Fakt, że wiaty na przystankach są jak najbardziej przydatne, szczególnie w trakcie opadów atmosferycznych czy silnego wiatru, nie podlega żadnej dyskusji. Ale czy nowa wiata, która stanęła na przystanku „Metalowa” w stronę Zdrojów, jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo oczekującym na autobus pasażerom?
Już na pierwszy rzut oka widać, że ten element infrastruktury przystankowej jest za wąski, aby na spokojnie ochronił mieszkańców przed jakimikolwiek warunkami pogodowymi – jak się usiądzie na ławce, to i tak pasażerowi „oberwie się” za sprawą wiatru i deszczu, a sam dach nie zapewni wystarczającego bezpieczeństwa, jeżeli w ogóle można o takowym mówić. Ale z drugiej strony, jak mówi przysłowie, lepszy rydz niż nic.
Mieszkańcy Podjuch nie pozostawiają suchej nitki na dopiero co postawionej wiacie.
– To chyba jakiś żart! – załamuje ręce pani Katarzyna.
– Brak słów. Kolejna bariera architektoniczna nie do pokonania – mówi pan Sylwester.
– Ten, kto to wymyślił, powinien zostać zwolniony. Ten, kto na to pozwolił powinien zostać odpowiednio ukarany – przyznaje pan Paweł.
– Podczas deszczu będzie dodatkowa atrakcja: darmowy prysznic z kałuży – śmieje się pani Krystyna.
Jak udało nam się ustalić, nowa wiata pochodzi z demobilu Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego i była już wcześniej użytkowana na przystanku “Wszystkich Świętych”. Została ona postawiona na miejscu starej wiaty, która nie nadawała się już do użytku.
– Zgodnie z umowa z firmą Stroer, wiaty które są w dobrym stanie zostają ustawione na tych przystankach, na których nie ma wiaty, bądź posiadają wiatę w złym stanie technicznym, nadającą się do likwidacji – podkreśla Marta Kwiecień-Zwierzyńska z Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego.
Już niedługo po postawieniu przeszła „chrzest” za sprawą okolicznych wandali – została ona pomazana niezbyt wyszukanymi bohomazami.