Do Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim trafił akt oskarżenia w sprawie jednego z największych postępowań gospodarczych ostatnich miesięcy. W centrum śledztwa znajduje się małżeństwo z województwa zachodniopomorskiego, które – według ustaleń prokuratury – miało kierować zorganizowaną grupą przestępczą i doprowadzić do strat w Elektrowni Bełchatów na kwotę około 21 milionów złotych.
Sprawa obejmuje łącznie 12 osób. Oprócz 46-letniej prezes spółki i jej 56-letniego męża, zarzuty usłyszało jeszcze dziesięć osób, w tym tzw. „prezesi-słupy” oraz osoby powiązane z funkcjonowaniem elektrowni.
Z materiału dowodowego wynika, że to właśnie małżeństwo z Zachodniopomorskiego miało pełnić rolę organizatorów całego procederu. Kobieta kierowała spółką, a jej mąż uczestniczył w zarządzaniu strukturą i działaniami grupy. Według śledczych to oni odpowiadali za stworzenie modelu działania, który polegał na sprzedaży do elektrowni substancji przedstawianej jako specjalistyczny preparat chemiczny do instalacji odsiarczania spalin. W rzeczywistości była to w zdecydowanej większości zwykła woda z niewielką domieszką chemikaliów.
Do Elektrowni Bełchatów miało trafić ponad milion litrów takiego „preparatu”, którego skład w około 99,9 proc. stanowiła woda kranowa.
Istotnym elementem całego mechanizmu było budowanie wiarygodności. Prezes spółki przedstawiała się jako ekspert w dziedzinie chemii, powołując się m.in. na rzekome wykształcenie zdobyte na prestiżowej uczelni w Moskwie. Jak ustalono, informacje te nie były zgodne z rzeczywistością. Równolegle wprowadzano w obieg dokumenty, które miały potwierdzać skuteczność oferowanego produktu. W śledztwie ustalono, że część badań była fałszowana, a umowy skonstruowano w taki sposób, by odbiorca nie miał możliwości niezależnej weryfikacji właściwości substancji.
Sieć powiązań i „słupy”
W sprawie pojawia się także wątek spółek kontrolowanych przez małżeństwo. Trzej tzw. „prezesi-słupy” mieli firmować działalność gospodarczą i wystawiać faktury bez pokrycia w rzeczywistości. Łączna wartość takich dokumentów przekroczyła 20 milionów złotych, co miało skutkować również uszczupleniami podatkowymi na poziomie około 2,2 miliona złotych.
W proceder zaangażowane były także osoby związane z elektrownią. Część z nich, pełniąc funkcje kierownicze, miała podejmować decyzje sprzyjające firmie oskarżonych, w zamian za korzyści majątkowe i osobiste.
Małżeństwo przez pewien czas ukrywało się przed organami ścigania. Zostali zatrzymani w Hiszpanii na podstawie europejskiego nakazu aresztowania i przetransportowani do Polski. Obecnie wobec mężczyzny stosowany jest areszt tymczasowy. W przypadku kobiety zastosowano środki wolnościowe ze względu na stan zdrowia.
Śledczy zabezpieczyli również majątek podejrzanych, w tym nieruchomości oraz zabytkowy pałac o wartości około 4 milionów złotych, który był siedzibą spółki.
Postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Regionalną w Łodzi przy współpracy z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego zgromadziło obszerny materiał dowodowy. Akta sprawy liczą 118 tomów, obejmując dokumenty, zeznania oraz specjalistyczne opinie i ekspertyzy. Proces, który rozpocznie się przed sądem, ma rozstrzygnąć odpowiedzialność za działania, które – według śledczych – przez lata generowały wielomilionowe straty i opierały się na starannie zorganizowanym mechanizmie oszustwa.