Podobno już w czerwcu ma ruszyć najnowsza atrakcja turystyczna w regionie – tramwaj wodny z Nowego Warpna, przez Szczecin do Świnoujścia. Ale może warto ubarwić taką podróż jakimiś dodatkowymi elementami rozrywkowymi? Może podobnymi do tych jakie były np. w kultowym „Rejsie”?
Oczywiście zaraz mogą podnieść się głosy, że przy dobrej pogodzie taka podróż sama w sobie może być czarująca, kusząca i niezwykle atrakcyjna. Ale dla niektórych oglądanie tylko zachodniopomorskich krajobrazów z wody (oczywiście niesamowicie cudownych, powalających swoim urokiem i wdziękiem, pejzaży pełnych zapierających dech w piersiach elementów, uwodzicielskiej fauny i flory itp.) może nie być do końca satysfakcjonujące.
Turyści przecież teraz stali się coraz bardzo wybredni. Nie zadowalają się już tylko i wyłącznie jakimś podstawowym zestawem atrakcji. Oni chcą czegoś nowego, zaskakującego, niebanalnego, czegoś co można obfotografować, z czym można sobie zrobić selfie, nakręcić „rolkę” albo dłuższą relację z wydarzenia. Aby dalszą lub bliższą rodzinę, znajomych, sąsiadów szlag jasny trafił z zazdrości, żeby ich krew zalała z zawiści i żeby wyblakły i skarlały te ich Dubaje i inne Indonezje, którymi próbują przelicytować innych.
Taki rejs może być okazją do wielu niezapomnianych przeżyć. Przecież w jego trakcie może dojść np. do ataku ze strony lokalnych piratów, którzy przy pomocy kajaków, rowerów wodnych lub pontonów spróbują abordażu i porwania z pokładu wodnego tramwaju kilku uczestników podróży. Oczywiście tylko na chwilę, tak „dla jaj”. Po wręczeniu symbolicznego okupu (w postaci m.in. butelki jakiegoś miejscowego, kraftowego trunku) ze strony kogoś z załogi albo „podstawionego” pasażera porwani wracają na pokład. Chyba, że ktoś z nich ulegnie czarowi porywacza i stanie się ofiarą „syndromu sztokholmskiego” oraz będzie chciała lub chciał wieść podobne życie „Piratów z Zalewu” lub „Piratów z Toru Wodnego”.
Oczywiście nie zwracajmy uwagi na żałosne uwagi w stylu, że na pewno znajdzie się niejeden mąż albo niejedna żona chcący w ten sposób pozbyć się współmałżonka i nawet będący gotowi za to suto zapłacić. Takie sytuacje trzeba z góry wykluczyć i tłustą czcionką umieścić w regulaminie rejsu oraz korzystania z tramwaju wodnego.
Oczywiście piraci, to tylko jedna z możliwości uatrakcyjnienia wycieczki z Nowego Warpna do Świnoujścia. Można wprowadzić w życie inne rozwiązania.
Tylko po co wyważać otwarte drzwi? Może wystarczy skorzystać z dobrych i sprawdzonych wzorców np. z kultowego polskiego filmu pt. „Rejs” w reżyserii Marka Piwowskiego. Tam jak na tacy podane są pomysły ubarwienia podróży. Może nie wszystkie nadają się na rejs z Nowego Warpna do Świnoujścia ze względów czasowych. Ale niektóre będą w sam raz. Na przykład można zorganizować przyjęcie urodzinowe – niespodziankę dla kapitana (nawet wtedy kiedy dowodzący jednostką pływającą ich akurat nie ma lub ich nie obchodzi), dobarwić je elementami wspólnej zabawy członków załogi i podróżnych w postaci np. pokazów gimnastycznych lub sprawnościowych, quizów słowno–muzycznych, konkursu recytatorskiego albo wokalnego popularyzującego zachodniopomorskie szanty, gry w zapomnianego i odkurzonego na potrzeby rejsu „dupniaka”, a na koniec dyskoteki „na falach”.
Co tu dużo tłumaczyć. Każdy kto oglądał „Rejs” choć raz, wie o co chodzi. Taka podróż na pewno na długo zostanie w pamięci uczestników. Tylko trzeba wprowadzić kilka atrakcji dla obcokrajowców, np. konkurs konsumowania puszki paprykarza szczecińskiego na czas wmawiając im, że to stara regionalna tradycja, którą zapoczątkował książę Bogusław X albo konkurs wymawiania nazwy miejscowości Chwarszczany. Ale to wszystko rola odpowiednio dobranego „kaowca” (czyli dawnego instruktora kulturalno – oświatowego) lub jakiejś animatorki kultury, którzy zadbają o wodospad fantastycznych wrażeń i miłe wspomnienia u podróżnych. Coś na kształt tych z pamiętnego przeboju kabaretu „Elita” o wakacyjnym turnusie: „Nasz Kaowiec pan Mieczysław/Wciąż wycieczki nam załatwia/Uwielbiają go kobiety/Bo przystojny jest niestety/Gdy w świetlicy pani Basia/Daje książki oraz szachy/Każdy facet czuje feler/Że już nie jest kawalerem”.