Home Felietony  Melanż kontrolowany, czyli mikrofon i trochę niecelnych dźwięków
Felietony 

Melanż kontrolowany, czyli mikrofon i trochę niecelnych dźwięków

513
melanż kontrolowany, czyli mikrofon i trochę niecelnych dźwięków
fot. unsplash

Są takie miejsca, które już samą nazwą rozbudzają wyobraźnię. „Melanż” – brzmi jak wieczór pełen szalonych tańców i głośnego śmiechu, który słychać aż po Wały Chrobrego. Nic dziwnego, że od środy do końca weekendu lokal wypełniają tłumy. Mając nosa do wydarzeń, w kobiecym gronie ruszyłyśmy więc na miasto, sprawdzić “o co tyle krzyku”. Na zwiady. Z otwartą głową i… wygodnymi butami na wszelki wypadek.

Lokal mieści się przy ulicy Księcia Bogusława X, czyli w samym sercu miejskiego życia – tam, gdzie wieczory mają swój rytm, a rozmowy przy piwie nie mają końca.

Niektórzy znają to miejsce bardzo dobrze, jednak inni przeżywają tam swój debiut – i to dosłownie. Wśród tej drugiej grupy jestem też ja.. I choć wiedziałam, że imprezy zaczynają się raczej później niż wcześniej, tym razem pojawiłam się nieco za wcześnie. W samym lokalu było jeszcze pusto, niemal intymnie, ale za to przed wejściem – życie! Przy stoliczkach ustawionych na zewnątrz siedziały grupki ludzi, sącząc różne trunki i rozmawiając, jakby to już była połowa nocy. Czuć było, że coś się budzi.

Kiedy chłód przypomniał nam, że to jednak nie Majorka, przeniosłyśmy się do środka. I wtedy zaczęłam się rozglądać. Trzeba przyznać: Melanż ma osobowość. Wystrój to miszmasz z duszą – pufy w babcine wzory, stolik kawowy z wyglądu jakby jeszcze pamiętał czasy komuny, mapa świata na ścianie – na wszelki wypadek, gdyby ktoś po melanżu (żart zamierzony) zapomniał, gdzie mieszka. Do tego mnóstwo starych, niedziałających radyjek i innych sprzętów, które zamiast grać, robią klimat. W samym sercu – słodka, malutka, półokrągła scena, która jeszcze była pusta, ale już wiedziałam, że długo taka nie zostanie.

No i miałam rację. Po 21:00 nastąpił wybuch. Atmosfera – pierwsza klasa. Pojawiły się pierwsze zamówienia karaoke – najpierw ostrożne, trochę nieśmiałe, ale z każdą minutą coraz śmielsze. Jedna piosenka, druga… i już cała sala śpiewa razem.

 A potem – stało się. Ja też się odważyłam. Tak, ja – z sercem bijącym jak bas w kawałku disco polo. Wzięłam mikrofon. W gardle może i się zatrzęsło z emocji (bo jednak wszyscy patrzą), ale patrzyli przychylnie. I piwnym wzrokiem. Nikt tam nikogo nie ocenia, nikt nie buczy na nikogo. A co najśmieszniejsze – choć mikrofon trzyma jedna osoba, chórki śpiewają wszyscy goście lokalu. Do tego często zjawiają się samozwańczy tancerze w tle, którzy – nieproszeni, ale mile widziani – dodają występowi efektów wizualnych. Musical? Kabaret? Stand-up? Trudno powiedzieć, ale nudą tam nie wieje.

Warto też zwrócić uwagę na jedną postać-klucz: pan DJ, u którego zamawia się piosenki i który podaje mikrofon. Człowiek o szóstym zmyśle scenicznym. Bo kiedy śpiewasz ciszej – on delikatnie, acz zdecydowanie, podgłaśnia ci dźwięk z mikrofonu. Tu nie ma miejsca na wstydliwości. Jak już śpiewasz – to na full.

Zauważyłam zabawną zależność: im dłuższa kolejka przy barze i im więcej ludzi od niego odchodzi, tym głośniejsze i bardziej emocjonalne stają się występy. Przypadek? Nie sądzę. Nic tak nie poprawia humoru jak zimne napoje nie tylko 0-procentowe na rozgrzane śpiewem gardło.

Były sopranowe popisy, były basowe pomyłki, a czasem jeden wielki tenorowy dramat – i właśnie dlatego było genialnie. Bo nikt tam nie przyszedł szukać perfekcji. W „Melanżu” śpiewa się nie dlatego, że się umie – tylko dlatego, że się chce.

Powiązane artykuły

miał być „winter is coming” i jest
Felietony 

Miał być „winter is coming” i jest

„Krowy bedo sie źrebili, kobyły cielili, owieczki prosili! Chłop z chłopem spać...

carnavale, czyli szał ciał!
Felietony 

Carnavale, czyli szał ciał!

Już w najbliższy wtorek zaczyna się. Tegoroczny karnawał! Będzie bardzo krótki, bo...

jasnowidzący już wiedzą
Felietony 

Jasnowidzący już wiedzą

Wybitny polski pisarz – Stanisław Lem mawiał: „bądź dobrej myśli, bo po...

święta bez „znachora”? nigdy!
Felietony 

Święta bez „Znachora”? Nigdy!

Po cichu pewnie wielu liczyło na świąteczny cud. I mamy go! Wielbiciele...