Ludzie marzą o różnych rzeczach. I czasami się one spełniają a czasami nie. To oczywisty banał nad banałami. Ciekawe jednak czy spełni się marzenie jednego zachodniopomorskiego posła o rewolucji w polskiej kolei. A ściślej mówiąc, żeby posiłki z wagonów WARS-u były dostarczane bezpośrednio pasażerom, którzy odbywają podróż!
Kto jechał polskimi pociągami np. w latach 80. ubiegłego wieku, szczególnie latem, ten dziś ze zdumienia otwiera oczy do jakiej rewolucji doszło na naszych rodzimych kolejach. Oczywiście, jest jeszcze wiele do zrobienia. Ale teraz przynajmniej ludzie nie muszą zdobywać miejsc w wagonach włażąc do nich przez okna i to wtedy, kiedy skład wjeżdżał na stację. Nie muszą zajmować każdego centymetra kwadratowego powierzchni wagonu i tłoczyć się np. w WC, które i tak zazwyczaj działało tylko przez pierwszy kwadrans podróży (nie mówić o jego czystości czy papierze toaletowym, który znikał tak szybko jak obietnice przedwyborcze), albo na korytarzach, często w oparach tytoniowego dymu. Nieodpowiedzialni osobnicy, którzy nie zabrali ze sobą kanapek lub nie mogli wdychać zapachów żywności jaką spożywali współpasażerowie (np. zestaw klasyczny – jaja na twardo, pomidor, ogórek, może być kiszony i kawałek kiełbachy) nie muszą udawać się w desperacji do wagonów ówczesnego WARS-u, aby przeżyć w nich, dosłownie i w przenośni, kulinarną przygodę życia. Czyli to, co teraz spożywają, na własne życzenie, niektórzy uczestnicy różnych reality show m.in. jakieś larwy, robaki i inne paskudztwa.
Świat się zmienił i na szczęście również polska kolej. Ale w naturze ludzkiej leży m.in. dążenie do nowych wyzwań. A takim na pewno będzie dla polskich kolei pomysł jaki zaproponował zachodniopomorski poseł Artur Łącki. Według jednej ze szczecińskich gazet zdaniem parlamentarzysty żyjemy w takich czasach, że podróżni powinni zamawiać posiłki i napoje w WARS-ie a obsługa przynosić je im wprost do przedziału! Bez względu na to w jakiej odległości od niego znajduje się wagon restauracyjny.
Według interpelacji posła Łąckiego w innych krajach takie rozwiązania są w pociągach standardem, na przykład u pewnego czeskiego przewoźnika kolejowego. Na stolikach pasażerowie znajdują menu z kodem QR. Dzięki temu mogą zamówić wybrane danie, a obsługa przynosi je bezpośrednio do stolika.
– Tymczasem w wielu pociągach PKP Intercity, zwłaszcza na długich trasach przekraczających 300 km, pasażerowie obserwują zjawisko odwrotne – liczba wagonów restauracyjnych WARS maleje, a dostęp do usług gastronomicznych bywa ograniczony lub w praktyce niemożliwy – alarmuje poseł.
Jego interpelacja trafiła do ministra infrastruktury. I pewnie utknęła urzędnikom w gardle jak kawałek pizzy z pepperoni. No bo co z tym zrobić? Masz babo placek – mówi przysłowie. Drożdżowy lub ziemniaczany – dopowiedzieliby gastronomicy. Ale cóż to za wizja! Prawie science fiction. Człowiek wsiada sobie do takiego pendolino. Już czuje się jak tzw. przysłowiowe panisko. A tu jeszcze dopieszczą go taką usługą, że na srebrnej tacy przyniosą mu np. jajecznicę na boczku, kiełbasę z cebulą, czy kaszankę na gorąco, albo flaki po zamojsku, a może nawet golonkę? Prawie jak w jakimś Orient Expressie. Ludzie mają różne marzenia.