Nieregularny przewodnik po knajpach, daniach, trunkach i ciekawostkach kulinarnych Szczecina. Z tego cyklu Szczecinera, przed weekendem będziecie mogli dowiedzieć się , gdzie warto wpaść na szybkie co nieco, gdzie zaprowadzić gości, a gdzie zjeść obiad z rodziną. Miarą naszej rekomendacji będzie liczba małych Szczecinerów. Im ich więcej – tym bardziej warto.
Czasem tak się składa, że choć chcesz zjeść na mieście, wybrane miejscówki wypadają jedna po drugiej. Bo zamknięte, bo miejsc brak, bo szykują się do sezonu. Takie fatum dopadło mnie przed majówkowym weekendem. Cóż zrobić wówczas?
Wybrać sklep z winami. Dobrać ser (często pomoże w tym sprzedawca wina), może jeszcze oliwki albo kapary, do tego bagietka. Postarać się o dobre towarzystwo i kolacja smakosza gotowa.
Sklepów z winem w Szczecinie nie brakuje. Znajdziecie w nich ofertę z całego niemal świata, a także spory wybór lokalnych tj. polskich marek. Ja wybrałem dla Was wyjątkowe wino, bo choć z dalekiej Republiki Południowej Afryki to z lokalną, szczecińską nutą.
Mowa o wprowadzonej na nasz rynek w połowie 2023 roku marce Stettyn, czyli mniej nie więcej „Szczecin” z winietą znakowaną głową gryfa w koronie. Skąd tyle szczecińskości? Otóż winnice w RPA zostały założone w XVIII wieku przez pochodzącą ze Szczecina właśnie rodzinę Bothów. Dziś ich winiarnia Stettyn prowadzona jest już przez ósme pokolenie dawnych szczecinian.
Chociaż lubię wino, szczególnie czerwone, nie jestem specjalistą od tego trunku. Nie będę więc wymądrzał się na temat kierunku wiatru, który muskał winne grona, na tym czy owym stoku. Zwyczajnie jak wielu z nas lubię wino, które mi smakuje, a to z naklejką Stettyn jest dobre – podobnie jak wiele innych lecz, te inne nie mają historii, która mnie urzekła.
Oto jak jesienią 2024 r. w ramach promocji Stettyna w Szczecinie poinformował o winie oficjalny FanPage sklepu: „Historia rodziny Botha, to doskonała opowieść na film o fabule pokazującej jak wolność i tęsknota za rodzimym miastem mogą doprowadzić do rzeczy wielkich – w tym przypadku winnicy Stettyn. Także nasze miasto – Szczecin, ma w swoich genach bardzo mocno zakorzenioną niezależność. Z racji tej relacji celebrujmy każdą chwile swobody. Szczególnie kieliszkiem Stettyn Cabernet Sauvignon…”.
Czyż nie fajne? Można polubić za same wpisy, a już na pewno udać się na popróbowanie. Tak właśnie, zainspirowany historią trafiłem pierwszy raz do My Wine przy ul. Tkackiej w Szczecinie. Wówczas był to pierwszy, przynajmniej znany mnie punkt dystrybucji Stettyna. Od tamtej pory wino dostępne jest już w wielu sklepach, w hotelach i restauracjach. Oferowane jest zarówno białe takie jak Stettyn Chenin Blanc – chyba najbardziej popularne w cenie ok. 50 zł za butelkę albo czerwone — Stettyn Pinotage, Stettyn Cabernet Sauvignon (właśnie takie wybrałem), a jest też mój ulubiony szczep Shiraz każde z nich za niecałe 60 zł. Jak widzicie ceny są zwyczajnie porządne, bez wygłupów w setki złotych. A i wybór win naprawdę powinien Was zadowolić. Co ważne, za co ja szczególnie cenię takie miejsca jak My Wine, to możliwość podyskutowania i posłuchania rad sprzedawców.
I na koniec najważniejsze, sklep przy Tkackiej ma kilka stolików i piwniczkę, a dzięki organizowanym od czasu do czasu degustacjom (miejsce, od osoby za ok. 50 zł) możecie doświadczyć opowieści o winie, spróbować go, wybrać swój ulubiony smak, dobrać pasujące do niego dodatki, poznać ciekawych ludzi. Obserwujecie Facebook sklepu, na którym ogłaszane są spotkania degustacyjne. Do zobaczenia.
Tym razem bez rankingu lokalu, gdyż degustacja odbywała się poza nim. Wino było ni mniej nie więcej dobre. Wspomniany Stettyn Cabernet Sauvignon za 54 zł, ser i bagietka kupione w markecie za niecałe 30 zł, lecz wieczór wygrały zakupione w My Wine hiszpańskie Oliwki Manzanilla (słoiczek 280 g za 21 zł) nadziewane migdałami, delikatne, z lekką słodyczą migdałów, przy tym nieco kwaskowate, o ledwie wyczuwalnym posmaku oliwy. Pycha!