To nie jest historia o wykroczeniu drogowym. To opowieść o standardach, które podważają zaufanie do lokalnej władzy i pokazują arogancję polityka.
Czwartek, 19 marca, około godziny 19:00. Teren przy GOKSiR w Kołbaskowie. Na chodnik, przeznaczony dla pieszych i rowerzystów, wjeżdża samochód marki Skoda. Pojazd porusza się ciągiem pieszo-rowerowym i zatrzymuje się niemal pod samą bramą prowadzącą do części rekreacyjnej, w której znajduje się wybieg dla psów.
Sytuacja nabiera jednak dodatkowego wymiaru chwilę później. Gdy z samochodu wysiada wójt Kołbaskowa, Małgorzata Schwarz, w części obiektu, do której się kieruje, zapala się światło. Nie na całym kompleksie. Nie tam, gdy w tym samym czasie młodzież gra w piłkę po zmroku, na tej części kompleksu nadal jest ciemno. Światło jest wyłącznie tam, gdzie zmierza wójt. Kontrast uderzający w świadomość świadków: młodzi mieszkańcy gminy grają w piłkę w półmroku, nikt nie włącza oświetlenia. Nikt nie reaguje. W tym samym czasie część rekreacyjna, z której korzysta wójt, jest już przygotowana – jasno oświetlona, dostępna, uprzywilejowana.
Nie ma wątpliwości: światło Małgorzacie Schwarz musiał ktoś zapalić, najprawdopodobniej któryś z pracowników GOKSiR – a więc instytucji, która jest odpowiedzialna m.in. za sportowe aktywizowanie mieszkańców.
To nie jest wyłącznie kwestia komfortu. To obraz podziału: „dla swoich” i „dla reszty”. Publiczna przestrzeń, utrzymywana z pieniędzy mieszkańców, zaczyna funkcjonować według nieformalnych zasad dostępu. Warto nadmienić, że elementy agility, czyli treningowe ławki dla psów w 2025 roku GOKSiR kupił za 3 763,80 zł – z publicznych środków. Tym bardziej pojawia się pytanie: czy infrastruktura ta ma służyć wszystkim na równych zasadach? Czy gdyby na kompleksie pojawił się ktoś inny z czworonogiem, na wybiegu też zapalono by mu światła?
Problematyczny jest również wjazd na ciąg pieszo-rowerowy. To nie tylko kwestia obyczaju, ale konkretnego naruszenia przepisów. Tego typu wykroczenie, zgodnie z kodeksem drogowym, może skutkować mandatem w wysokości do 1500 zł oraz 8 punktami karnymi. Wójt mogła zostawić auto na parkingu i na wybieg przyjść na pieszo, zdecydowała się jeździć po ciągu komunikacyjnym, po których pieszo poruszają się często dzieci z rodzicami.
– To nie pierwszy raz, kiedy to się dzieje. Już wcześniej widziałem takie sytuacje, ale po raz pierwszy udało mi się to zarejestrować – mówi nam jeden ze świadków.
Zdjęcia dokumentujące zdarzenie wraz z informacją o możliwym wykroczeniu zostały przekazane do Komendy Wojewódzkiej Policji w ramach programu „Stop agresji drogowej”. Oznacza to, że sytuacja może zostać formalnie oceniona.
Całość rodzi jednak szerszy problem. Nawet jeśli zdarzenie zakończy się na mandacie – o ile do niego dojdzie – pozostaje pytanie o standardy. Czy osoba pełniąca funkcję publiczną może pozwolić sobie na ignorowanie zasad, które obowiązują wszystkich innych? I czy reakcja otoczenia – natychmiastowe „dostosowanie” infrastruktury do potrzeb władzy – nie jest równie niepokojąca jak samo wykroczenie?