Sztuczna inteligencja coraz częściej budzi nieufność. Zarzuca się jej zniekształcanie faktów, tworzenie „ładniejszych wersji” rzeczywistości i rozmywanie granicy między prawdą a fikcją. Tymczasem są projekty, które pokazują zupełnie inną twarz AI – narzędzie nie do manipulacji, lecz do opowiadania historii w sposób wierny i poruszający.
Jednym z nich jest praca Rafała Kołtoniaka, który sięgnął po archiwalne fotografie z pierwszych lat polskiego Szczecina. Zdjęcia ukazują miasto jako morze ruin, gruzowisk i ludzi mierzących się z codziennym trudem odbudowy po wojennej katastrofie. Dzięki nowoczesnym narzędziom cyfrowym obrazy te zyskały nowy wymiar – ale bez ingerencji w ich sens i treść.
Autor projektu podkreśla, że do pracy z archiwami podszedł z maksymalną ostrożnością.
– Poświęciłem maksymalną uwagę, aby nic nie zostało zmyślone ani dodane przez AI – zaznacza Rafał Kołtoniak.
Fotografie zostały pokolorowane, a następnie subtelnie ożywione. Kluczowe jest to, że ruch kamery odbywa się wyłącznie w obrębie tego, co znajdowało się w oryginalnym kadrze. Nie pojawiają się nowe obiekty, postacie czy „dopowiedziane” detale. To nie rekonstrukcja ani wizja artystyczna – to cyfrowe przybliżenie autentycznego dokumentu.
Autor zestawia efekty pracy z oryginalnymi, czarno-białymi zdjęciami, dając odbiorcy pełną transparentność i możliwość porównania.
Miasto, które dźwigało się z ruin
Ożywione kadry pokazują Szczecin, który trudno dziś rozpoznać. Zrujnowane kwartały, wypalone kamienice, prowizoryczne drogi i ludzie odgruzowujący miasto niemal gołymi rękami. Dzięki kolorowi i delikatnemu ruchowi obrazy przestają być „zamkniętą przeszłością” – stają się bliższe, bardziej ludzkie i zrozumiałe.
To właśnie tu AI spełnia inną rolę, niż często jej się przypisuje. Nie tworzy alternatywnej historii, lecz pomaga lepiej ją poczuć.
Projekt Kołtoniaka pokazuje, że sztuczna inteligencja nie musi prowadzić do dezinformacji czy tuszowania rzeczywistości. Użyta z odpowiedzialnością, może stać się nowoczesnym nośnikiem pamięci, zwłaszcza dla młodszych odbiorców, dla których czarno-białe fotografie bywają zbyt odległe i abstrakcyjne.
W czasach, gdy granica między prawdą a cyfrową fikcją bywa niepokojąco cienka, takie inicjatywy przypominają, że technologia sama w sobie nie kłamie – to człowiek decyduje, jak ją wykorzysta.












