To miało być „porządkowanie” cmentarza i przygotowanie nowych miejsc pochówku. W praktyce – jak pokazują zdjęcia – wygląda to jak bezrefleksyjne niszczenie przeszłości. Stare nagrobki zostały zepchnięte pod ogrodzenie, porzucone w błocie, rozbite, zniszczone. Bez szacunku. Bez procedur, które powinny obowiązywać w takim miejscu.
Na fotografiach widać płyty nagrobne połamane na kilka części, inskrypcje zasypane ziemią, fragmenty krzyży i zdobień porozrzucane jak zwykły gruz. To nie jest obraz „prac porządkowych” na pyrzyckim cmentarzu. To obraz dewastacji.
Za teren odpowiada PPK Pyrzyce. To na zarządcy spoczywa obowiązek nie tylko utrzymania cmentarza, ale także poszanowania jego historycznego charakteru. Nawet jeśli zapadła decyzja o likwidacji starych grobów – a takie sytuacje się zdarzają – istnieją procedury, które pozwalają zrobić to w sposób cywilizowany.
Można jeszcze założyć, że część nagrobków zostanie ostatecznie zabezpieczona i przetransportowana w inne miejsce – choćby do lapidarium, gdzie mogłyby zostać zachowane jako element lokalnego dziedzictwa. Tyle że to nie zmienia faktu, że część z nich została już bezpowrotnie zniszczona. Połamane płyty, zatarte inskrypcje i uszkodzone elementy to straty, których nie da się odwrócić. W tym kontekście sposób przeprowadzenia prac należy uznać za działania wyjątkowo skandaliczne.
Można było zabezpieczyć nagrobki. Można było je przewieźć. Można było stworzyć lapidarium – miejsce, w którym zachowuje się historyczne płyty jako świadectwo przeszłości. To standard w wielu miejscowościach, także w regionie. Tu wybrano najprostszą i najgorszą drogę.
Efekt jest widoczny gołym okiem. To nie jest strata „materiału”. To utrata historii konkretnych ludzi, nazwisk, dat, śladów życia. Trudno mówić o przypadku. Sposób, w jaki potraktowano te nagrobki, wskazuje na brak nadzoru i brak elementarnej refleksji. Cmentarz to nie jest zwykła działka inwestycyjna. To przestrzeń pamięci. Nawet jeśli zapomnianej – nadal wymagającej szacunku. W tej sprawie pojawia się zasadnicze pytanie: kto podjął decyzję o takim sposobie „porządkowania” i kto nadzorował jej wykonanie? Skala zniszczeń sugeruje, że nie była to jednostkowa pomyłka, lecz sposób działania z pełną premedytacją.