Od ponad czterech dekad kilka rodzin z gminy żyje w tych samych mieszkaniach komunalnych – lokalach, które pierwotnie pełniły funkcję służbową i były przeznaczone dla pracowników medycznych nowo powstałej przychodni. Wokół budynku, z potrzeby codziennego kontaktu z naturą i zwykłej ludzkiej bliskości, zaczęły powstawać niewielkie ogródki. Z czasem przekształciły się w uporządkowaną przestrzeń rekreacyjną, pielęgnowaną przez kolejne pokolenia. Wszystko na podstawie umów dzierżawy z gminą.
Dziś trudno oddzielić historię tych mieszkań od historii przyległych działek. To tam mieszkańcy sadzili kwiaty i warzywa, organizowali sąsiedzkie spotkania, spędzali czas po pracy. Dla wielu osób była to jedyna dostępna przestrzeń zielona – namiastka prywatnego ogrodu, ale też miejsce budowania relacji i lokalnej wspólnoty.

Nie ma wątpliwości: znaczenie tych ogródków wykracza poza wymiar estetyczny czy rekreacyjny. Dla części rodzin, w których są osoby z niepełnosprawnościami, kilka metrów zieleni tuż przy domu stało się realnym wsparciem codziennego funkcjonowania. To przestrzeń terapii, ruchu i kontaktu z naturą – wartości trudne do zastąpienia inną formą infrastruktury.
Sytuacja mieszkańców zmieniła się diametralnie w ostatnich dniach. Jeszcze dwa lata temu, po zmianie władz samorządowych, padały deklaracje o utrzymaniu ogródków i uporządkowaniu kwestii formalnych związanych z dzierżawą. Dziś do mieszkań trafiają pisma wzywające do opuszczenia terenu.
Dotarliśmy do jednego z wezwań, wysłanego do mieszkańca. Wynika z niego wprost, że użytkownik terenu musi opuścić działkę do czerwca i zabrać wszystkie rzeczy. Gmina żąda również uporządkowania terenu. Urzędnicy tłumaczą, że teren ma zostać przeznaczony na inwestycje, ale nie wyjaśnia, jakie.
Mieszkańcy rozpoczęli właśnie protest.
– Trwa protest, to mieszkańcy pobliskich lokali komunalnych, którzy wbrew obietnicom i zapowiedziom władz mają zostać pozbawieni uprawianych od kilkudziesięciu lat ogródków działkowych na tyłach budynku urzędu – komentuje Łukasz Bojanowski, radni gminy Dobra.
To cichy protest, bez banerów, palenia opon przed urzędem, bez krzyków. To protest ludzi zawiedzionych, którzy mówią wprost: nie dotrzymano danego nam słowa.
Dla wielu osób to moment trudny do zrozumienia. Choć wcześniejsze zapewnienia nie miały charakteru wiążącego, były odbierane jako wyraz dobrej woli i zapowiedź stabilizacji. Tymczasem obecne decyzje oznaczają konieczność rezygnacji z przestrzeni współtworzonej przez niemal pół wieku.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że teren ogródków może zostać przeznaczony pod rozbudowę urzędu gminy. Na razie brak jednak szczegółowych, publicznie przedstawionych planów, które pozwoliłyby mieszkańcom odnieść się do inwestycji w sposób merytoryczny.
Dla lokalnej społeczności sprawa nie sprowadza się wyłącznie do kwestii własności czy zagospodarowania przestrzeni. To spór o coś znacznie bardziej fundamentalnego – o sposób prowadzenia dialogu z mieszkańcami i o znaczenie wieloletnich więzi z miejscem.
– Nie chodzi tylko o ziemię. Chodzi o nasze życie, o wspomnienia, o codzienność, którą ktoś chce nam teraz zabrać. Chodzi o złamaną obietnicę – mówią mieszkańcy, którzy nie kryją rozczarowania i poczucia niesprawiedliwości.
Dziś oczekują przede wszystkim rozmowy i transparentności. Chcą wiedzieć, jakie są rzeczywiste plany gminy i czy możliwe jest znalezienie rozwiązania, które nie przekreśli dorobku kilkudziesięciu lat.
Wysłaliśmy dziś pytania w tej sprawie do władz gminy. Do tematu powrócimy.