Home Felietony  Koszmar minionego listopada
Felietony 

Koszmar minionego listopada

129
koszmar minionego listopada
fot. PAP/EPA/ROBIN UTRECHT

Od dawna nie oglądam horrorów. Bo żaden z nich nie przebije tego, co się dzieje w Black Friday w szczecińskich galeriach handlowych. Po co więc marnować czas na ślęczenie przed ekranem telewizora kiedy prawdziwy horror można zobaczyć na własne oczy, przerazić się tak, że ręce ze zdenerwowania będą „latać” jak uczestnikom konkursu chopinowskiego po klawiaturze fortepianu i wiedzieć na pewno, że w najbliższych tygodniach mam z głowy spokojny sen, bo koszmary są gwarantowane?

Wszystko zaczyna się jak w rasowym thrillerze. Niby senne miasto, mniej lub bardziej spokojni obywatele, życie toczy się swoim przewidywalnym rytmem. Ale im bliżej końca listopada wielu zaczyna podskórnie odczuwać jakiś dziwny niepokój, a inni nawet coraz wyraźniejszy lęk przed zbliżającym się czymś nieuchronnym i niedobrym. Trawestując twórczość jednego z polskich noblistów, można to opisać tak: „Listopad 2025 roku, był to dziwny listopad, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a wkrótce potem kometa pojawiła się na niebie. Odprawiano więc posty i dawano jałmużny, gdyż niektórzy twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki. Roje po pasiekach poczęły się burzyć i huczeć, bydło ryczało po zagrodach”.

 Do tego dochodziły coraz częściej pojawiające się alarmujące informacje w mediach potęgujące i tak gęstniejącą atmosferę. Ludzie już nie tylko we własnych domach, ale i na ulicach patrzyli na siebie z coraz większym strachem. Wszyscy już wiedzieli – Zło nadciągało i nic go już nie mogło powstrzymać. Ani działania szeptuch, szamanów, guślarzy czy innych czarowników. Los był przesądzony, potwierdziły to kolejne znaki na niebie (kometa 3I/ATLAS) oraz na ziemi (finałowy sezon „Stranger Things” na Netflixie). Data tego tragicznego okresu w historii cywilizacji niby była znana. Ale jak u Monthy Pytona, kiedy nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji albo w przypadku spożywanego alkoholu na imprezie – wszyscy wiedzą, że kiedyś się skończy, ale kiedy przychodzi ta chwila, są bardzo zaskoczeni. 

Jedni szykowali się do tego wydarzenia już od dłuższego czasu intensywnie trenując na siłowni, inni wylewali hektolitry potu w szkołach sztuk walki, albo na stadionowych bieżniach. Nikt ich przecież nie mógł przegonić, a celne ciosy rękami i nogami miały skutecznie odgonić potencjalnych rywali. W ostatni czwartek listopada w nocy wielu nie spało – nerwy i narastające napięcie dawały znać o sobie. Krwawym piątkowym świtem na ulicach prowadzących do galerii handlowych zaczęli pojawiać się dziwni osobnicy rodzaju żeńskiego i męskiego z narastającym obłędem w oczach. Zaciśnięte usta, dłonie, w których kurczowo trzymali portfele i karty kredytowe wyraźnie wskazywały, że już za chwilę zacznie się swoisty „danse macabre”. 

Kiedy wybiła godzina 9 i sklepowe drzwi zostały otwarte Zło – przez specjalistów demonologów nazwane Black Friday wydało z siebie przeraźliwy skowyt! Jak sygnał do boju, jak syrena zwiastująca nadciągający nalot, jak strzał z pistoletu startowego dającego znak do rozpoczęcia wyścigu, jak stary ułański koń na dźwięk trąbki – ruszyli… Z godziny na godzinę, z dnia na dzień, tłum gęstniał i stawał się coraz bardziej krwiożerczy. Lądowanie w Normandii przedstawione w filmie „Szeregowiec Ryan” Stevena Spielberga jest niczym w porównaniu do tego widoku, a Jan Matejko może się schować ze swoją bitwą pod Grunwaldem. Apogeum tego dzieła zniszczenia nastąpiło w piątkowy wieczór. Wtedy niektórzy żywcem przypominali bohatera piosenki Wiesława Gołasa z Kabaretu Starszych Panów: „Lecz gdy spłynie mrok wieczorny/Typem staję się upiornym/Twarz mi blednie, włos mi rzednie/Psują mi się zęby przednie/A niech tylko wiatr zaśwista/W piekielnego wpadam twista/Widząc mnie w piekielnym twiście/Zwariowali byli byście !Lew by się ze strachu słaniał!/Jestem nie do wytrzymania…”. I tak do zamknięcia sklepów. A w sobotę i w niedzielę „powtórka z rozrywki”, a nawet eskalacja działań. Aby ci, których te koszmarne obrazy ominęły, mogli sobie uświadomić skalę tego przerażającego zjawiska powinni obejrzeć np. film z Bradem Pittem pt. „World War Z”. I nie ma w tym ani krzty przesady. 

Wszystko zakończy się w poniedziałek z chwilą kiedy na zegarze wybija godzina 21. Psy przestaną wyć, ucichnie złowieszczy wiatr, z kościołów odezwie się radosne bicie dzwonów, a w stacjach radiowych zabrzmią znajome i kojące słowa przeboju Budki Suflera: „a po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój…”. Zło odpuści. Ale nie odejdzie. Przyczai się tylko. Powróci w przyszłym roku, w ostatni piątek listopada. Bo przecież wiele horrorów ma swoje sequele.

(gdyby ktoś się nie domyślił, to ten tekst ma charakter żartobliwy, doświadczenie wskazuje jednak, że wielu traktuje wszystko z cmentarną powagą oraz czyta bez zrozumienia, stąd też te słowa wyjaśnienia)

Powiązane artykuły

przypłynął prom, wróciła…stępka
Felietony 

Przypłynął prom, wróciła…stępka

Jeden nowy prom, a ile wzbudził pasji, emocji, wściekłości, nerwów, morderczych instynktów, ...

miał być „winter is coming” i jest
Felietony 

Miał być „winter is coming” i jest

„Krowy bedo sie źrebili, kobyły cielili, owieczki prosili! Chłop z chłopem spać...

carnavale, czyli szał ciał!
Felietony 

Carnavale, czyli szał ciał!

Już w najbliższy wtorek zaczyna się. Tegoroczny karnawał! Będzie bardzo krótki, bo...

jasnowidzący już wiedzą
Felietony 

Jasnowidzący już wiedzą

Wybitny polski pisarz – Stanisław Lem mawiał: „bądź dobrej myśli, bo po...