Nagroda Szczecinera 2024 w kategorii działalność naukowa była dla niego ogromnym zaskoczeniem, ale też potwierdzeniem, że obrana droga ma sens. Od lat łączy badania naukowe z działalnością społeczną, tworzy i reaktywuje projekty, które integrują środowisko doktorantów, a jednocześnie z pasją pracuje ze studentami. O roli wytrwałości, sile zespołowej pracy i o tym, dlaczego AI bywa przekleństwem – w szczerej rozmowie z dr. Arturem Łabuzem.
Co dla Ciebie osobiście oznacza tytuł Szczecinera 2024 w kategorii działalność naukowa? I czy spodziewałeś się tej nagrody?
Nagroda była dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem i upewnia mnie w tym, że to co robię, mówię tu właśnie o działalności naukowej, społecznej jest słuszne i motywuje mnie to do dalszej pracy i działalności. Myślę, że jak ktoś coś robi szczerze, czuje z tego ogromną pasję i satysfakcję taka działalność zawsze się obroni i wtedy właśnie pojawiają się wyróżnienia i nagrody.
Od lat łączysz działalność naukową z aktywnością społeczną. Czy od początku wiedziałeś, że chcesz działać na tych dwóch polach równolegle?
Ja ogólnie nie lubię stać w miejscu tylko cały czas rozwijać się i działać. Od początku nauka i działalność społeczna mnie nakręcały. Nie są to jedyne aktywności jakie robię, bo jest jeszcze biznes, inwestycje, ale to może temat na inny raz. Skupmy się na tych dwóch aspektach. Ja bardzo często tworzę rzeczy od początku, tak było np., z Samorządem Doktorantów Uniwersytetu Szczecińskiego, który nie miał wyraźnych struktur, projektów. Obejmując funkcję Przewodniczącego wiedziałem, że nie będzie łatwo ale udało się przez okres mojej działalności zrealizować wszystkie moje założenia kończąc na podpisaniu Zachodniopomorskiego Porozumienia Doktorantów, którego następstwem jest Stowarzyszenie Zachodniopomorskiego Porozumienie Doktorantów, którego do dziś jestem Prezesem. Stowarzyszenie również powstało od zero, a dziś realizuje duże projekty promując naukę. Oczywiście to nie tylko moja zasługa, trzeba również spotkać odpowiednich ludzi na swojej drodze z którymi można działać, ja miałem i mam to szczęście, że takich spotykam. Wszystkie zrealizowane projekty to ludzka i zespołowa praca, za co bardzo dziękuje wszystkim tym, z którymi współpracowałem przez te wszystkie lata.
Który moment w swojej karierze naukowej uznałbyś za przełomowy? Czy była to obrona doktoratu, publikacja konkretnej pracy, czy może któryś z projektów organizacyjnych?
Myślę, że obrona doktoratu to jest ten przełomowy moment. To był nie tylko symboliczny koniec intensywnego etapu badań, ale też początek czegoś zupełnie nowego — większej odpowiedzialności, samodzielności i świadomości tego, jaką rolę chcę pełnić w środowisku akademickim. Obrona była momentem, w którym wszystko, co wcześniej było tylko moim pomysłem, hipotezą czy przeczuciem, zostało poddane ocenie i — co ważne — uznane za wartościowy wkład w daną dziedzinę, gdyż obroniłem się z wyróżnieniem. Jeśli chodzi o projekty, które realizuję — każdy z nich przynosi mi ogromną satysfakcję i jest dla mnie ważną lekcją. Niezależnie od tego, czy chodzi o badania naukowe, organizację wydarzeń akademickich, czy współpracę z otoczeniem zewnętrznym, każdy projekt wnosi coś nowego do mojego rozwoju. To właśnie ta różnorodność doświadczeń sprawia, że nauka nieustannie mnie inspiruje. A najbardziej cenię te momenty, w których teoria spotyka się z praktyką i mogę obserwować realny wpływ mojej pracy — czy to na studentów, współpracowników, czy na szersze środowisko.
Jesteś inicjatorem i organizatorem wielu projektów, takich jak MKDUS czy Zachodniopomorskie Porozumienie Doktorantów. Co było dla Ciebie impulsem do ich reaktywacji i stworzenia?
To może zacznijmy od ZPD, gdy obejmowałem funkcję Przewodniczącego Samorządu Doktorantów był to jeden z moich postulatów, chciałem, żeby środowisko doktorantów zjednało się w naszym regionie i działało wspólnie. Pierwsze rozmowy były już na początku 2020, lecz później przyszła pandemia i wszystko zablokowała. Ostatecznie udało nam się podpisać porozumienie w 2023 roku pod koniec mojej kadencji. Była to ogromna satysfakcja i świetna decyzja, bo dziś ZPD działa prężnie i cały czas się rozwija, jest to oczywiście zasługa obecnego zarządu. A jeśli chodzi o MKDUSa to jako doktorant sam brałem w nim udział, a jego historia sięga aż do 2007 roku. W 2017 roku odbyła się ostatnia edycja i później wydarzyło się coś, że MKDUS przestał się odbywać. Obejmując funkcję Przewodniczącego Samorządu również jedną z moich obietnic była jego reaktywacja. Nie jestem zwolennikiem wymazywania lub zmieniania czegoś co ma swoją historię i markę, dlatego decyzja była prosta – reaktywujemy! Tak jak mówiłem wcześniej istotnym czynnikiem są ludzie, którzy chcą działać, więc zebrałem zespół i zaczęliśmy działać. Dzięki przychylności Władz uczelni i współpracy ze Szkoła Doktorską udało się go reaktywować w 2021, ale chcieliśmy, żeby to było nowe otwarcie więc do nazwy dodaliśmy 2.0 i zaczeliśmy od 1 edycji. I tak w tym roku świętowaliśmy V Jubileuszową Edycję tej konferencji. Od początku pełnię funkcję menadżera tej konferencji. Dziś MKDUS 2.0 to marka sama w sobie co roku gościmy doktorantów z całej polski a także z za granicy, w każdej edycji bierze udział blisko 150 uczestników. Reaktywując MKDUSA chciałem, żeby doktoranci mieli swoje miejsce, swoją platformę, gdzie raz do roku mogą się spotkać i przedstawić swoje badania, nawiązać współpracę i zintegrować się. Śmiało mogę powiedzieć, że to się udało i udaje co roku. Zapraszam na VI edycję już w 2026 roku.
Czy łatwo jest dziś zachęcić młodych badaczy do zaangażowania społecznego w środowisku naukowym? Jakie bariery najczęściej napotykasz w tej pracy?
Powiedziałbym, że to bywa różnie, wszystko zależy od człowieka. Są osoby, które od razu angażują się z pasją, ale są też tacy, których trzeba najpierw przekonać, że warto. Mam jednak to szczęście, że często trafiam na ludzi, którzy naprawdę chcą coś robić i wierzą, że wspólnie można stworzyć coś wartościowego. Kluczem jest pokazanie, że działania społeczne w środowisku naukowym nie muszą być ani nudne, ani oderwane od rzeczywistości, wręcz przeciwnie, mogą być inspirujące, kreatywne i mieć realny wpływ. Kiedy młodzi badacze zobaczą, że ich zaangażowanie przynosi efekty, motywacja rośnie naturalnie. Po zrealizowanym projekcie często czują zmęczenie ale i ogromną satysfakcję, która napędza ich do kolejnych działań.
Jak oceniasz aktualny klimat dla młodych naukowców w Polsce, a szczególnie w regionie zachodniopomorskim?
Myślę, że w naszym regionie dużą rolę odegrało powołanie do życia Zachodniopomorskiego Porozumienia Doktorantów oraz naszego Stowarzyszenia. Dzięki temu mamy dziś naprawdę sporo do zaoferowania młodym naukowcom — zarówno w zakresie integracji środowiska, jak i możliwości rozwoju. Co więcej, staliśmy się rozpoznawalnym punktem na naukowej mapie Polski. Serdecznie zapraszam na stronę www.zpd.edu.pl, gdzie można zobaczyć, czym zajmuje się nasze stowarzyszenie i jakie konkretne szanse oferuje młodym badaczom. Młodzi naukowcy mają dziś wiele różnych perspektyw — od grantów i wyjazdów, po realne wsparcie ze strony swoich macierzystych uczelni. Sam jestem jednym z nich i wiem, że jeśli są chęci, to wsparcie zawsze się znajdzie.
Jako dydaktyk, z jakim największym wyzwaniem mierzysz się w pracy ze studentami? Czy zauważasz zmianę pokoleniową w podejściu do nauki?
Dydaktykiem jestem już prawie 10 lat. Tutaj muszę powiedzieć, że praca ze studentami to bardziej pasja, sprawia mi to ogromną satysfakcję i daje ogromną energię, zwłaszcza kiedy słyszę pozytywne wiadomości zwrotne od samych studentów. Myślę, że największe wyzwanie to zainteresować studentów, realizować ciekawe zajęcia i przekazywać im najnowszą wiedzę. Tutaj nie ma drogi na skróty, każda grupa jest inna, każde zajęcia są inne, do każdej grupy trzeba podejść inaczej. Uważam, że wyzwaniem jest również to, aby cały czas się rozwijać jako dydaktyk i nie powielać schematów. Jeśli ktoś przekazuje tę samą wiedzę (często już nieaktualną), robi te same zajęcia od lat, to tak naprawdę prowadzi to do wypalenia zawodowego, pracy bez pasji i zaangażowania, a co za tym idzie, także do znudzenia studentów. I ostatnie, co mogę podać jako wyzwanie, to to, aby nie zapominać o samokrytyce i o byciu pro-studenckim. Ja nigdy nie zapomniałem, jak sam byłem studentem i co mnie denerwowało w wykładowcach — staram się to zmieniać i wdrażać w życie. Jeśli chodzi o zmianę pokoleniową, to oczywiście ją dostrzegam. Studenci są mniej zaangażowani niż dawniej, kiedy ja byłem studentem i dostrzegam to również z roku na rok. I mogę to śmiało powiedzieć, bo myślę, że trzeba o tym mówić głośno — AI zaczyna być przekleństwem. Studenci za dużo z niego korzystają, robi za nich wszystko, zanika kreatywność i krytyczne myślenie. Staram się ich cały czas uświadamiać i motywować do samodzielnej pracy. AI ma nam pomagać, a nie robić coś za nas.
Czy planujesz kontynuować karierę stricte naukową, np. habilitację, czy bardziej skupić się na budowaniu struktur akademickich i wspieraniu młodych naukowców?
Planuję działać dwutorowo. Z jednej strony chcę konsekwentnie rozwijać się naukowo — moim celem jest możliwie szybka habilitacja i dalsza praca badawcza, szczególnie w obszarach, które są mi bliskie. Z drugiej strony, równie istotny jest dla mnie rozwój praktyczny, budowanie struktur akademickich i wspieranie młodych naukowców i środowiska akademickiego. Zawsze łączyłem naukę z praktyką i nadal chcę to robić. Uważam, że te dwa światy wzajemnie się uzupełniają — doświadczenia organizacyjne i środowiskowe wzbogacają perspektywę badawczą, a rzetelna wiedza naukowa pozwala tworzyć realne, skuteczne rozwiązania w praktyce akademickiej.
Gdybyś miał przekazać jedno przesłanie studentom i młodym badaczom, którzy dopiero zaczynają swoją drogę – co by to było?
Nie idźcie drogą na skróty, nie wybierajcie linii najmniejszego oporu. Bądźcie odważni i nie bójcie się iść pod prąd. Dzisiejszy świat pełen jest przeciętności — dlatego weźcie sprawy w swoje ręce i zróbcie coś inaczej, więcej, lepiej. Wyróżnijcie się z tłumu – bądźcie lepsi, niełatwi do zignorowania. Na tej drodze z pewnością napotkacie wiele trudności, często także krytykę. Ale nie bójcie się tego — droga na szczyt rzadko bywa prosta, częściej jest kręta i dziurawa. I życzę Wam jednej, bardzo ważnej cechy: wytrwałości. Świat jest pełen mądrych i utalentowanych ludzi, ale to właśnie wytrwałość prowadzi do sukcesu.
Łączysz wiele ról: naukowca, dydaktyka, lidera, organizatora. Jak udaje Ci się zachować równowagę? Czy masz swój sposób na „reset??
Zawsze staram się pracować smart, nie hard – haha. Kluczem jest dla mnie dobre poukładanie wszystkiego w jedną spójną całość, tak żeby te różne role naukowca, dydaktyka, lidera czy organizatora się zazębiały. Staram się to robić na co dzień i myślę, że właśnie dzięki temu udaje się utrzymać balans. Oczywiście, reset i życie rodzinne są równie ważne. Dla mnie najlepszym sposobem na złapanie oddechu są podróże oraz muzyka. Przez 10 lat śpiewałem w Chórze Uniwersytetu Szczecińskiego muzyka i śpiew to moja wielka pasja. Jak mnie dobrze sprowokujecie, to może nawet coś zaśpiewam — haha! Bo choć życie naukowca bywa intensywne, to właśnie te małe przyjemności — dobre brzmienie, nowe miejsca, kontakt z ludźmi sprawiają, że wszystko nabiera sensu i energii do dalszego działania.
Czego możemy Ci życzyć na dalszej drodze – naukowej i osobistej?
Myślę, że możecie mi życzyć przede wszystkim zdrowia — bo tego, jak wiadomo, nie da się kupić za żadne pieniądze oraz szczęścia, zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. A także dobrych, życzliwych ludzi na mojej drodze, bo to oni często stanowią największą wartość i inspirację. Wierzę, że jeśli coś robi się szczerze, z zaangażowaniem i wytrwałością, to sukces w końcu sam zapuka do drzwi — nie jako cel sam w sobie, ale jako naturalna konsekwencja dobrze obranej drogi. Staram się budować swoją karierę w sposób odpowiedzialny i z otwartością na innych, bo nauka i rozwój nigdy nie dzieją się w pojedynkę. Jeśli ktoś ma ciekawy pomysł, pasję do działania albo po prostu chce porozmawiać — zapraszam do kontaktu. Zawsze warto budować coś razem.












