Home Historia W ziemi jest jeszcze wiele skarbów. Uciekając przed Sowietami ukrywali swoje majątki
Historia

W ziemi jest jeszcze wiele skarbów. Uciekając przed Sowietami ukrywali swoje majątki

3k
Foto AdobeStock

Znalezienie starych monet wywołało dyskusję o potencjalnych skarbach ukrytych na Pomorzu Zachodnim. Poznaliśmy historię majątku, który został ukryty na terenie gospodarstwa w podszczecińskiej wsi. Skarbu nigdy nie udało się odnaleźć.

 

Czy Pomorze Zachodnie skrywa skarby? Według Marka Łuczaka –  policjanta, doktora historii i Prezesa Pomorskiego Towarzystwa Historycznego, wielu ukrytych majątków prawdopodobnie nigdy nie odnajdziemy. Czy są to wartościowe skarby? Nie zawsze,  jeśli patrzymy na ich wartość pieniężną, ale jeśli spojrzymy z perspektywy wartości historycznej i czysto sentymentalnej, to możemy mówić o prawdziwym bogactwie. Ale… po kolei.

 

Skarb ukryty na terenie dużego gospodarstwa pod Szczecinem

To rodzinna historia, tajemnica, której nie udało się wyjaśnić. Dotyczy rodziny, która na Pomorzu Zachodnim osiadła tuż po wojnie. Został im przekazany dom, tak zwana kolonia, czyli gospodarstwo oddalone o kilkaset metrów od najbliższej wsi. Nie było to duże gospodarstwo, ale zadbane. Zniszczona w wyniku wojennej zawieruchy została tylko stodoła, dlatego nowi gospodarze postanowili ją przebudować. Konstrukcja mocno się zmieniła, częściowo zmieniła nawet swoją lokalizację. Jak się z czasem okazało, była to… ważna przebudowa.

 

– Wiele lat po wojnie niespodziewanie przyjechali do tego gospodarstwa goście, to potomkowie byłych właścicieli – wspomina pan Ryszard. – Mieli ze sobą zdjęcia z okresu przedwojennego, wówczas to gospodarstwo wyglądało mimo wszystko inaczej, było inaczej zagospodarowane jako przestrzeń i budynki gospodarcze – tłumaczy.

 

Z czasem goście przyznali, że przyjechali po rodzinne pamiątki, które uciekający przed Sowietami rodzice, ukryli na terenie gospodarstwa.  Przyglądali się budynkom, porównywali ze zdjęciami i próbowali zlokalizować jakieś miejsce.

 

– Mocno się gubili w swoich obliczeniach, my z kolei patrząc im trochę przez ramię, nie rozumieliśmy czego właściwie szukają. Poza tym, że coś miało być ukryte w ziemi. Ale oni, mając zdjęcia, nie potrafili wskazać tego miejsca, z nami z kolei nie chcieli się dzielić taką wiedzą, co było zrozumiałe – relacjonuje Pan Ryszard. – Jakoś czuliśmy, że to dla nich ważne, pomimo, że dla naszych rodziców wówczas pamięć o wojnie była wciąż żywa, nie mieliśmy wobec gości złych zamiarów. Nasza mama dobrze mówiła po niemiecku, trochę z nimi rozmawiała, ale niewiele było można się dowiedzieć – dodaje.

 

Po kilku godzinach potomkowie byłych właścicieli się poddali.

 

– Na odchodne patrząc na nasze gospodarstwo powiedzieli tylko, że jeśli będziemy mieli szczęście, to nasza rodzina już nigdy nie będzie musiała pracować, bo tu pozostały cenne pamiątki – relacjonuje Pan Ryszard.

 

Kolejnego dnia, o poranku polska rodzina zauważyła, że w jednej ze ścian domu mieszkalnego wyciągnięta jest cegłówka. Ktoś wyżłobił tynk i ją zdemontował. Za tą cegłówką była duża dziura, wyglądało jak schowek. Był pusty.

 

– Prawdopodobnie było tam coś ukrytego, w nocy, kiedy spaliśmy nasi tajemniczy goście to opróżnili z zawartości – wspomina Pan Ryszard. – Natomiast cały czas odnosiliśmy wrażenie, że nie tego szukali, że chodziło o coś większego – dodaje.

 

Razem  braćmi postanowili szukać ukrytych pamiątek. Z czasem rodzinna legenda przybierała na sile. Kilkudniowe poszukiwania nie dały efektów, ale i wówczas poszukiwacze nie mieli takich narzędzi jak współcześni historycy, jak chociażby wykrywacze metalu. A potem… przyszły żniwa i nikt nie miał czasu zajmować się ukrytym skarbem. I choć wielokrotnie się o tym mówiło, to nikt kolejnych prób poszukiwań nie prowadził.

 

– Wydawało nam się, że przekopaliśmy każdy skrawek gospodarstwa, potem przy okazji każdych prac ziemnych wracaliśmy myślami do tej historii z jakąś tam nadzieją, że może przypadkiem kiedyś uda się znaleźć to, czego szukała rodzina poprzednich właścicieli, ale nigdy niczego nie znaleźliśmy – mówi pan Ryszard.

 

Marek Łuczak: Takich historii jest wiele, ale nie zawsze mówimy o skarbie w dosłownym znaczeniu

 

W kontekście drogocennych monet, znalezionych przez miłośników historii oraz legendzie o ukrytym skarbie rozmawialiśmy z doktorem Markiem Łuczakiem, historykiem i jednocześnie policjantem, który zajmuje się między innymi skradzionymi dziełami sztuki.

 

– Takich opowieści o ukrytych majątkach znam wiele – komentuje. – Bardzo rzadko mówimy tu o wartościowych, z punktu widzenia wartości pieniężnej, przedmiotach. Faktem jest, że dawni mieszkańcy tych ziem, uciekając przed Sowietami, ukrywali majątki, których nie dało się zabrać ot tak sobie. Pieniądze, biżuterię… wszystko to, co nie miało dużych gabarytów zabierali ze sobą. Ukrywane były takie rzeczy jak porcelana i inny dobytek, który miał dla samych właścicieli ogromną wartość sentymentalną – tłumaczy.

 

Dodaje, że od czasu do czasu znajdują się takie ukryte przed laty majątki. Porcelanowa filiżanka, która w tamtych czasach mogła świadczyć o prestiżu, w rzeczywistości kosztuje w internecie 20 złotych. Nie oznacza to jednak, że w jednostkowych przypadkach znaleziska mogą się okazać bardziej wartościowe.

 

– Owszem, mogłyby to być dzieła sztuki, ale też nie zapominajmy, że mieszkańcy tych gospodarstw nie posiadali takich wartościowych przedmiotów, to nie jest tak, że każda taka rodzina była bogata – tłumaczy.

 

Czy znając przybliżoną lokalizację, można samemu poszukiwać takich skarbów? Marek Łuczak wyjaśnia, że warto w takim wypadku zgłosić chęć poszukiwań do konserwatora zabytków jeżeli chcemy ich poszukiwać za pomocą sprzętów technicznych i elektronicznych, informując, że poszukiwania będą prowadzone na terenie nieruchomości, której jesteśmy właścicielami. Warto także ewentualne znaleziska pokazywać konserwatorowi, ten potrafi ocenić, czy znaleziona na przykład moneta ma dużą wartość historyczną i czy nie jest to zabytek archeologiczny. Warto także pamiętać, by w chwili odnalezienia zabytku archeologicznego, dobrze zabezpieczyć miejsce i poinformować o tym konserwatora zabytków. Jeżeli jest to zwykły zabytek, zgłaszamy go w przypadku Szczecina do biura rzeczy znalezionych, które powinno powiadomić miejskiego konserwatora zabytków.

 

– Nie zawsze chodzi tylko i wyłącznie o znalezisko, ale o kontekst. Niekiedy otoczenie miejsca znalezienia danego przedmiotu może powiedzieć historykom więcej, niż sam przedmiot – tłumaczy Marek Łuczak. Jeżeli wyciągniemy skarb pradziejowy z ziemi to również tracimy kontekst i elementy datujące. Innymi słowy mamy skarb np. monet, ale nie wiadomo kiedy trafił do ziemi, w jakich okolicznościach – w ten sposób zostaje nam jedynie wartoś numizmatyczna monet. Poszukiwania skarbów czy artefaktów historycznych to fajna zajęcie i zabawa ale tak jak i zawsze w życiu, oprócz ekscytacji znaleziskiem, należy włączać zdrowy rozsądek.

Powiązane artykuły

Historia

Niezwykła historia zielonego domku

Kierując się nowo wyremontowanym odcinkiem głównej ulicy Bezrzecza nasze oko może przykuć...

szczecin z xx wieku na płótnie
HistoriaZ archiwum Szczecinera

Tak Szczecin wyglądał przed wiekami, tak Szczecin widzieli artyści.

Dość dobrze znamy wygląd Szczecina sprzed 100-120 lat. Wszystko za sprawą fotografii...

HistoriaZ archiwum Szczecinera

Piraci w Szczecinie

Powyższy tytuł może być intrygujący, może też być mylący – bo o...

Historia

Zabytkowa fontanna Rudolfa odzyskuje swoją świetność 

Kolejnym sukcesem mogą pochwalić się szczecińscy pasjonaci historii, a przede wszystkim doktor...