Home Felietony  Kto powoduje powódź? Woda jako natura, czy człowiek?
Felietony 

Kto powoduje powódź? Woda jako natura, czy człowiek?

487
Foto: Piotr Piznal

Czym jest powódź? Według Encyklopedii Polskiego Wydawnictwa Naukowego, powódź to jedna z klęsk żywiołowych, polegająca na zalaniu terenów przez wodę; zjawisko o charakterze przyrodniczo-gospodarczym przynoszące szkody człowiekowi i gospodarce oraz naruszające stan środowiska przyrodniczego. Według prawa, powódź to wezbranie wody w ciekach naturalnych, zbiornikach wodnych, kanałach lub na morzu, podczas którego woda po przekroczeniu stanu brzegowego zalewa doliny rzeczne albo tereny depresyjne i powoduje zagrożenia dla ludności lub mienia. Obie definicje odnoszą się do zagrożenia na jakie narażony jest człowiek. Natomiast, gdyby woda wylewała się na obszary, których człowiek nie zasiedla,  nie gospodaruje na nich, nie mielibyśmy wtedy do czynienia z powodzią, ale ze zwykłym, naturalnym stanem, przebiegającym w systematyczny sposób w dolinach rzecznych, gdy opady są normalne, wcale nie obfite. Jest to zjawisko, które jest pożądane w naturze i które nie, powinno, ale musi zachodzić, aby istniała sama rzeka, jeziora, oczka wodne, starorzecza, ale o tym, jak i dlaczego, za chwilę.  Definicja powodzi nabiera faktycznego znaczenia w okresach takich jak obecny, czyli względnie obfitych opadów powodujących wystąpienie wody z brzegów lub stany bliskie wystąpienia wody z brzegów.

Właściwie na przestrzeni całego kraju obserwujemy teraz zagrożenie powodziowe, czyli zagrożenie mienia i zdrowia, czy nawet życia człowieka, spowodowanego przez żywioł jakim jest woda. Tak przynajmniej, próbują nam to tłumaczyć prawie wszystkie jednostki, które gospodarką wodną i ochroną nas się zajmują. Niestety nie jest to prawdą, bo. Skoro mamy do czynienia z żywiołem, to znaczy, że w danym momencie funkcjonujemy w relacji ze zjawiskiem naturalnym. Stąd, jeśli jesteśmy świadomi faktu, że wszystkie żywioły mają swoistą specyfikę, charakterystykę swojego „zachowania”, jedyną i oryginalną tylko dla nich samych i każdego oddzielnie, to dlaczego od wieków świadomie narażamy się na ich działanie, wiedząc że z nimi nie wygramy. Chociaż naganna i bezcelowa jest walka  żywiołem, czyt. z naturą, ponieważ natura z nami nie walczy, natura jest jaka jest. To my w absurdalny sposób mówimy, że walczymy z powodzią, z pożarami, z huraganem jednocześnie robiąc wszystko, aby te tzw. klęski żywiołowe spotkały. Robimy wroga z natury, podczas gdy sami dla siebie wrogiem jesteśmy. Na przykład, Słońce musi świecić, musi ogrzewać Ziemię. Energia cieplna i światło wytwarzane przez Słońce  to powód wszystkich zjawisk jakie na Ziemi zachodzą, pożarów również. To dlaczego ludzie zasiedlają obszary narażone na pożary wywołane suszą i wysoką temperaturą? Wiatr wieje i musi wiać. To dlaczego ludzie zasiedlają obszary gdzie od tysięcy lat, cyklicznie pojawiają się tornada. Wreszcie woda. Deszcz i śnieg grawitacyjnie spada na powierzchnie ziemi, grawitacyjnie też spływa do najniżej położonego odbiornika, naczynia, które po przepełnieniu nie jest w stanie gromadzić wody po same brzegi, przez co dochodzi do wylania poza koryto i zalania sąsiednich gruntów. W zależności od nachylenia terenu przybrzeżnego, może zostać zalane kilka metrów od brzegu lub kilka kilometrów od brzegu. Im dalej, tym lepiej. Skoro to cykliczne zjawisko jest pewne, to dlaczego człowiek zasiedla tereny zalewowe rzek, narażając samego siebie na powódź? Czy nie jest w takim razie tak, że człowiek sam powoduje powódź, bo to on sam naraża swoje mienie, swoje zdrowie i swoje życie na niebezpieczeństwo? Dlaczego wtedy, podatnik musi opłacać wszelkie działania tzw. przeciwpowodziowe, które mają na celu zabezpieczenie gruntów przed zalaniem, które nastąpić przecież powinno. Dlaczego jest to tak bardzo ważne? Zalane grunty, szczególnie w okresie jesiennym, zimowym, czy wiosennym to niezwykle cenne źródło, ostatecznie wody wypełniającej rzeki i jeziora.  Rozlana na dużej powierzchni woda powoli infiltruje, tzn. sączy się w glebie do osiągnięcia zwierciadła wód gruntowych. Kiedy je osiągnie, a wody jest na tyle dużo aby zwierciadło wód podziemnych dosięgnęło powierzchni ziemi lub nawet wystąpiło ponad powierzchnię ziemi, mamy wtedy do czynienia z terenem podmokłym. Obszary podmokłe są najcenniejszym rezerwuarem wody w stanie ciekłym na Ziemi. Wymiana wód w obszarach podmokłych, zalesionych może wynosić tylko 5% w ciągu roku. Stąd w takim okresie czasu obszar podmokły potrafi zretencjonować 95% wody na rok. To ogromna ilość. Warto tutaj dla kontrastu wspomnieć, że gromadzenie wody w płytkich zbiornikach zaporowych lub tzw. retencyjnych prowadzi latem do wyparowania nawet całej objętości wody. W związku z tym ilość wody, która wypływa z takiego zbiornika jest mniejsza niż ilość wody, która do niego dopływa. I w takim razie, nie jest to żadna retencja wody. To działanie wybitnie antyretencyjne, które jest działaniem tylko pozorowanym. Nie przeczę, że takie zbiorniki są bezużyteczne, służą rekreacji, mogą służyć rolnictwu jako rezerwuary z łatwym dostępem do wody, jednak w żadnym przypadku nie poprawiają sytuacji hydrologicznej rzeki ani regionu. Powodują spadek ilości wody, czyli jej nie retencjonują. Co się dzieje, kiedy zalany obszar obok rzeki jest zamieszkały przez człowieka lub zagospodarowany? Człowiek podejmuje najczęściej decyzję o zmeliorowaniu gruntu, który ma doprowadzić do szybkiego odprowadzenia tej wody z powrotem do rzeki. Można też rzekę wyprostować, aby jak najszybciej odprowadziła wody do morza. A mówimy przecież o konieczności „łapania” każdej kropli wody. Tak więc, pozbywamy się wody, która może utworzyć mokradło i tym samym być doskonałym magazynem wody, zasilającym rzeki i jeziora przez cały rok. Wskutek tego rzeka znacznie obniża swoją głębokość, a w skrajnym przypadku, kiedy poziom wód gruntowych spadnie poniżej dna rzeki, ta rzeka wyschnie. Jaki z tego wniosek? Kiedy pozbywamy się naturalnego charakteru rzeki, naturalnego charakteru strefy przybrzeżnej pozbywamy się również z jednej strony wody, a z drugiej narażamy siebie w okresach opadów na powodzie. W prostej uregulowanej, o jednostajnym korycie rzece, podczas względnie obfitych opadów woda z każdym metrem długości nabiera coraz większej prędkości, większej energii. Nie mając możliwości wyhamowania, ponieważ zlikwidowaliśmy meandry, wypłycenia i zagłębienia, wyhamowuje dopiero na pierwszym odcinku, który różni się od tego pokonanego. Najczęściej jest odcinek, na którym usadowiony jest most, którego konstrukcja piętrzy rzekę. Woda z impetem napiera na konstrukcję mostu, niszczy ją, a my zostajemy z ogromnym kłopotem, który sami sobie stworzyliśmy. To oczywiście tylko jeden z takich przykładów. Regulując rzekę, prostując ją i po prostu skracając jej koryto, tym samym zmniejszając w swoisty sposób wymiary koryta powodujemy, że nie jest ona w stanie zgromadzić takich naturalnych ilości wody, które napływają do niej ze zlewni. Dodatkowo meliorując i przekształcając tereny przybrzeżne czy budując wały przeciwpowodziowe nie doprowadzamy do możliwości gromadzenia wody w gruncie w czasie wystąpienia tych nadwyżek wody.

Obecnie trochę popadało w naturalny sposób, stopniało w górach trochę śniegu w naturalny sposób, a my borykamy się z zagrożeniem powodziowym. Nawet w Szczecinie gdzie zagrożenie powodziowe jest znikome notujemy podtopienia na Dziewokliczu czy Wyspie Puckiej, nota bene miejscach podmokłych, które nigdy nie powinny być zasiedlane czy standardowo zagospodarowane przez człowieka. Wszystko przez to, że człowiek na tyle zmienił koryta wszystkich rzek, na tyle je wyprostował, na tyle przekształcił ich zlewnię, że nie są one już z stanie w naturalny i efektywny sposób retencjonować wody. Ta woda, której spływ teraz obserwujemy powinna zostać najpierw na brzegach tych małych niewielkich rzeczek dających początek rzekom większym, później w gruncie przez cały rok. A tak, spłynęła sobie w ciągu tygodnia czy dwóch do Bałtyku, przy okazji powodując podtopienia na terenach nomen omen zalewowych. I tak pozbyliśmy się najlepszej i jedynej prawdziwej możliwości gromadzenia i magazynowania wody, zupełnie darmowego.

Jak zapobiegać takim podtopieniom czy powodzi? Odnosząc się do definicji powodzi, najlepiej nie narażać człowieka na niebezpieczeństwo, czyli ograniczyć czy zakazać osiedlanie się czy gospodarowanie na naturalnych terenach zalewowych rzek. Wtedy powódź nie nastąpi. Jednak obecnie, jest to raczej niemożliwe, kiedy właściwie każda rzeka obwarowana jest wszelkiej maści nieruchomościami. Myślę całkiem poważnie i jestem przekonany, że to najwyższa pora aby rozważyć możliwość wykupu gruntów pod ich zalewanie przez występujące wody z rzeki. Dodatkowo, rolnicy powinni otrzymywać dopłaty za odejście od meliorowania swoich gruntów. Dopłaty za utrzymywanie i koszenie łąk są ważne, ale nie aż tak ważne, jak utrzymywanie wysokiego poziomu zwierciadła wód podziemnych czy mokradeł. To obecnie priorytet.  Jeśli tego nie zrobimy będziemy ciągle narażeni na skutki powodzi, a zapobiegać powodzi będziemy w dalszym ciągu, z uporem maniaka przez regulacje koryt rzek, melioracje i budowę wałów przeciwpowodziowych, czyli wszystkich działań, które doprowadzają do ogólnego zjawiska jakim jest susza hydrologiczna czyli do zmniejszenia objętości wód gruntowych i wszelkich wód powierzchniowych. W koło Macieju.

 

 

Prof. dr hab. Robert Czerniawski, ekolog, hydrobiolog,
kierownik Katedry Hydrobiologii Uniwersytetu Szczecińskiego

 

Powiązane artykuły

Felietony 

Jak wybrać, czyli casting

Tego chyba jeszcze nie było w naszym pięknym mieście. Jak wiadomo w...

Felietony PolitykaZ perspektywy

Kampania ruszyła na dobre. Formowanie szyków

Jako Szczeciner, staramy się nie ekscytować polityką zanadto. W ten sposób mamy...

Felietony 

Tłumy pójdą w miasto

„Ogary poszły w las” – pisał sławny polski pisarz Stefan Żeromski w...

Felietony Kultura

Znacie „Świat za rufą”?

Ahoj szczury lądowe, mam tutaj pozycję idealną dla Was! Oto ,,Świat za...