Jak wypromować ruiny, pozbyć się ich w elegancki oraz pożyteczny sposób i jeszcze na nich zarobić?
Kontynuując rozważania na temat promocji naszego regionu. Mamy na Pomorzu Zachodnim pewną bardzo ciekawą atrakcję turystyczną, o której chyba niewiele osób wie. Chodzi o Kłomino – opuszczone i wymarłe miasto. Jego mieszkańcy zniknęli stamtąd, no może nie z dnia na dzień, ale bardzo szybko. I nie był to efekt np. wybuchu meteorytu, jakiejś epidemii, czy katastroficznej przepowiedni. Kłomino powstało w latach 30. ubiegłego wieku jako niemiecka baza wojskowa z poligonem artyleryjskim Wehrmachtu. Po wybuchu II wojny światowej był tam obóz jeniecki. W 1945 roku Kłomino zostało przejęte przez wojska radzieckie. Były w nim m.in. sklepy, apteka oraz kino. Mogło w nim mieszkać ok. 5 tysięcy osób: głównie radzieckich żołnierzy Armii Radzieckiej wraz z rodzinami. W 1992 roku musieli opuścić Polskę a Kłomino stało się miastem – widmem. I tak jest do dziś. Wiatr hula w opuszczonych budynkach, a jedyni ludzie jacy się w nim pojawiają, to miłośnicy historii oraz tzw. urbexu – odkrywania i zwiedzania opuszczonych, niedostępnych na co dzień lub zapomnianych miejsc.
Ale chyba można to zmienić. Miasto i tak już jest ruiną. Ale jeszcze może odegrać znaczną rolę na Pomorzu Zachodnim, stać się prawdziwą atrakcją turystyczną i przynosić pieniądze. W jaki sposób? Za przykład może posłużyć pewne nieistniejące już miasto w nieistniejącym już państwie, czyli sławny Most z Czechosłowacji. Krótka historia: w latach 60. i 70. ubiegłego wieku pod tą architektoniczną perłą odkryto bogate złoża węgla brunatnego. Ówczesne władze nie miały litości – podjęto decyzję o całkowitym wyburzeniu zabytkowego 700-letniego Starego Miasta. Zabytkowe kamienice i całe kwartały ulic były wysadzane i równane z ziemią. Ale Czesi, przy okazji, postanowili na tym zarobić.
Most stał się gotowym… planem zdjęciowym oraz scenografią dla ekip filmowych. To w nim m.in. powstała znacząca część zdjęć ogromnie popularnego polskiego serialu pt. „Dom”. Szczątki i gruzy Mostu „zagrały” zrujnowaną Warszawę, bez ponoszenia gigantycznych kosztów budowy podobnych dekoracji gdzieś w Polsce. W 1969 roku w zgliszczach miasta nakręcono także znany amerykański film wojenny „Most na Renie” (The Bridge at Remagen) – historię alianckiej operacji przejęcia kluczowego mostu w Niemczech pod koniec II wojny światowej. Dziś w miejscu zburzonego miasta znajduje się zalane wodą sztuczne jezioro Most. Mieszkańcy żyją w nowej miejscowości, wybudowanej z wielkiej płyty obok dawnego centrum.
A my mamy Kłomino, które niszczeje. Ale skoro i tak już nic z niego nie będzie, to może więc mogłoby się stać planem dla np. filmów dystopijnych, czyli z mroczną i pesymistyczną wizją przyszłości lub alternatywnej rzeczywistości, w której społeczeństwo jest gnębione przez totalitarną władzę, technologię lub korporację. Ale nie tylko, również obrazów wojennych, katastroficznych (efekt jakichś zmian klimatycznych), horrorów, thrillerów, fantasy, science–fiction np. bliskich spotkań z „obcymi”.
Kilka lat temu Tom Cruise, kręcąc kolejną część „Mission Impossible” chciał wysadzić w powietrze na Dolnym Śląsku pewien zabytkowy most. Na szczęście na zgodzono się na to. Ale gdyby przyjechał do Kłomina mógłby sobie wysadzić dla potrzeb filmu np. jakiś opuszczony blok mieszkalny albo poniemieckie koszary. Producent obrazu zaoszczędzi, bo nie będzie musiał wydawać kasy na dodatkowe dekoracje, a lokalny samorząd zarobi i jeszcze zaoszczędzi nie wydając pieniędzy za rozbiórkę niszczejących obiektów. Same plusy. Tylko trzeba się spieszyć i rozpocząć intensywną akcję promocyjną Kłomina pod hasłem np. „ruiny od gminy dla filmowej machiny”, „Hollywood, Hollywood, mamy fajnych ruin w bród”, albo „nakręć film w Kłominie a Oskar Cię nie minie”.
(gdyby ktoś się nie domyślił, to ten tekst ma charakter żartobliwy, doświadczenie wskazuje jednak, że wielu traktuje wszystko z cmentarną powagą oraz czyta bez zrozumienia, stąd też te słowa wyjaśnienia)