Home Felietony  Pogardliwy z natury? 
Felietony 

Pogardliwy z natury? 

353
Ilustrację dla potrzeb felietonu wygenerowała AI.

…I ocal mnie od pogardy Panie, napisał Natan Tenenbaum w swojej „Modlitwie o wschodzie Słońca”. To ważny tekst, recytowany i śpiewany przez niejednego wykonawcę. Czy w tym wypadku pogarda jest talentem otrzymanym od Stwórcy, czy nabytą w toku ewolucji mózgu niebywałą w znanym wszechświecie zdolnością? Czy z punktu widzenia przyrodnika, w naturze istnieje i czy zdarza się pogarda i nienawiść jednocześnie, pośród innych niż człowiek gatunków? Czy może człowiek jest na tyle wyjątkowym stworzeniem, że pogarda i nienawiść jako wyjątkowe zdolności, które posiadł, nakazują go, jako lepszego, z królestwa zwierząt wyłączyć? 

Czy człowiek jest pogardliwy z natury? Pewnie tak, bo częścią natury przecież jest. Człowiek jest zwierzęciem, ale, jak wierzymy tylko on posiada zdolność abstrakcyjnego myślenia. Warto zapytać, kiedy zdolność takiego myślenia posiadł. I wreszcie, kiedy w swojej abstrakcji posunął się tak daleko, aby posiąść zdolność gardzenia innymi osobnikami swojego gatunku?  Z lektury przemyśleń Harari Yuvala zawartych w jego książkach m. in. w „Homo Deus” można wnioskować, że abstrakcyjne myślenie pojawiło się dość wcześnie, już u pierwszych gatunków rodzaju Homo – człowiek. Jednak, im wcześniej, tym świadomość człowieka i tym samym zdolność abstrakcyjnego myślenia i w konsekwencji gardzenia innymi była słabsza, o ile w ogóle istniała. Jaki z tego ostateczny wniosek? Im bardziej byliśmy podobni do określonych przez nas dzisiejszych zwierząt, tym mniej skłonni byliśmy do pogardy. Czyli byliśmy lepsi. Dlatego, nijak ma się powiedzenie „zachowujesz się jak zwierzę”, ponieważ ani szczur, ani hiena, ani świnia, ani mucha, ani pluskwa (dobór gatunków nie jest przypadkowy) nigdy z pragmatycznego punktu widzenia nie ograniczy kontaktu z innymi gatunkami, czy osobnikami swojego gatunku, dzięki którym osiąga jakąś, chociaż minimalną korzyść. Jeśli już, to musi znaleźć powód, którym może być konkurencja o siedlisko, o pokarm itd. lub strach, czy obrona przed napastnikiem, drapieżnikiem. Jednak nie ma to nic wspólnego z pogardą, czyli poniżaniem albo innego gatunku, albo osobnika swojego gatunku. Stąd, określanie osoby z innymi poglądami, kogoś nieuprzejmego, mordercy, złodzieja mianem zwierzęcia jest tutaj jak najbardziej nie na miejscu. Gdyby zwierzęta posiadły zdolność abstrakcyjnego postrzegania rzeczywistości, empatycznej reakcji, mogłyby powiedzieć do swoich współbraci „zachowujesz się jak człowiek” i miałoby to swoje głębokie uzasadnienie.  Jak najbardziej nie na miejscu, jest kierowanie do człowieka słów „ty świnio”. Akurat świnia jest gatunkiem bardzo opiekuńczym, nawiązującym łatwo kontakt z innymi gatunkami (chociażby z człowiekiem). Póki co, wierzymy, że świnia wykazuje emocjonalne reakcje, jak wiele innych gatunków. Może kiedyś to w pełni udowodnimy. Jesteśmy coraz bliżej. Dlatego, nie obrażajmy świń. Podobnie jest z bydlętami, młodymi osobnikami krów na przykład. Dlatego, nie wiem skąd mogło się wziąć nazywanie zwyrodniałego człowieka bydlakiem?  

Człowiek nie tylko gardzi innym człowiekiem. Gardzi też innymi gatunkami zwierząt, poczynając od owadów, na ssakach, przedstawicielach swojej grupy kończąc. Dlaczego tak się dzieje? Ma to różne podstawy. Jedną z nich jest strach przed zwierzętami, kolejną są szkody jakie zwierzęta przecież z natury czynią w gospodarstwie człowieka, a najdziwniejszą podstawą jest wygląd. Strachu nie trzeba uzasadniać. Po drugie, w naturze nie istnieje ani jedno zwierzę, które jest szkodnikiem. Dla wierzących to Pan Bóg, a dla niewierzących to natura i ewolucja stworzyły tyle i takie gatunki zwierząt, aby ich obecność była odpowiednia dla utrzymania właściwego kształtu piramidy pokarmowej (czyt. Ilości pokarmu) dla wszystkich, którzy z natury korzystają, w tym człowieka. To człowiek, poprzez monokulturowe uprawy i hodowle ściągnął na siebie gatunki, które niesłusznie nazwał szkodnikami, a w najwyższym stopniu swojej pogardy określił ścierwem, łajnem, czarną zarazą, paskudztwem, dziadostwem itd. Na przykład, człowiek wolałby, aby kormorany zjadały owady zamiast ryb, bóbr mógłby mieszkać w dziuplach, stonka ziemniaczana mogłaby zmienić dietę z ziemniaków na lebiodę. Czy należy nienawidzić dzika, wilka, czy inne zwierzę, za to że człowiek ogranicza obszar ich naturalnego występowania, a one zjadają taki pokarm, do którego zostały przystosowane i zdobywają go tak, jak najłatwiej się da, czyli jak kazała natura? Najdziwniejsza jest pogarda dla gatunków, które dla człowieka są zwyczajnie brzydkie, a nawet odrażające. Tak jakby ich wygląd zależał od ich wyboru, a nie od woli Stwórcy czy natury. Natura nie posługuje się poczuciem estetyki, tam nic nie jest ani ładne, ani brzydkie, jest po prostu, bo być takie musi. I tak, człowiek gardzi brzydką hieną, ale chętnie przytuliłby dużo bardziej groźną, ale ładną pandę wielką, podoba mu się bielik, ale już mniej sęp, itd. W ogóle padlinożercy nie cieszą się dużą sympatią ludzi, chociaż ich rola na ziemi, jako „czyścicieli” zjadających padlinę jest niezwykle ważna. Podobnie człowiek postępuje z drugim człowiekiem, gardząc np. jego wyglądem fizycznym, niezależnym przecież od niego samego, albo jego sytuacją życiową, też niezależną od niego samego. Do dzisiaj przecież, na szczęście coraz rzadziej, zdarza się gardzić dzieckiem rodzącym się poza małżeństwem. Pamiętam też pogardę dla osób piszących lewą ręką. Mańkut był kiedyś prawdziwym outsiderem. Całkiem niezrozumiała jest pogarda dla homoseksualistów, których stan niekoniecznie wynika z wyboru, a ma podłoże całkowicie biologiczne, fizjologiczne, wrodzone albo nabywane w trakcie życia, co zostało już dawno udowodnione. A nawet jeśli jest to wybór, co komu do tego. 

Człowiek lubi stawiać siebie ponad naturą, chociaż sam jest jej tylko niewielką, ale istotną częścią. Lubi nazywać pewne zachowania, wygląd, a nawet wrodzone cechy fizyczne, psychiczne normalnymi albo nienormalnymi. Kiedy nie potrafi zapanować nad pewnymi skutkami takich zachowań, które np. mieszczą się w zbiorze zachowań właściwych dla jakiejkolwiek religii, mówi że jego bóg tak chciał, albo taka jest tego boga wola, ale kiedy już te zachowania czy cechy nie mieszczą się w tym kanonie, powie, że jego bóg dał człowiekowi wolną wolę i wtedy ten bóg już żadnego wpływu na skutek tych zachowań nie miał. Tak jest po prostu wygodniej. I uwaga, dla obu przypadków pogarda jest traktowana w dwójnasób. W pierwszym przypadku jest nawet usprawiedliwiona bo mieści się w tym kanonie, bo np. można zabić innowiercę (niektóre odłamy islamu), można nazwać kogoś zarazą tylko za jego poglądy. I to już nie jest obraza zwykłych uczuć ludzkich, które są faktem. Za to człowiek może zostać prawnie pociągnięty do odpowiedzialności za obrazę uczuć religijnych, które wynikają z wiary, nie z faktu. Żeby nie było, i jedno i drugie jest złe, ale niesprawiedliwie potraktowane. Wracając, w drugim przypadku ta sama zła czynność usprawiedliwiona już nie jest, bo nie mieści się w tym kanonie. Nazwanie kogoś zarazą w gronie osób o tych samych poglądach jest już niedopuszczalne. Zdecydowanie dłużej będziemy pamiętać, wspominać i roztrząsać jedną zbrodnię dokonaną przez obcokrajowca ze wschodu czy południa, niż dziesięć zbrodni dokonanych przez rodaka. Przy okazji, będziemy z każdą rozmową nabierać większej pogardy dla obywateli kraju, z którego pochodzi obcokrajowiec, zbrodniarz. Zupełnie Bogu ducha winnych. 

Czy człowiek gardzi innymi zwierzętami zabijając je dla przyjemności, traktując w hodowlach jak zwykły towar zalegający na półkach wielkich magazynów od podłogi po sufit, albo stłoczonych na niewielkich powierzchniach? Dobrym przykładem takich złych, powodujących cierpienie zwierząt są zupełnie nieuzasadnione hodowle zwierząt futerkowych, chów klatkowy drobiu lub chów trzody chlewnej, gdzie zwierzęta ograniczone przestrzenią całe dnie przebywają we własnych fekaliach. Czy w wysoko rozwiniętej Europie, w 21 wieku uzasadniony jest ubój rytualny zwierząt, które przecież odczuwają przy tym niesamowite cierpienie fizyczne? Czy Unia Europejska tak bardzo zabiegająca o dobrostan zwierząt pozwala posuwać się do tak prostackich i płytkich zachowań? Czy wiara człowieka jest tutaj ważniejsza niż fakt, niż fakt ogromnego cierpienia zwierzęcia? To nic innego jak pogarda usprawiedliwiana wiarą. Kolejny absurd krajów uznających samych siebie za wybitnych obrońców przyrody, przeciwników cierpienia zwierząt, ale usprawiedliwiających powodowanie cierpienia zwierząt dobrą tradycją. Czyli, już nawet w coś nie wierzymy, wiemy, że zwierzę cierpi, i chociaż nie musimy, to powinniśmy podtrzymać zachowania praktykowane od dziada pradziada. A dlaczego? Bo tak! Wielka Brytania i wielka Anglia, szlachetna, inteligentna, mentor narodów, sarmata wśród mentorów. A jednak, nie potrafi przerwać idiotycznej tradycji polegającej na pogoni za lisem. Wystraszone, zestresowane do granic możliwości zwierzę gonione przez sforę psów i jeszcze bardziej wściekłych „sir’ów”, elitę angielskiej krwi błękitnej, zostaje dosłownie zagonione na śmierć. Nie mając już siły na dalszą ucieczkę, lis zostaje szarpany przez psy, aby w końcu człowiek okazał mu litość i martwego wiózł z powrotem do pałacu, ostentacyjnie okazując zdobyte trofeum. To była Anglia. Teraz Hiszpania, kraj generalnie lewicowy, więc wydawałoby się będący w głębokiej opozycji do takich zachowań. Nic bardziej mylnego. Znowu mamy do czynienia z tradycją, a konkretnie corridą. Podobno jest to piękna sztuka, ale w konsekwencji polegająca na torturowaniu byka, przy radosnym wtórze setek czy tysięcy osób. Apogeum tej sztuki, to przerwanie długą lancą rdzenia kręgowego byka, po wcześniejszym dosłownym nakłuwaniu jego karku mniejszymi lancami, prowadzącymi do jego osłabienia i wykrwawiania. Ponoć im dłuższa lanca, której używa matador tym większy aplauz. Jakiś kompleks? Czy tradycja musi być ciągle kultywowana, jakakolwiek? Istnieje wiele tradycji mających na celu upokorzyć nie tylko zwierzę, ale też człowieka. Pogardliwych w samej swojej istocie. Warto przypomnieć Palenie Judasza (palenie słomianej kukły), zwyczaju który jest do dzisiaj kultywowany, również w Polsce. Podczas niego przy okazji oberwało się kilku żydom, a dzisiaj przy tej okazji często wznoszone są antysemickie hasła. 

Czy noszenie w reklamówce żywego karpia, podczas świątecznych zakupów czyni człowieka lepszym, bo ten karp po męczarniach w worku zostanie zjedzony przy wigilijnym stole, dla uczczenia tradycji?  W końcu, czy łowiectwo i wędkarstwo jest w tych czasach niezbędne? Czy to nie jest zwykłe zabijanie dla przyjemności, albo w przypadku wędkarstwa metoda „złap i wypuść” nie jest świadomym znęcaniem się nad rybą? Równie dobrze moglibyśmy trenować strzelanie nabojami ze środkiem usypiającym do saren, jeleni, dzików i wilków.  Takie polowanie przyżyciowe, które nie zabija, ale okalecza i oszałamia na tyle, aby z okazem zrobić sobie zdjęcie. Ów okaz później się obudzi i będzie gotowym obiektem do kolejnego polowania przyżyciowego. Czy jest to zaspakajanie swoich potrzeb życiowych czy zwykła rekreacja, a jeśli rekreacja mająca na celu świadome wyrządzanie krzywdy (bólu i cierpienia), to czy jest to pogarda, nad którą się nie zastanawiamy? Taką pogardę tłumaczymy sobie, działaniem na rzecz polepszenia warunków przyrody. Bo przecież dokarmiamy zwierzęta, jednocześnie zabijając je do zjedzenia właśnie, budujemy paśniki, budując jednocześnie ambony łowieckie, zarybiamy rzeki i jeziora, odławiając później te ryby dla przyjemności. Można tak wymieniać bez końca.  Zdaję sobie sprawę z faktu niewłaściwej ochrony wielu gatunków zwierząt. To człowiek doprowadził do zbyt dużej liczebności osobników wśród niektórych gatunków, co już zachwiało całą piramidą troficzną i także istnieniem innych rzadkich gatunków zwierząt. Jednak, z pewnością nie każde polowanie i nie każdy „wypad na ryby” (nie po ryby) mają swoje uzasadnienie. Zupełnie niezrozumiałe jest nazywanie takiej aktywności sportem, zawodami czy mistrzostwami okręgu. To brak szacunku do natury. To takie „Igrzyska śmierci” z jednym wyjątkiem. Obiektem polowania nie jest tutaj człowiek, nota bene też zwierzę. 

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że jesteśmy pogardliwi ze względu na poglądy, wiarę, przekonania, stereotypy. Nie gardzimy faktami. Gardzimy tym, czego nie znamy, czego się boimy, czego nigdy nie widzieliśmy, ale słyszeliśmy o tym wiele, od ludzi, którzy też słyszeli od innych. O złych skutkach spotkania kogoś, z kim nigdy nie mieliśmy do czynienia jesteśmy bardziej przekonani niż o niejednym przykrym fakcie, który nas już dotknął. Wolimy powiedzieć, to już lepiej niech mnie spotka to co znam, niż to czego nie znam. Tak w wielkim uproszczeniu, bez wymieniania konkretnych przykładów. Stąd, za poglądy, wygląd, cechy fizyczne, cechy psychiczne, preferencje polityczne, niestandardowy styl ubierania się,  potrafimy z najwyższą pogardą i starannością doboru słów, określić i ocenić  charakter, poziom intelektualny i postępowanie, nie zamieniając z tą osobą nigdy wcześniej słowa, ani nie wiedząc o niej nic, prócz opowieści swoich popleczników. Dlatego katolik, będzie katolem, albo moherem, muzułmanin będzie terrorystą, świadek Jehowy, będzie jehowcem, Azjata będzie ciapatym, czarnoskóry murzynem, gej pedałem, lesbijka lesbą, zwolennik Prawa i Sprawiedliwości pisuarem, a Platformy Obywatelskiej platfusem. Sortowania ludzi ze względu na poglądy nie warto wspominać. I to wszystko, bez żadnego konkretnego powodu, który mógłby nas w jakiś przykry sposób dotknąć, obrazić czy skrzywdzić. Po prostu takiego powodu nie ma. Tymczasem, czy nie warto pozwolić być każdemu sobą, być tym kimś kim chce się być. Bez podtekstów, bez oglądania się na stereotypy, na gusta, na poglądy. Chcesz wierzyć, wierz w co chcesz. Chcesz nosić różowe ciuchy, noś. Chcesz żyć samotnie, żyj. Nie lubisz zwierząt, masz takie prawo. Nie akceptujesz metody in vitro, jako zapobieganiu bezpłodności, nie stosuj jej. Nie akceptujesz ateistów, nie bądź jak oni. Nie akceptujesz osób religijnych, nie bądź jak oni.  Nie akceptujesz homoseksualistów, nie bądź jak oni. Tak naprawdę, w ogóle ich wszystkich nie znasz. Pozwól im żyć swoim życiem, a ty żyj swoim. Jedyne czego zaakceptować nie należy, to pogarda, to nienawiść, to wyrządzanie krzywdy oraz cierpienia fizycznego i psychicznego, Nigdy tego nie akceptuj i nie pozwalaj na to. Bo na to nie można pozwolić. A co ludzkiego, ale z naturalnego punktu widzenia jest najistotniejsze dla naszego codziennego funkcjonowania. Nie chcemy być tylko poddani krzywdzie i cierpieniu. To ważne. Pod tym względem, ludzie są zwyczajnie, albo dobrzy, albo źli. 

Na koniec, dwa pytania. Czy można personifikować naturę, zwierzęta, rośliny? Czy można animalizować człowieka? W sensie przyrodniczym absolutnie nie. Ani jedno, ani drugie nie jest relatywne. Zwierzę nie jest człowiekiem, a człowiek jest zwierzęciem. Inaczej mówiąc, każdy człowiek jest zwierzęciem, ale nie każde zwierzę jest człowiekiem. Absolutnie nie wchodzę tutaj w sferę religijnych czy filozoficznych rozważań. Bez urazy dla jakiejkolwiek religii. Sam jestem wychowany w kulturze chrześcijańskiej, której obrządki praktykuję. Jednak religia to religia, a fakt to fakt. Kiedy coś widzę lub wiem, to już w to nie wierzę, co pozwala mi uznać to coś za faktyczny obiekt. Przez to, nie mam poczucia potrzeby doszukiwania się zasadności jego tzw. jestestwa lub co gorsza kreowania jakichś teorii jego bytu, w najgorszym wypadku spiskowych, skąd niedaleko do pogardy. Boimy się czasem wiedzieć, więc wygodniej jest nam wierzyć, jednak niewiedza wpędza nas w konieczność kreowania teorii, często niezgodnych z funkcjonowaniem natury. Naturze należy się po prostu szacunek. Człowiekowi, najbardziej uorganizowanemu biologicznie gatunkowi zwierzęcia również, ale nie przede wszystkim, a na równi ze wszystkimi innymi istotami. 

Prof. dr hab. Robert Czerniawski, ekolog, hydrobiolog,
kierownik Katedry Hydrobiologii Uniwersytetu Szczecińskiego

Powiązane artykuły

Felietony 

Jesteśmy przygotowani, samolotów wyglądamy

Wiem, wiem, niektórzy stwierdzą, że ten temat jest już „ograny”, że już...

Felietony 

Mamy plac WOŚP. Mogło być święto, a wyszło jak zawsze…

Doskonała pogoda, świetna inicjatywa, radość i entuzjazm. Wczoraj świętowano na Łasztowni, teraz...

AktualnościFelietony Lifestyle

Ta marka na zawsze odmieniła lodowy i kawiarniany biznes w Szczecinie

Pisząc o szczecińskich lodach i lodziarniach nie sposób pominąć Castellari. To marka...

Felietony Lifestyle

Kakao z lat 80-tych

Przechodziłem właśnie Jagiellońską, gdy moja ciekawość kazała mi skręcić w Bolesława Śmiałego,...