Jakby Polska była już mało podzielona, kolejna sprawa poróżniła Polaków. Wystarczył tylko jeden wpis w internecie i o mało nie doszło do rozruchów na ulicach. A wszystko przez pewnego internautę, któremu zachciało się porównać ceny noclegów w Mielnie oraz w Dubaju w ostatni weekend sierpnia.
Przeprowadzone przez niego porównanie wskazuje, że Mielno jest droższe niż ww. Dubaj. Według jednego z portali informacyjnych np. noc w hotelu oddalonym o 50 m od plaży w Mielnie kosztuje 484 zł. To drożej niż w NH Collection Dubai The Palm, który mieści się na sztucznej wyspie Palma Dżamira słynącej z wysokiej klasy hoteli. Tam za nocleg trzeba zapłacić 345 zł. A to tylko jeden z przykładów.
Internet zaryczał niczym szekspirowski ranny łoś, a fora pod tą informacją na różnych portalach rozgrzane były niczym piece martenowskie. Momentalnie utworzyły się dwa obozy – zwolenników spędzania letnich wakacji nad Bałtykiem (pomimo obowiązujących cen) oraz tych, którzy wolą odpoczywać w zamorskich krainach. Argumenty o różnej sile i gatunku padają z obu stron, trwają pojedynki na liczby i kwoty mające pokazywać szczegółowo czy w Mielnie jest rzeczywiście drogo i dlaczego pod koniec sierpnia w Dubaju jest taniej, w najlepsze trwa szermierka wysokościami temperatur w obu destynacjach. W każdym razie konflikt cenowy Mielno vs. Dubaj wzbudził w narodzie większe zainteresowanie niż rozpoczęcie działalności przez nowego prezydenta RP.
W tym wszystkim jednak chyba zabrakło odpowiedzi na kilka pytań. Dlaczego internauta w celach porównawczych wybrał akurat Dubaj a nie jakąś inną atrakcyjną lokalizację np. Australię, Indonezję, Mauritius lub jakieś Malediwy. Jest tyle pięknych i egzotycznych miejsc na świecie, w których pobyt w ostatni weekend sierpnia może być również tańszy niż w Mielnie. Poza tym – dlaczego akurat Mielno a nie Pobierowo, Krynica Morska lub Hel? Jest tyle atrakcyjnych miejscowości na polskim wybrzeżu Bałtyku, które prowadzą także bardzo skuteczny cenowy drenaż kieszeni letników oraz potrafią doprowadzić ich do łez, rozpaczy i załamań nerwowych. Poza tym dlaczego pod uwagę wzięto ostatni weekend sierpnia? Co na to wszystko Mielno? Nie pojawił się chyba żaden oficjalny komunikat ze strony tamtejszych władz miasta, albo gastronomików i kupców. Może więc im ten cały medialny szum nie przeszkadza?
Niech mówią, ważne, żeby nie przekręcano nazwy? Bo Mielno i inne nadmorskie miejscowości swoich zwolenników mają i mieć będą. Jak nie nasi przyjadą, to pojawią się inni. Kto? A np. Czesi. Media donoszą o prawdziwej inwazji naszych południowych sąsiadów nad Bałtykiem. Tamtejsza ludność rezygnuje z od lat ulubionych wyjazdów do Chorwacji wybierając zimno, sztormy, ulewy, „paragony grozy”, oszustów „w trzy kubki” i inne “atrakcje”, bo mają dosyć tropikalnych temperatur, ciepłego morza, palm i innych ekskluzywów. Wybierają nadbałtycki survival, wakacyjną szkołę przetrwania nad polskim morzem.
Z Pragi do Gdyni, Sopotu i Gdańska cztery razy dziennie kursuje specjalny pociąg Baltic Express. Kolejne setki tysięcy Czechów zmierzają nad Bałtyk samochodami dzięki nowym, bezpłatnym autostradom lub „ekspresówkom” z Czech do Świnoujścia, Szczecina lub Sopotu. Już niedługo knedliki wyprą z nadmorskich knajp kopytka i kluski śląskie, brambory ziemniaki, becherowka jegermeistra, o piwach nawet nie ma co wspominać. Liczba Czechów nad Bałtykiem może w tym roku osiągnąć 800 tys.! I nie narzekają na ceny, bo u nas jest podobno o połowę taniej niż w Niemczech, a i Chorwacja stała się droższa.
Poza tym nadmorskie miejscowości mogą pójść drogą np. Zakopanego. W maju tego roku delegacja tamtejszych górali (razem z kapelą) pojawiła się na targach turystycznych w Dubaju (!), promując region na Bliskim Wschodzie. A w tegorocznej edycji Arabian Travel Market uczestniczyło ponad 55 tys. gości i blisko 3 tys. wystawców z 166 krajów. I jak donoszą media, arabskich turystów jest w stolicy Tatr coraz więcej. Choć górale już narzekają, że to nie szejkowie przyjeżdżają, ani klient premium itd. Ale jak wiadomo górale zawsze narzekają.
Po której więc stronie się opowiedzieć – Mielna, czy Dubaju? Chyba wszystko zależy od naszych możliwości i upodobań. Ostatecznie to nasza osobista sprawa i nikomu nie musimy się z tego tłumaczyć. Czy ruszyć w świat szeroki, wybrać tropiki, egzotykę i luksus, czy może jednak wybrać „morze, nasze morze” i pójść za radą jednego z najsławniejszych bohaterów polskiej literatury – Nikodema Dyzmy?
„- Czy pan prezes – słodko spytała pani Przełęska – uważa, że to niepatriotycznie w dzisiejszych czasach wozić pieniądze za granicę? Ależ wszyscy to robią!
– Właśnie! Właśnie źle robią! Każdy grosz wywieziony za granicę to okradanie własnego kraju – zacytował hasło przeczytane niedawno na jakimś plakacie propagandowym. – Źle robią.
– No, ale prezes tak zasłużony dla ojczyzny…
– Tym bardziej! Ja muszę dawać dobry przykład innym. Nie, za granicę nie pojedziemy. Możemy podróżować po kraju.
– Masz rację, Niku, byłam niemądra, gdy tamto mówiłam. Pojedziemy do Zakopanego, Krynicy, w Beskidy…”
Tadeusz Dołęga – Mostowicz „Kariera Nikodema Dyzmy”.












