Co by było, gdyby zamiast uciekać przed demonami… zaprosić je do rozmowy? W TRAFO Trafostacji Sztuki w Szczecinie trwa wystawa, która robi dokładnie to – i zostaje w głowie na długo po wyjściu z galerii. „Imiona” autorstwa Sebastiana Winklera i Rafała Żarskiego to jedna z tych ekspozycji, o których mówi się szeptem. I nie bez powodu.
Punktem wyjścia dla artystów są filmy grozy – te, które wszyscy znamy, jak Egzorcyzmy Emily Rose. Ale zamiast taniego strachu i jump scare’ów, Winkler i Żarski idą krok dalej. Zadają pytanie, którego zwykle unikamy: kim są nasze demony i dlaczego wciąż do nas wracają?
To nie jest wystawa, którą „się ogląda”. To wystawa, która patrzy na widza. Obrazy, filmy i rzeźby działają jak powidok – zostają pod powiekami, kiedy gasną światła i wraca nocna cisza. Artyści sięgają po język popkultury, queerowych praktyk i teorii widzenia, by rozbroić strach i… nadać mu imię.
„Imiona” nie próbują przepędzać złych duchów. Wręcz przeciwnie – przywracają im podmiotowość. Artyści proponują gest odwagi: spojrzeć lękowi prosto w oczy i zapytać, co właściwie chce nam powiedzieć. Czy demon to tylko potwór z ekranu, czy może echo naszych społecznych lęków, które wraca, gdy zamykamy oczy?
To sztuka niepokojąca, ale jednocześnie zaskakująco czuła. Zamiast krzyku – cisza. Zamiast strachu – refleksja, która potrafi być bardziej niebezpieczna niż jakikolwiek horror.
Na wystawie zobaczymy malarstwo, filmy, rysunki i rzeźby, które tworzą spójną, mroczną narrację o współczesnych lękach i obrazach nawiedzających nas z ekranów telefonów, komputerów i kinowych sal. Kuratorką wystawy jest Dominika Głowala, która prowadzi widza przez ten nieoczywisty, momentami bardzo osobisty świat.
Wystawa „Imiona” trwa tylko do 22 lutego. To jedna z tych ekspozycji, które dzielą odbiorców na dwie grupy: tych, którzy wyjdą zaintrygowani – i tych, którzy będą o niej myśleć jeszcze długo po powrocie do domu.












