Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić – o tym przekonali się podopieczni Thomasa Thomasberga w 15. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Pomimo oddania aż 35 strzałów na bramkę gości, to Jagiellonia ukradła Portowcom 3 punkty w ostatniej akcji meczu. Bohaterem żółto-czerwonych został 17-letni Oskar Pietruszewski.
Początek meczu nie należał do zbyt ciekawych. Obie drużyny nie potrafiły wykreować sobie dogodnej sytuacji, aż nagle po kontrataku pierwszy cios wyprowadziła Jagiellonia. W 13. minucie Dimitris Rallis został zostawiony bez opieki, a ten odwdzięczył się obronie Pogoni i płaskim strzałem wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.
Dziesięć minut później, zamieszanie w polu karnym po rzucie wolnym wykorzystuje Dimitris Keramitsis, który dopadł do piłki oddając strzał głową z najbliższej odległości. Na drodze stanął mu jednak 19-letni bramkarz gości – Miłosz Piekutowski, który popisał się kapitalną interwencją na linii bramkowej.
Dało to granatowo-bordowym ogromną pewność siebie, którą przekłuli na bramkę w 27. minucie spotkania. Świetnie zdysponowany w tym meczu Adrian Przyborek podał z prawej strony boiska Kamilowi Grosickiemu, który mocnym strzałem przy słupku zdobył swojego 50. gola w barwach Pogoni Szczecin.
Do końca pierwszej odsłony spotkania, Pogoń praktycznie nie dopuszczała swoich rywali do głosu. Problem pozostał jednak ten sam – brak skuteczności. Pomimo oddania przez gospodarzy aż 20 strzałów, wynik pozostał niezmienny – 1:1.
Po przerwie „Duma Pomorza” kontynuowała oblężenie bramki Piekutowskiego, lecz ten konsekwentnie bronił następne strzały celne oddawane przez kolejno: Smolińskiego, Loncara i Ulvestada.
Adrian Siemieniec postanowił nie czekać na pogorszenie sytuacji i już w 54. minucie na boisku pojawił się 17-letni skrzydłowy – Oskar Pietuszewski. Pobudził on trochę atak Jagielloni, lecz było to za mało żeby pokonać Valentina Cojocaru. W Pogoni pomimo czterech zmian (w tym debiut Benjamina Mendy’ego), to nikt nie odmienił przebiegu spotkania.
W ostatniej minucie doliczonego czasu gry, Jagiellonia wybroniła rzut rożny i ruszyła z jak się okazało – zabójczym kontratakiem. Pietuszewski przebiegł z piłką całe boisko i podał do będącego w świetnym miejscu Jesusa Imaza, ten trafił w poprzeczkę, lecz wspomniany wcześniej młody skrzydłowy dzięki dobremu ustawieniu dobił piłkę w lewy górny róg bramki, co dało żółto-czerwonym zwycięstwo w ostatniej akcji meczu.
Kącik statystyczny
35 strzałów łącznie, 10 strzałów celnych, 3,80 xG i porażka 1-2. Nieskuteczność na najwyższym światowym poziomie. Na pewno podczas przerwy reprezentacyjnej, piłkarze granatowo-bordowych nie będą się nudzić, gdyż wniosków do wyciągnięcia jest masa.
Jagiellonia natomiast może mówić o sporym szczęściu. Po takim meczu, nie miała prawa wywieźć ze Szczecina choćby remisu, a koniec końców wróciła do Białegostoku z kompletem punktów.
Kto się wyróżnił?
Zacznijmy więc tradycyjnie od przegranych – tym razem Pogoń Szczecin.
Na pierwszy ogień – Leonardo Koutris. Po raz kolejny w tym sezonie zabetonował lewą stronę boiska. 4/5 wygranych pojedynków 1 na 1 i aż 5 przechwytów sprawiło, że przeciwnicy przerzucili się na ataki środkiem i prawą stroną.
Wyróżnić należy również Adriana Przyborka. Asystent przy bramce Grosickiego, bardzo aktywny w ofensywie (7 oddanych strzałów – najwięcej spośród wszystkich piłkarzy obu drużyn). Do tego dołożył aż 11 celnych podań w strefę obrony rywala.
Jako że najlepsze na koniec, to czas wspomnieć o kapitanie Portowców – Kamilu Grosickim. Tym spotkaniem udowodnił dlaczego został wybrany piłkarzem miesiąca w PKO BP Ekstraklasie – jedyna bramka dla Pogoni, 16 kontaktów z piłką w polu karnym rywala, 8 celnych podań w strefę obrony rywala i aż 0,83 xA (oczekiwane asysty). Śmiało można powiedzieć że ciągnie ten zespół na swoich plecach. Strach pomyśleć gdzie obecnie byłaby Pogoń, gdyby grała bez swojego kapitana.
Przejdźmy do zwycięzców tego spotkania, czyli do Jagielloni Białystok.
Wspomnieć należy o trenerze gości – Adrianie Siemieńcu. Faktem jest to, że jego drużyna miała ogromne problemy z atakiem przeciwników, lecz również faktem jest to, że gdyby nie przeprowadzone przez niego zmiany w trakcie meczu, to najprawdopodobniej mecz nie potoczyłby się w taki sposób.
Należy pamiętać oczywiście o Oskarze Pietuszewskim. Dzięki jego wejściu na murawę w 54. minucie, ofensywa Jagielloni wyraźnie odżyła. 17-latek napędzał praktycznie każdą kontrę swojej drużyny, a w 93. minucie zdobył bramkę na wagę zwycięstwa.
I teraz czas na niekwestionowanie najlepszego zawodnika na boisku – Miłosz Piekutowski. 9/10 obronionych strzałów w światło bramki mówi samo za siebie. Jego obrony strzałów z najbliższej odległości sprawiały, że ręce same składały się do oklasków. Mecz bez jego obecności mógłby potoczyć się zdecydowanie inaczej.



























