We wtorkowy poranek internet obiegło zdjęcie, które na nowo rozbudziło debatę o granicach politycznego sporu w Polsce. Agnieszka Kurzawa, radna Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, opublikowała na Facebooku wpis, w którym prezentuje fotografię napisu „Tusk Zdrajcą Polski”, wymalowanego sprayem na elewacji zabytkowej willi przy al. Wojska Polskiego 64 w centrum Szczecina.
Post Kurzawy opatrzony był jednoznacznym komentarzem: „#TuskZdrajcąPolski Taka sytuacja w #Szczecin #centrum”, uzupełnionym o zadowoloną emotikonę. Brak jakiegokolwiek słowa potępienia, wyrażenia niepokoju o niszczenie mienia czy szacunku dla zabytkowego obiektu, który padł ofiarą aktu wandalizmu.
A jeszcze niedawno było inaczej…
Wystarczy cofnąć się do października 2021 roku. Wówczas ofiarą aktu wandalizmu padła siedziba Prawa i Sprawiedliwości w Szczecinie. W odpowiedzi Kurzawa wystosowała ostre i emocjonalne oświadczenie: „Po raz kolejny mamy do czynienia z agresywnymi aktami wandalizmu (…). To jednoznacznie powinno się potępiać, tego oczekuję również od polityków opozycji w naszym mieście.”
Podkreślała wówczas, że takie zachowania „są konsekwencją przyzwolenia przez polityków totalnej opozycji”, a podsycanie emocji prowadzi do „coraz większej nienawiści i polaryzacji społeczeństwa”. Apelowała o szacunek, odpowiedzialność i stanowcze odcięcie się od przemocy i dewastacji w życiu publicznym.
Jak więc wytłumaczyć radosny ton jej najnowszego posta, prezentującego – bez cienia sprzeciwu – dokładnie taki sam akt wandalizmu, tylko tym razem wymierzony w polityka opozycji?
Dewastacja to nie debata
Bez względu na to, do kogo kierowany jest polityczny przekaz, napis wykonany sprayem na elewacji budynku – szczególnie zabytkowego – pozostaje przestępstwem. Niszczenie mienia, promowanie agresji czy szerzenie nienawiści nie są ani formą ekspresji obywatelskiej, ani przejawem zaangażowania w debatę publiczną. To działanie nie tylko nielegalne, ale i głęboko szkodliwe społecznie.
Reakcja Agnieszki Kurzawy – a właściwie jej brak – nie jest tylko kwestią jednostkową. To przykład politycznej podwójnej moralności, z którą mamy do czynienia coraz częściej. Gdy akt wandalizmu dotyczy własnego ugrupowania – oburzenie, wezwania do potępienia i ostrzeżenia przed eskalacją przemocy. Gdy natomiast atakowany jest przeciwnik – milczenie, a nawet uśmiech.
Trudno nie zadać sobie pytania: czy prawo i przyzwoitość obowiązują tylko wtedy, gdy służą naszej stronie sceny politycznej?
To nie jest tylko spór o farbę na ścianie. To spór o standardy
W czasach, gdy debata publiczna zamienia się w pole bitwy, szczególnie ważna staje się postawa osób publicznych. Radni, posłowie, ministrowie – to oni powinni dawać przykład. Tolerowanie, a nawet aprobata dla aktów agresji wobec politycznych przeciwników to nie tylko dowód hipokryzji, ale także sygnał przyzwolenia na kolejne przekroczenia granic.
Jeśli więc naprawdę zależy nam na przywróceniu kultury politycznej, dialogu i szacunku – powinniśmy zacząć od konsekwencji. I od odwagi, by potępiać złe zachowanie, nawet jeśli uderza ono w naszych oponentów.












