Wśród dzieci i nastolatków coraz częściej krążą internetowe „wyzwania”, które pod płaszczykiem zabawy i zdobywania popularności skłaniają do ryzykownych zachowań. Najnowszy niepokojący trend? Nadużywanie leków – na pokaz, dla lajków, dla akceptacji.
Eksperci ostrzegają: granica między „challenge’em” a tragedią bywa bardzo cienka.
Okres dorastania to moment, w którym grupa rówieśnicza staje się kluczowym punktem odniesienia. To w niej młody człowiek chce być zauważony, akceptowany i „wystarczający”. Internetowe wyzwania – nazywane czasem po prostu „akcjami”, „sprawdzianami odwagi” czy „czymś, co robią wszyscy” – dają obietnicę przynależności.
Mechanizm jest prosty: jeśli bierzesz udział – jesteś częścią grupy, jeśli odmawiasz – ryzykujesz wykluczenie. Dla nastolatka to potężna presja. Umiejętność przewidywania konsekwencji dopiero się kształtuje, dlatego decyzje podejmowane „tu i teraz” mogą mieć poważne skutki zdrowotne i psychiczne.
Szczególnie alarmujące są wyzwania polegające na niewłaściwym i nadmiernym stosowaniu leków. Tego typu treści pojawiają się w mediach społecznościowych i bywają przedstawiane jako nieszkodliwa zabawa.
W rzeczywistości mogą prowadzić do: zatruć organizmu, poważnych powikłań zdrowotnych, hospitalizacji, a nawet zagrożenia życia. Problem polega na tym, że młodzi uczestnicy często nie rozumieją skali ryzyka. Liczy się nagranie, reakcja znajomych, chwilowa popularność.
Niepokój u dziecka może przyjść dopiero po fakcie. Często: boi się odmówić, gdy „zostało wywołane do tablicy” przez grupę, nie wie, jak się wycofać, by nie stracić relacji, zaczyna odczuwać lęk dopiero wtedy, gdy dociera do niego, co mogło się stać.
Rodzice powinni zwrócić uwagę na sygnały ostrzegawcze: nagłe wycofanie, drażliwość, problemy ze snem, spadek nastroju, nietypowe przedmioty w plecaku lub pokoju. Wyzwanie jest często tylko wierzchołkiem góry lodowej. Pod spodem mogą kryć się samotność, potrzeba akceptacji i brak poczucia bezpieczeństwa.
Specjaliści podkreślają: kluczem nie jest stała kontrola ani straszenie konsekwencjami. Najważniejsza jest obecność dorosłego, który: interesuje się tym, co dziecko robi w sieci, rozmawia bez oceniania, zauważa zmiany w zachowaniu, daje przestrzeń na szczere wyznanie: „boję się”, „nie wiedziałem, jak odmówić”. Dziecko, które wie, że może przyjść z problemem bez obawy przed karą czy wyśmianiem, ma większą szansę wycofać się z niebezpiecznej sytuacji, zanim będzie za późno.
Internetowe wyzwania nie znikną. Będą się zmieniać, ewoluować i przybierać nowe formy. Dlatego tak ważna jest czujność dorosłych – nie jako strażników, lecz jako bezpiecznego punktu odniesienia.












