiskowe z większą wrażliwością i świadomością niż jeszcze kilka lat temu. Dzieci i młodzież to nie tylko najwdzięczniejsza i najbardziej wymagająca publiczność, ale także osoby bardzo otwarte na rozmowę o przyrodzie, zmianach klimatu i odpowiedzialności za otaczający nas świat. Pszczoły są w tym kontekście doskonałym punktem wyjścia do edukacji, ponieważ w bardzo przystępny sposób pokazują, jak silnie powiązane są ze sobą elementy ekosystemu. Rozmowa o zapylaczach szybko prowadzi do szerszych tematów – bioróżnorodności, produkcji żywności czy ochrony środowiska. Dzięki temu edukacja o pszczołach może stać się naturalnym początkiem budowania bardziej odpowiedzialnej i świadomej postawy wobec przyrody.
Pszczoły od wieków fascynują ludzi nie tylko ze względu na swoją rolę w przyrodzie, ale też niezwykle zorganizowany model funkcjonowania społeczności. Czy z perspektywy badaczki dostrzega Pani w funkcjonowaniu ula pewnego rodzaju biologiczną „inteligencję zbiorową”, z której również człowiek mógłby wyciągać wnioski dla współczesnego świata?
Bez wątpienia pszczoły mogą być dla człowieka inspiracją. Pokazują, jak wiele można osiągnąć dzięki współdziałaniu, odpowiedzialności za wspólnotę i harmonijnemu funkcjonowaniu we wspólnym systemie. Tego najbardziej nam dzisiaj brakuje, żeby przypominać sobie, że patrzenie wspólnie w jednym kierunku i praca zespołowa może przynosić najlepsze efekty.
A poza tym, pszczoły dużo tańczą, są wrażliwe na piękno przyrody i lubią swoją pracę. To brzmi trochę jak recepta na szczęście ☺
20 maja obchodzimy Światowy Dzień Pszczół, ale wielu ekspertów podkreśla, że sama symboliczna świadomość już nie wystarcza. Co – Pani zdaniem – każdy z nas może realnie zrobić, aby wspierać zapylacze i bioróżnorodność, nawet mieszkając w mieście i nie mając własnego ogrodu czy pasieki?
Myślę, że nawet niewielkie działania mogą mieć realne znaczenie. Przede wszystkim warto sadzić rośliny przyjazne zapylaczom, nawet na balkonach i okiennych parapetach. Zioła, takie jak lawenda, mięta czy tymianek, które są także bardzo atrakcyjne dla pszczół, a przy okazji świetnie sprawdzą się w kuchni. Ważne jest również ograniczanie stosowania chemicznych środków ochrony roślin oraz pozostawianie w przestrzeni miejskiej miejsc bardziej naturalnych, z kwitnącymi łąkami zamiast wyłącznie krótko przystrzyżonych trawników.
Istotną rolę odgrywa także świadome podejście do zakupów – wspieranie lokalnych pszczelarzy czy wybieranie produktów pochodzących z odpowiedzialnych źródeł.
Warto także zadbać o dostęp do wody dla owadów, ustawiając na balkonie lub w ogrodzie niewielkie poidełko z kamykami, na których pszczoły mogą bezpiecznie usiąść. Niewiele osób o tym myśli, a w czasie upałów dostęp do wody jest dla zapylaczy bardzo ważny. Innym prostym działaniem jest pozostawienie w ogrodzie fragmentu „dzikiej” przestrzeni – z suchymi łodygami roślin czy kawałkiem drewna – które mogą stać się miejscem schronienia dla dzikich pszczół i innych pożytecznych owadów.
Drobne, codzienne gesty wykonywane przez wielu ludzi mogą zmienić świat, naprawdę w to wierzę.
I nade wszystko – edukacja. Ona jest, była i zawsze będzie kluczem do rozwoju społeczeństwa we wszelkich wymiarach.