Home Felietony  Jak wybrać, czyli casting
Felietony 

Jak wybrać, czyli casting

142

Tego chyba jeszcze nie było w naszym pięknym mieście.

Jak wiadomo w kwietniu odbędą się wybory samorządowe. Wybierać będziemy m.in. radnych, prezydentów, burmistrzów i wójtów. Tak więc gdzieś w połowie marca ruszy na całego zabawa pt. kampania wyborcza. Gdzie tylko będzie można umieszczone zostaną banery i plakaty z wizerunkami kandydatów prezentujących np. bogaty wachlarz przeróżnych min. Uśmiechnięci (chcący w ten sposób ocieplić swój wizerunek, pokazać swoją ludzką stronę, przyjazny charakter, empatię, miłość do bliźniego swego, dobroć i miłosierdzie, ale wiąże się to tez z pewnym niebezpieczeństwem, bo uśmiech na fotce może wyjść szczery lub nie, fałszywy, pogardliwy, ironiczny, na siłę, bez przekonania a nawet złowrogi), poważni (zaciśnięte usta, napięte mięśnie twarzy, zimne spojrzenie, świdrujące obserwatora na wskroś, wskazujące, że mamy do czynienia z osobnikiem odpowiedzialnym, zdecydowanym, stanowczym, silnym, konkretnym, że z nim nie ma i nie będzie „cacy cacy”), przerażeni (tuż przed wykonaniem zdjęcia dotarło do nich co zrobili godząc się na udział w wyborach), zdumieni (zjawisko podobne – naprawdę to robię?), swobodni (luz, ten start to dla „funu”, dla „jaj”, wszystko mi „zwisa” i powiewa, wygram – dobrze, nie – nie ma co płakać, jest ryzyko jest zabawa itp.), skupieni (ale się „wpierdzieliłem”, jak tu się wykręcić z tego kłopotu), zamyśleni (będą się ze mnie ludzie śmiali czy nie?) oraz cwaniaczkowaci (no niech ja się tylko dorwę do władzy…). Ozdobione to wszystko zostanie mniej lub bardziej udanymi hasłami wyborczymi oraz obietnicami, których wyartykułowanie nic nie kosztuje a w wielu przypadkach z góry wiadomo, są mało realne do spełnienia. Z czego wielu wyborców zdaje sobie sprawę, ale mimo wszystko daje się nabrać na te bajdy po raz kolejny.

Ale tym razem w Szczecinie pojawiło się pewne novum, które może trochę zmienić procedurę wyboru kandydatów do różnych funkcji publicznych. Otóż w ostatnich dniach w stolicy Pomorza Zachodniego ujawnił się nowy komitet wyborczy stworzony przez grupę miejskich aktywistów, który zamierza wystartować w kwietniowych wyborach samorządowych. Niby nic nowego. Ale planują oni wybrać swoich kandydatów na radnych za pomocą… castingu! Kapitalny pomysł! Ale, niestety, zaraz pojawiło się pewne „ale”.

Casting jest po to, żeby porozmawiać o tym, jak wyglądać powinien Szczecin. Zgłosić się może każdy, kto posiada prawo wyborcze. Wyróżnia nas to, że program będziemy tworzyć w trakcie kampanii, będą to pomysły i postulaty kandydatów – wyjaśniał jeden z koordynatorów tego projektu w pewnym lokalnym medium.

I entuzjazm dla tego pomysłu nieco opada. Bo w ten sposób, ograniczony tylko do rozmowy, formuła castingu nie zostaje do końca wykorzystana i staje się dużo mniej atrakcyjna. Wiadomo, że funkcje publiczne wiążą się z licznymi obowiązkami, ciężką pracą na rzecz społeczeństwa, sporym wysiłkiem  czasem ponad siły, aby np. nie zasnąć w trakcie obrad Sejmu lub Senatu, jakiejś komisji albo sesji np. Rady Miasta czy Gminy. Trzeba więc mieć przede wszystkim zdrowie, siły witalne, kondycję, energię. Następnie pewne umysłowe predyspozycje, wykształcenie, doświadczenie, charakter itd. itp. To teoria oczywiście, bo jak pokazuje życie i np. skład osobowy polskiego parlamentu często pewne odpowiedzialne funkcje pełnią osobnicy, którzy nie nadają się nawet do kopania rowów a co dopiero np. do przygotowywania ustaw. Dlatego castingi, oprócz obowiązkowych badań lekarskich (np. psychiatrycznych) powinny stać się normą przy wyłanianiu kandydatów do różnych stanowisk. Mało tego, powinny być publiczne – transmitowane przez stacje telewizyjne. Ktoś powie, że się z tego jakieś show zrobi. No i co z tego, jedno show więcej, czy mniej… A przynajmniej obywatele mieliby okazję zobaczyć co kandydat sobą reprezentuje, czy podoła obowiązkom, czy jest zdrowy (może jakiś mały egzamin sprawnościowy – np. 50 „pompek”, czy 100 „przysiadów”, rzucić gdzieś w dal piłka lekarską), czy jest wiarygodny (wypis z BIK-u i zeznania podatkowe byłyby koniecznością), jakie ma wykształcenie (faktyczne a nie dyplom jakiejś uczelni podobno funkcjonującej gdzieś w Tadżykistanie), jak sobie radzi w sytuacjach stresowych (np. jak go „kanar” złapie w tramwaju bez biletu).

Ludzie rzadko uczestniczą w przedwyborczych spotkaniach, słuchają „piąte przez dziesiąte” tego co opowiadają kandydaci i w dodatku podchodzą do tego z dużą dozą nieufności. A telewizyjne widowiska wręcz kochają. Takie zmagania byłyby nie tylko ciekawe, ale i pouczające. Wielu osobom pomogłyby na pewno w dokonaniu wyboru. Niejeden kandydat po takim prześwietleniu odpadłby z hukiem w trakcie takiego castingu i przekonując się organoleptycznie, że nie jest stworzony do niektórych zadań.  Atmosfera by się oczyściła i może do pewnych gremiów w końcu zaczęliby trafiać ludzie predystynowani do tego a nie naśladowcy Nikodema Dyzmy.

Powiązane artykuły

Felietony Sport

Zanosi się na wielkie bieganie. Ponad 1000 uczestników

Ponad 1000 biegaczy zapisało się już na 5 edycję Szczecińskiego Biegu Nocnego....

Felietony 

Wierzę w wieże

„Nie mamy gór, ale mamy fajne widoki z chmur” – takie hasło...

Felietony Kultura

Głośnia, Marcin i taadaam!

Czwartkowy wieczór, Piwnica Kany. Wchodzę w gronie znajomych. Wewnątrz kilkanaście osób krząta...

Felietony Motoryzacja

Wolno tu parkować, czy nie wolno parkować? – oto jest pytanie!

Zamieszczone powyżej zdjęcie zostało wykonane przy ul. Czarneckiego w Szczecinie. Cóż na...