Home Kultura Kamil Żongler… bawi, raduje, wzrusza: „Trafiając do najmłodszych, trafimy też do najstarszych”
KulturaRozmowy

Kamil Żongler… bawi, raduje, wzrusza: „Trafiając do najmłodszych, trafimy też do najstarszych”

333

Kamil Malecki, bardziej znany jako Kamil Żongler – nie sposób zliczyć ilości przedstawień, które oglądali mieszkańcy Szczecina i okolic. Performer, żongler, klaun, pedagog cyrku i… po prostu fantastyczny człowiek, którego uwielbiają zarówno dzieci, jak i dorośli. My rozmawiamy z nim o pasji, trudach przedstawień i pytamy, jak to się wszystko zaczęło.

 

 

Skąd pomysł na taką działalność?

– Działalność kołatała się we mnie parę dobrych lat jeszcze przed samym podjęciem odpowiednich kroków. Przede wszystkim żonglerka, jak i szeroko pojmowany cyrk współczesny jest mi bliski od prawie 20 lat. W 2006 roku rozpocząłem przygodę z pokazami ogniowymi i ogniomistrzostwem, a w 2012 roku zakochałem się w żonglerce i wręcz utonąłem w eksplorowaniu możliwości jakie daje i w jak różnych formach scenicznych można ją spotkać. Była to ważna część mojego życia i towarzyszyła mi praktycznie wszędzie. W 2016 roku miałem okazję po raz pierwszy pracować w objazdowym cyrku i tam z kolei zakochałem się w prostocie i skuteczności klaunów starej szkoły. Potem na własną rękę, już w bardziej współczesnych wersjach, poszerzałem spektrum wiedzy na festiwalach ulicznych, warsztatach i swoich własnych działaniach scenicznych jako klaun i żongler.

Gdy przyjechałem jako świeżo upieczony inżynier do Szczecina (dosłownie, odebrałem dyplom i wsiadłem do pociągu) na bazie doświadczeń, które już miałem, zacząłem współpracować z lokalnymi animatorami kultury oraz firmami eventowymi. W tym czasie robiłem jeszcze tytuł magisterski na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym z Mechaniki i Budowy Maszyn i zacząłem pracę jako inżynier.

Ale przyszedł taki moment w moim życiu, gdy coś pękło. W niedługim czasie straciłem pracę, rzuciłem studia i dowiedziałem się, że zostanę ojcem. Odbyłem wtedy ciekawą rozmowę, z moim przyjacielem, który opowiadał mi jak wygląda praca programisty. Powiedział jedno zdanie: „Specjaliści, zawsze będą cenieni i poszukiwani”… i już wiedziałem co zrobię. Wtedy postanowiłem, że rozpocznę samodzielną działalność jako „Kamil Żongler” i oto prawie 6 lat później, cały czas prowadzę swoją działalność.

Zanim zacząłeś po raz pierwszy publicznie żonglować, długo się tej sztuki uczyłeś?

– Dobre pytanie! Aktualnie mam za sobą prawie 15 lat żonglowania i myślę, że pierwsze podejścia, aby pokazać to, co robię, miałem po 2 latach treningów. Nie mniej już w tym czasie zajmowałem się pokazami ogniowymi. Chcę przez to powiedzieć, że jeden zacznie występować po godzinie, drugi po 5 latach, najważniejsze to wiedzieć, co chce się pokazać i dlaczego.

W swoim repertuarze masz też sztuczki z ogniem. To już nie przelewki, trzeba się wykazać zręcznością i rozsądkiem, żeby nie zrobić sobie krzywdy.

– Dokładnie tak. Przy pokazach ogniowych pokazujesz tylko to, czego  jesteś 100 % pewny. Chyba, że lubisz ryzyko to robisz to co umiesz w 99%, ale to już brawura 😉

W swoje przedstawienia wpłatasz sporo humoru. Przed każdym występem piszesz sobie scenariusz? Czy raczej żarty przychodzą do głowy spontanicznie?

– Mam kilka stałych punktów, nie mniej znakomitą większość żartów pisze życie. Podczas każdego występu nadarza się jakaś piękna okazja. A jeśli nie, można samemu ją tworzyć.

Najzabawniejsze dla mnie są zawsze takie małe niezręczności wynikające z tego, że ktoś, kto został zawołany na scenę,  trochę się stresuje. Wiadomo, że trzeba wesprzeć taką osobę, niemniej, to dobry grunt do małych śmiesznostek.

Dużo czerpię w mojej twórczości z klaunady i jest jedno bardzo mądre zdanie, które mnie inspiruje.

„Klaun to nie aktor, to reaktor, ponieważ jest cały czas w relacji z publicznością i otrzymuje tyle energii od publiczności,   ile sam dał, a często się zdarza, że dostaje dużo więcej” i to jest piękne.

 

Co jest najtrudniejsze podczas Twoich występów?

– Najtrudniejsze w występach jest wszystko to, co dzieje się przed i po. Czyli rozstawienie, zwijanie, dogranie z kalendarzem innych, ofertowanie, opóźnienia, umowy, faktury, ZUS-y urzędy i taaa mała chwila przed występem, kiedy pojawia się stres, a po chwili gotowość. Sama praca na scenie jest piękna. Spotkanie z ludźmi, którzy przyszli, aby pobyć z Tobą i możliwość podzielenia się z nimi tym co masz najlepszego, to jedna z przyczyn dlaczego moja droga zawodowa wygląda tak, jak wygląda.

 

Łatwiej dać przedstawienie dzieciom, czy dorosłym?

– Dorośli to duże dzieci. Stąd trafiając do najmłodszych, trafimy też do najstarszych. A przy okazji można puścić do nich oko. Są pewne uniwersalne rzeczy, które nie mają ograniczeń wiekowych. Uśmiech, wzruszenie, zaskoczenie, radość są aktualne zawsze, o ile są prawdziwe i płyną z serca.

 

Pracujesz nad czymś nowym, by poszerzyć swoją ofertę?

– Tak, mam w planach trzy nowe spektakle. Dwa familijne I jeden stricte dla dorosłych z pogranicza cyrku, teatru i stand-up’u. Prace trwają, ale jest jeszcze za wcześnie, żeby zdradzać szczegóły.

Powiązane artykuły

Biznes i inwestycjeAktualnościEdukacjaRozmowy

Katarzyna Rogoźnicka wyciąga młodzież z długów i apeluje: „Uczmy młodych oszczędzać”

„Kiedy w rozmowie proponuję, by sobie odkładali po 200 złotych miesięcznie, są...

szczecińskie tramwaje
AktualnościKultura

Męskie Granie zaczyna się już dzisiaj. Jak dojechać na koncerty? 

Przed nami dwa dni wypełnione najlepszą muzyką od najlepszych reprezentantów polskiej alternatywy....

LifestyleKultura

Nie tylko „Męskie Granie” – przed nami weekend pełen atrakcji! Każdy znajdzie coś dla siebie

Może najbliższy weekend nie będzie tak ciepły jak poprzedni, ale jedno jest...

Kultura

Jutro seans dla całych rodzin. Kino na Leżakach i „Opowieści z Narnii”

Pełna przygód i tajemnic historia czwórki rodzeństwa, która po odnalezieniu starej szafy...