Przez kilka ostatnich dni, przynajmniej część Szczecinian żyło historią zaginionych 42 tysięcy euro. Forsę odnaleziono. Ale teraz ludzie trochę inaczej patrzą na meble wystawione przy śmietnikach. Bo może w którymś z nich kryje się jakaś kolejna wartościowa niespodzianka?
W skrócie – kilka dni temu pewne małżeństwo z podszczecińskich Warzymic wyrzuciło do wiaty śmietnikowej stary kredens, czy komodę. Ale zapomnieli, że trzymali w nim swoje oszczędności – 42 tys. euro. Dopiero po kilkunastu godzinach zorientowali się co zrobili.
– Po prostu nie zwróciliśmy uwagi, że nie wyciągnęliśmy wszystkiego z komody. Pieniądze zostały wystawione w miejscu składowania odpadów wielkogabarytowych na osiedlu – mówił współwłaściciel pieniędzy dla jednej ze stacji tv.
Ale pod śmietnikiem mebla już nie było. Kiedy tylko wiadomość o zaginionej kasie „poszła w miasto” jakimś dziwnym trafem zaczęły znikać różne meble, które do tej pory cierpliwie stały pod śmietnikami czekając albo na wywiezienie albo na nowych właścicieli. Niektóre zostały zniszczone a nawet porąbane na drobne części. Tak na wszelki wypadek. No bo skoro taka sytuacja zdarzyła się w Warzymicach, to może ktoś gdzieś wyrzucając zużyte meble, także zapomniał zabrać z nich przechowywanych pieniędzy lub kosztowności. Pojawiały się także sygnały o dziwnych zachowaniach niektórych z mieszkańców Szczecina, którzy zaopatrzyli się w używane meble dzięki grupie na Facebooku „śmieciarka jedzie”. Coś w stylu sławnej sceny z filmu „Vabank” kiedy kasiarz Kwinto wychodzi z więzienia i wraca do domu. Ale tam już jego miejsce zajął kochanek żony – komisarz policji. Kwinto zaczyna nagle sprawdzać wszystkie krzesła stojące przy stole w jadalni. Odkręca nogę jednego z nich i wyjmuje z niej zwitek banknotów a potem oczywiście wychodzi trzasnąwszy drzwiami. A komisarz zaczyna odkręcać nogi od pozostałych krzeseł w poszukiwaniu kolejnych ukrytych pieniędzy. Ale nic więcej nie było.
Poszukiwaniami zaginionej kasy z Warzymic zajęli się policjanci z Mierzyna oraz pewna pani prywatna detektyw. Przejrzano nagrania monitoringu, przepytano sąsiadów w okolicy. I te działania okazały się bardzo skuteczne. W sobotę udało się odnaleźć pieniądze. I to w dodatku całą kwotę! W jaki sposób ją namierzono i u kogo na razie ani policja ani pani detektyw nie informują. W każdym razie komuś ze „znalazców” może grozić odpowiedzialność karna. Jak mawiali starożytni „Finis coronat opus”, czyli z łac. „Koniec wieńczy dzieło”. Ważne, że wszystko dobrze się skończyło dla właścicieli kasy. Ale ważna jest też nauka płynąca z tego przypadku. Jaka, to już niech każdy sobie sam odpowie. Np. że lepiej jest mieć pieniądze niż ich nie mieć i oczywiście, warto, żeby zawsze trochę kasy było w domu. Tylko może lepiej zainwestować w jakiś mały sejf niż trzymać ją np. w zamrażalniku, pod materacem, między ubraniami w szafie, w książkach czy w słoikach z mąką lub ryżem.
Jedna z pięciu życiowych prawd słynnego hollywoodzkiego aktora Johna Wayna brzmi: „pieniądze nie dają szczęścia, ale o wiele wygodniej płacze się w Mercedesie niż na rowerze”. Pamiętajmy więc o tym, gdzie chowamy forsę, żebyśmy nie musieli w przyszłości zamiast płakać w luksusowej furze wyć z żalu w środkach miejskiej komunikacji.