Home Felietony  Tajemnice Pomorza Zachodniego. Czy Hotel Gołębiewski rozsławi nasz region?
Felietony 

Tajemnice Pomorza Zachodniego. Czy Hotel Gołębiewski rozsławi nasz region?

220
tajemnice pomorza zachodniego. czy hotel gołębiewski rozsławi nasz region?
fot. Hotel Gołębiewski

Hotel Gołębiewski jest zdecydowanym zwycięzcą tegorocznych wakacji. Ale dzięki niemu turyści mogli odkryć nie tylko Pobierowo, ale i Pomorze Zachodnie. A mamy jeszcze w zanadrzu kilka takich „wunderwaffe” (jak mawiają nasi zachodni sąsiedzi), które już czas odpowiednio nagłośnić i wypromować.

Mamy połowę września, można więc się chyba pokusić o jakieś małe podsumowanie lata na Pomorzu Zachodnim. Nadbałtycki gigant i koszmarny sen hotelarzy po drugiej stronie Odry, czyli Hotel Gołębiewski w Pobierowie podsumował swój pierwszy pełny sezon wakacyjny. Od początku lipca do końca sierpnia obiekt odnotował prawie 90 tys. osobonoclegów, a liczba rezerwacji pokoi przekroczyła 30 tys. Duży ruch widoczny był również w hotelowej gastronomii i SPA. Wśród turystów zagranicznych najliczniejszą grupą okazali się Niemcy.  W ciągu dwóch miesięcy w hotelowej Restauracji Czerwonej wydano 209 tys. 843 posiłków. W strefie SPA od początku lipca do końca sierpnia wykonano ponad 1200 zabiegów. Ale widoczny jest także tzw. efekt Gołębiewskiego – to nie tylko wysoka frekwencja w hotelu, ale także zainteresowanie jego gości Pobierowem i Pomorzem Zachodnim. 

Super wiadomości. Ale trawestując stare polskie przysłowie można rzec: „jeden Gołębiowski lata nie czyni”. Ten rozpalony ogień zainteresowania turystów trzeba pielęgnować i podsycać. Ale także przenosić na inne atrakcje w regionie. A mamy mnóstwo fajnych miejsc. Niektóre z nich są bardzo znane i popularne. Inne czekają na swoich odkrywców i tłumy zwiedzających. Bo, niestety, nie są chyba zbyt dobrze przez nas wykorzystane promocyjnie i turystycznie. A nie musimy ich tworzyć jak w innych rejonach świata jak np. we Włoszech. Pewien rzutki przedsiębiorca z okolic Arcugnano i Vicenzy w 2005 roku ogłosił, że odkopał tam starożytny rzymski amfiteatr, który mieli odwiedzić m.in. Juliusz Cezar i Kleopatra. Obiekt został szybko wypromowany, a turyści rzucili się go oglądać jakby w życiu nie widzieli amfiteatru. I płacili jeszcze za to po 40 euro. Ale po jakimś czasie zabytkiem zainteresowała się włoska policja i prokuratura. I odkryto, że to zwykłe fałszerstwo a nie starożytna budowla. 

Schody teatru zbudowano ze sztucznie postarzanych współczesnych bloków kamiennych, a niektóre inne elementy konstrukcji z betonu, włókna szklanego i papier-mache. Właściciel obiektu dostał dwa lata więzienia za fałszowanie dzieł sztuki i wznoszenie quasi zabytków bez pozwolenia. Musiał także rozebrać nielegalną budowlę. Przy okazji tego zabytkowego „przekrętu” media przypomniały inne podobne przypadki jak np. balkon bohaterki „Romea i Julii” Szekspira, czyli Julii Capuletti w Weronie. I niby wielu turystów wie, że jest nieprawdziwy i że nie ma nic wspólnego z historią z dramatu. Ale dają sobie wciskać kit i jeszcze płacą za bilety, żeby zobaczyć kawałek betonu z ozdobami.

Nie namawiam do tworzenia nieprawdziwych artefaktów, promowania ich i zarabiania na łatwowierności turystów. Mamy swoje, autentyczne, które wystarczy tylko odpowiednio uatrakcyjnić. Przykłady? Proszę bardzo. Kilka lat temu Zachodniopomorskie stało się sławne za sprawą odkrycia domniemanego grobowca legendarnego króla Wikingów Haralda Sinozębego (od jego przydomku pochodzi nazwa technologii Bluetooth) – władcy Danii i Norwegii z X wieku. Ma on się znajdować wsi Wiejkowo, położonej w gminie Wolin. Badacze i pasjonaci historii są pewni, że ów władca jest tam pochowany. Natomiast naukowcy są co do tego bardzo sceptyczni, traktują to jako interesującą hipotezę, która wymaga dalszych, tradycyjnych wykopalisk archeologicznych. Jasna sprawa, niech robią swoje. Ale dlaczego nie możemy się tym chwalić wszem i wobec? Cóż nam szkodzi rozsławić ten obiekt? 

Podobnie jak z zaginionym, ale odkrytym na początku tego roku, średniowiecznym miastem Stolzenberg, którego relikty odkryto w lesie w pobliżu osady Zagrody i Sławoborza w powiecie świdwińskim. Podobno wyraźnie widać dawne fosy oraz wały obronne otaczające osadę. Stolzenberg funkcjonował prawdopodobnie od pierwszej połowy XIV wieku. Najprawdopodobniej ostatecznie opustoszało najpewniej w okresie wojny trzydziestoletniej. Chwalmy się nim, mówmy o nim, pokazujmy go. 

Sześć lat temu sławna amerykańska stacja telewizyjna CNN podała sensacyjną informację – w województwie zachodniopomorskim, we wsi Chwarszczany (niedaleko Myśliborza), może się znajdować legendarny Święty Graal – kielich, w którym miało dojść do przemienienia wina w krew Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy! Szukało go i szuka wielu na całym świecie od lat. Nawet niejaki Indiana Jones. A w Chwarszczanach znajduje się kaplica wzniesione przez legendarnych templariuszy w 1232 roku. Oni to mieli być w posiadaniu Świętego Graala od czasu wypraw krzyżowych. A w chwarszczańskiej kaplicy georadar archeologów wykrył kryptę ze szczątkami rycerzy templariuszy. Według amerykańskiej TV to mógł być przełom w poszukiwaniach Świętego Graala. Bo to mogła być szansa, że być może znajduje się on właśnie w tej krypcie. Badania archeologiczne ciągle trwają. Na razie legendarnego kielicha nie znaleziono. Ale przecież to nie znaczy, że go tam nie ma. Poza tym jak przed laty śpiewali Skaldowie nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, tylko go gonić. W Chwarszczanach co rusz się odbywają różne wydarzenia i imprezy. Ale pozostaje jakiś taki niedosyt wykorzystania promocyjno–turystycznego tego miejsca. 

Dla artystów malarzy to chyba wymarzone plenery, poeci mogliby opisywać ich walory w przeróżnych poematach np. „Sinozęby, Sinozęby, mąż waleczny i posępny/Oddech jego wzbudzał popłoch, miażdżył całe wojsk zastępy”, pisarze przenosić w te miejsca akcje swoich powieści np. krwawych kryminałów lub ognistych romansów, muzycy mogliby w nich odnaleźć natchnienie dla niejednego oratorium, symfonii albo zwykłego wakacyjnego przeboju w stylu disco polo np. „W Chwarszczanach, przy kaplicy, zakochałem się w blond dziewicy/Wszystko ma piękne, zarówno ciało i duszę/ Nie chce mnie jednak, przyznać się muszę/ Bo nie jestem Tamplariuszem/ Zraniłaś serce me w Chwarszczanach, oj dana, dana, dana”. A jakie pole do popisu dla filmowców – nie tylko polskich! Niejedna zachodniopomorska „terra incognita” czeka  na swoich odkrywców. Wskażmy im więc drogę!

(gdyby ktoś się nie domyślił, to ten tekst ma charakter żartobliwy, doświadczenie wskazuje jednak, że wielu traktuje wszystko z cmentarną powagą oraz czyta bez zrozumienia, stąd też te słowa wyjaśnienia)

Powiązane artykuły

nowy balkon cesarza
Felietony 

Nowy balkon cesarza

Ma swój balkon wojewoda zachodniopomorski w gmachu ZUW na Wałach Chrobrego, ma...

wygrana w lotto. mała rzecz, a cieszy!
Felietony 

Wygrana w Lotto. Mała rzecz, a cieszy!

Wygrałem w Lotto 10 PLN. Świat zawirował mi przed oczami! Pierwszy raz...

now miejsce dla „wajchowego”? kultowy pomnik może zniknąć sprzed dworca pkp
Felietony 

Now miejsce dla „wajchowego”? Kultowy pomnik może zniknąć sprzed dworca PKP

Słynny szczeciński pomnik kolejarza, czyli popularnego „wajchowego”, który stoi przed dworcem PKP...

miasto – widmo czeka na hollywood
Felietony 

Miasto – widmo czeka na Hollywood

Jak wypromować ruiny, pozbyć się ich w elegancki oraz pożyteczny sposób i...