Home Aktualności Żywe manekiny
Aktualności

Żywe manekiny

297
Foto FB/Kamienica_w_lesie Monika Szymanik

Najstarsi górale w Szczecinie chyba nie pamiętają czegoś takiego. Otóż w jednej z witryn sklepowych na ulicy Rayskiego pojawiły się dwa…żywe manekiny. W osobach dwóch znanych, przedsiębiorczych szczecinianek, które w ten sposób chciały wesprzeć swoją przyjaciółkę – właścicielkę owego sklepu pełnego lnianych ubrań i akcesoriów.

Przez godzinę dwie panie uśmiechały się zza szyby do przechodzących ulicą ludzi. Jakiś malkontent pewnie rzuci drwiąco: „tylko przez godzinę?”. To sam cwaniaczku stań w witrynie i uśmiechaj się radośnie oraz szczerze przez chociaż pół godziny! Zobaczymy jak ci ten durny uśmieszek szybko zejdzie z tej głupkowatej twarzy! A po cóż te panie stały w tej witrynie? – zapytać ktoś może. Otóż, jak wspomniałem, chciały pomóc swojej koleżance – właścicielce sklepu i uczcić pierwszą rocznicę prowadzenie przez nią działalności handlowej w tym miejscu. Godne to podziwu i naśladownictwo wskazane!

Widok „żywych manekinów” u większości przechodzących wzbudził pozytywne reakcje. Nie było żadnych ataków agresji, nikt nie protestował, nie wzywał policji, witryny nie odgrodzono od społeczeństwa szpalerem umundurowanych funkcjonariuszy lub barierkami, nie pojawił się ksiądz egzorcysta, aby przepędzić moce piekielne z kobiet, które radośnie prezentowały uśmiechy (bo może szatan je opętał) przechodzącemu społeczeństwu, nikt nie wezwał karetki, straży pożarnej czy pogotowia wodociągowego (po co nie wiadomo, ale ludzie przecież różnie reagują w nieoczekiwanych okolicznościach). W każdym razie zamieszki w Szczecinie z tego powodu nie wybuchły. Jak tłumaczyła jedna z pań ich akcja pt. „żywe manekiny w witrynie sklepowej” mają wesprzeć szczecińskich rękodzielników, których jest coraz mniej. Każdy pomysł, który zwróci uwagę na ich trudną sytuację jest godny poparcia. Ciekawe czy inni handlowcy pójdą śladem przedsiębiorczej właścicieli sklepu z ulicy Rayskiego. „Żywe manekiny” w witrynach mogłyby być taką kolejną naszą, szczecińską ciekawostką.

Może pójdźmy dalej. W XIX i na początku XX wieku  bardzo popularne były tzw. „żywe obrazy”.  Za Wikipedią – „(franc. Tableau vivant) – rekonstrukcja dzieła malarstwa lub rzeźby, tworzona przy udziale ludzi, przedstawiających postawą, ubiorem, mimiką daną scenę. Odbywały się w domach prywatnych lub salach widowiskowych z udziałem amatorów lub aktorów zawodowych. Fotografie żywych obrazów były też rozpowszechniane w formie pocztówek. W początku XX wieku sensację budziły inscenizacje obrazów mitologicznych z udziałem nagich aktorów”.

Z tymi golasami, to noże nie przesadzajmy. Choć niewykluczone, że pewnego rodzaju pokazy kuso odzianych osobników cieszyłyby się powodzeniem w przypadku sex shopów. Ale np. na witrynie piekarni pojawiłyby się „żywe manekiny” z entuzjazmem i nieskrywanym apetytem pałaszujące bułki, rogale czy bochenki chleba, w motoryzacyjnym prężyłby się jakiś pan Mietek – „złota rączka” zmieniający opony z letnich na zimowe, w cukierni w witrynie rzucaliby się tortami, w rybnym z akwarium machałaby wesoło ogonem jakaś syrenka, w alkoholowym trzeba byłoby chyba wprowadzić: „żywe manekiny” rotacyjne, bo spożywać wysoko procentowe trunki przez kilka godzin nie każdy dałby radę (nawet „zawodowcy” z pętli tramwajowej na Gumieńcach), itd. itp. Aktualnie do  „żywych obrazów” nawiązują popularne „żywe posągi” np. w Krakowie pod kościołem Mariackim. Dlaczego jednak nie ma ich w Szczecinie?

To bardzo trudna sztuka, niewdzięczna, wymagająca niezwykłego poświęcenia, wytrzymałości i cierpliwości, w dodatku za marne grosze. Ale jak fajnie wyglądałby taki osobnik w stroju wielkiego księcia pomorskiego Bogusława X (którego 500 rocznicę śmierci obchodzimy w tym roku) stojący na Deptaku Bogusława? Choć może długo by tam nie postał zważywszy na to jak zachowują się niektórzy osobnicy wytaczający się z „deptakowych” knajp w stanie totalnego upodlenia. Trzeba też od razu uprzedzić i rozczarować osobników, którzy chcieliby na „żywe manekiny” dokonywać przestępstw. Kilka tygodni temu odnotowano taki przypadek w jednej z warszawskich galerii handlowych. 22-latek z torbą w ręku udawał manekina na tle witryny sklepowej. Chciał w ten sposób uniknąć zdemaskowania go przez kamery i ochronę. I udało mu się. Bo po zamknięciu galerii handlowej mężczyzna okradł sklep z biżuterią. Ale szybko go namierzono i złapano. Grozi mu teraz do 10 lat więzienia. W każdym razie na pewno przejdzie do historii polskiej kryminalistyki jako twórca metody kradzieży „na manekina”. Sława niejedno ma imię.

 

Powiązane artykuły

Aktualności

Ludzie rzeczy gubią, zwykłe i niezwykłe… W komunikacji miejskiej jest tych sytuacji coraz więcej

Czytając zawartą w tytule parafrazę przeboju Skaldów wcale nie jest do śmiechu....

Aktualności

Galeria Szpargałek ostatni raz przed wakacjami. Można tam znaleźć prawdziwe perełki

Już w najbliższą środę w godz. 10:00 – 17:00   zapraszamy wszystkich poszukiwaczy...

Ekologia i zdrowieAktualności

Umorzono śledztwo. Nikt nie poniesie konsekwencji za zanieczyszczenie Jeziorka Słonecznego

Zanieczyszczenie Jeziorka Słonecznego na Gumieńcach, które miało miejsce we wrześniu ub. r.,...

Aktualności

Wakacyjne Miasto Kobiet – nadchodzi świetne wydarzenie

Niesamowicie kobiecy festiwal, pełen gwiazd i darmowych atrakcji już po raz siódmy...